Mycha,dobrze wiesz,że jak jesteś dzień po dniu,24h na dobe z osoba "zapominalską"-to nerwy masz jak postronki napięte.Ja "nie biorę" demencyjnych podopiecznych.bo odpowiadanie w rytmie 15-minutowym na te same pytania,czy tym podobne-przekracza granice mojej wytrzymałości.A zazwyczaj w jednym miejscu zostaje minimum 3 miesiące.To żle rokuje i dla podopiecznego i dla mnie.Dlatego unikam.
I też jestem za tym,żeby "aktywizować"podopiecznego,żeby jak najwięcej robił sam.Ale potrafie zrozumieć zmienniczke Romany.To wcale nie jest takie proste..sałatka owocowa z cebulą-i co potem?Jeden zapomni,inny będzie chciał to zjeść.Można to przeżyć tak jak Romana,ale można inaczej(co pewnie jest dla jej zmienniczki wygodniejsze).
Przyznam się,że w pierwszyej pracy z demencyjną pdp tego nie ogarniałam.Drażniło mnie,ze ona coś chce robić,kiedy wiedziałam,ze ja zrobie to 200 razy szybciej i lepiej.Czasu nieco potrzebowałam na zmiane własnego nastawienia,ale początki trudne były(dla mnie na pewno).
Wiele się nauczyłam,cierpliwości i wyrozumiałości również,jednak tzw. mieszania w garach nie jestem w stanie zaakceptować(bo czasami trudno jest nie jeść tego,co pdp własnymi raczkami przygotował)lub do czego się wtracał.
