Wyłowione z sieci 2

21 marca 2015 13:21 / 2 osobom podoba się ten post
Ktoś przesadził z tymi prawami dziecka. One są potrzebne wtedy, gdy dzieciom się dzieje krzywda, kiedy trzeba szybko zareagować aby im pomóc. Nie są potrzebne w normalnej rodzinie. Moja obecna PDP mieszka na parterze, na górze mieszka jej syn z żoną i ...... pięciorgiem dzieci !! Miejscowość jest mała, wszyscy się tutaj znają, dzieci bawią się spokojnie i jeżdżą na rowerach gdzie popadnie. W tej rodzinie gdzie teraz jestem starsza siostra - ok 10 lat - zajmuje się młodszym rodzeństwem. Pomaga mamie, bo ta bidulina jest wykończona ząbkowaniem rocznego synka. Nie mają dużo ( w niemieckim znaczeniu ) ale są szczęśliwi. Czuje się szacunek dla każdego, kto się tu przewinie. Dzieci są grzeczne i usłuchane. Najstarszy syn jak przyjedzie ze szkoły pomaga ojcu. Jak patrzę na nich to przypomina mi się dzieciństwo. Podobne warunki, podobna atmosfera. Ale tylko podobne ;-)))
21 marca 2015 14:28
Lili

A teraz z innej beczki.
Nie edytuję posta bo temat odrębny i mam nadzieję że Modi wybaczy jednorazowy wyskok...
 
http://uwaga.tvn.pl/reportaze,2671,n/skad-sie-biora-kolejki-do-przychodni,161689.html

Kolejki w przychodniach będą dotąd, dopóki służba zdrowia nie zostanie sprywatyzowana.
21 marca 2015 14:40 / 3 osobom podoba się ten post
opiekun_Janusz

Kolejki w przychodniach będą dotąd, dopóki służba zdrowia nie zostanie sprywatyzowana.

a kogo wtedy bedzie na nia stac ? nie emerytow i recistow ! A moje czy twoje pokolenie na emeryturze to bedzie moglo tylko pomarzyc o wizycie u lekarza chyba ze sie trafi dr,Judym.To nie takie proste jak myslisz.Panstwo musi bardziej stawiac na profilaktyke a nie na leczenie wtedy z czasem kolejki beda mniejsze 
21 marca 2015 15:12 / 1 osobie podoba się ten post
opiekun_Janusz

Kolejki w przychodniach będą dotąd, dopóki służba zdrowia nie zostanie sprywatyzowana.

Janusz, oglądałeś cały reportaż?  Nie zgadzam się z Twoim zdaniem, no, może nie do końca się z nim zgadzam.
W mojej miejscowości (gmina nie całkiem maleńka) jest sobie NZOZ. Budynek dawniejszego zakładowego ośrodka zdrowia został wykupiony, przebudowany i ulepszony przez małżeństwo lekarzy (pediatra i internista). Trochę im połknęła ta inwestycja, więc wzieli do spółki jeszcze jedną lekarkę - pediatrę, która w rzeczonym ośr. zdrowia przepracowała już ileś tam lat (ja ją pamiętam jako młodą kobietę, chodząc do niej jako dziecko). Tak sie złożyło że owe małżeństwo ma córkę, która skończyła medycynę i wyszła za mąż za lekarza, a druga lekarka ma syna który również skończył wydział lekarski. 
I aby dostać się w mojej przychodni do lekarza należy stanąć w kolejeczce najpóźniej o 6.16, wtedy jeszcze jest szansa by się tego dnia dostać. Ale owa kolejka dotyczy wyłącznie pacjentów którzy chcą się dostac do TEJ pani doktor. Natomiast do gabinetów obydwóch małżeństw (bo młoda para w prezencie ślubnym dostała swoje gabinety) kolejek nie ma, wręcz krzesła świeca pustkami. Nie powiem, jeszcze do jednej, tej starszej czasem ktoś czeka; ale do internistów możesz wejść kiedy przyjdziesz, rejestrujesz się jak i kiedy chcesz. 
Szkopuł polega na tym że do lubianego lekarza z ludzkim podejściem ludzie walą drzwiami i oknami, dziś rejonizacja nie obowiazuje.
Formularze zgłoszeniowe? Tak, wiem że są. Mnie podstawiła ostatnio jakaś nowo nabyta piguła z rejestracji właśnie internistę, no bo pani doktor ma już komplet. Mój komentarz brzmiał następująco:
" Nie mogę do dr M.? To poproszę o wydanie kompletnej kartoteki, zamknięcie mojego rejestru i wykreślenie mnie z ewidencji waszych pacjentów."
Na pytanie co zamierzam powiedziałam że znajdę sobie lekarza w Opolu i na pewno nie zmusi mnie nikt do tego bym leczyła się u kogoś kto ludzi na których w końcu zarabia traktuje jak wycieraczki... Awantura wisiała na włosku, bo usłyszałam że ona mi nie wyda, że musi mieć pozwolenie kierownika przychodni, że on nie ma na takie coś czasu i jeszcze sto tysięcy innych dupereli tam się toczyło z jej ust. A w ogóle to kto mi naopowiadał takich bajek że można sobie przenosić kartoteke do innej przychodni. (Czyste zaprzeczanie samej sobie.)
Miejsce u mojej pani dr znalazło się chyba tylko dlatego że zjawiła się znajoma pielęgniarka i widząc kolor mojej gęby szybko podeszła. 
Nie ukrywam, będąc tym kim jestem i po zawodzie lecąc (wiocha gdzie wszyscy się znają) mam "koneksje"; dzwonię by zarejestrować się telefonicznie i zazwyczaj się dostaję, czasem słyszę że mam przyjechać TERAZ JUŻ a czasem że zdążę obiad ugotowac i zjeść; ale większość ludzi stoi w tych kolejkach dzień w dzień. 
I dziewczyny nie są w stanie nijak tego zmienić, ludzie chcą konkretnego lekarza i zabezpieczają się stając w tej kolejce. 
Ale w reportażu największym problemem jest chyba organizacja pracy rejestracji i niestety - pewne zasady narzucone przez NFZ. Sama prywatyzacja nie zmieni wszystkiego na lepsze...
21 marca 2015 16:09 / 3 osobom podoba się ten post
Lili

Janusz, oglądałeś cały reportaż?  Nie zgadzam się z Twoim zdaniem, no, może nie do końca się z nim zgadzam.
W mojej miejscowości (gmina nie całkiem maleńka) jest sobie NZOZ. Budynek dawniejszego zakładowego ośrodka zdrowia został wykupiony, przebudowany i ulepszony przez małżeństwo lekarzy (pediatra i internista). Trochę im połknęła ta inwestycja, więc wzieli do spółki jeszcze jedną lekarkę - pediatrę, która w rzeczonym ośr. zdrowia przepracowała już ileś tam lat (ja ją pamiętam jako młodą kobietę, chodząc do niej jako dziecko). Tak sie złożyło że owe małżeństwo ma córkę, która skończyła medycynę i wyszła za mąż za lekarza, a druga lekarka ma syna który również skończył wydział lekarski. 
I aby dostać się w mojej przychodni do lekarza należy stanąć w kolejeczce najpóźniej o 6.16, wtedy jeszcze jest szansa by się tego dnia dostać. Ale owa kolejka dotyczy wyłącznie pacjentów którzy chcą się dostac do TEJ pani doktor. Natomiast do gabinetów obydwóch małżeństw (bo młoda para w prezencie ślubnym dostała swoje gabinety) kolejek nie ma, wręcz krzesła świeca pustkami. Nie powiem, jeszcze do jednej, tej starszej czasem ktoś czeka; ale do internistów możesz wejść kiedy przyjdziesz, rejestrujesz się jak i kiedy chcesz. 
Szkopuł polega na tym że do lubianego lekarza z ludzkim podejściem ludzie walą drzwiami i oknami, dziś rejonizacja nie obowiazuje.
Formularze zgłoszeniowe? Tak, wiem że są. Mnie podstawiła ostatnio jakaś nowo nabyta piguła z rejestracji właśnie internistę, no bo pani doktor ma już komplet. Mój komentarz brzmiał następująco:
" Nie mogę do dr M.? To poproszę o wydanie kompletnej kartoteki, zamknięcie mojego rejestru i wykreślenie mnie z ewidencji waszych pacjentów."
Na pytanie co zamierzam powiedziałam że znajdę sobie lekarza w Opolu i na pewno nie zmusi mnie nikt do tego bym leczyła się u kogoś kto ludzi na których w końcu zarabia traktuje jak wycieraczki... Awantura wisiała na włosku, bo usłyszałam że ona mi nie wyda, że musi mieć pozwolenie kierownika przychodni, że on nie ma na takie coś czasu i jeszcze sto tysięcy innych dupereli tam się toczyło z jej ust. A w ogóle to kto mi naopowiadał takich bajek że można sobie przenosić kartoteke do innej przychodni. (Czyste zaprzeczanie samej sobie.)
Miejsce u mojej pani dr znalazło się chyba tylko dlatego że zjawiła się znajoma pielęgniarka i widząc kolor mojej gęby szybko podeszła. 
Nie ukrywam, będąc tym kim jestem i po zawodzie lecąc (wiocha gdzie wszyscy się znają) mam "koneksje"; dzwonię by zarejestrować się telefonicznie i zazwyczaj się dostaję, czasem słyszę że mam przyjechać TERAZ JUŻ a czasem że zdążę obiad ugotowac i zjeść; ale większość ludzi stoi w tych kolejkach dzień w dzień. 
I dziewczyny nie są w stanie nijak tego zmienić, ludzie chcą konkretnego lekarza i zabezpieczają się stając w tej kolejce. 
Ale w reportażu największym problemem jest chyba organizacja pracy rejestracji i niestety - pewne zasady narzucone przez NFZ. Sama prywatyzacja nie zmieni wszystkiego na lepsze...

Twoja opowieść to tylko potwierdzenie tego co napisałem. Sprywatyzować służbę zdrowia i każdy sobie chodzi gdzie chce. Jest pzyjmowany, bo za to płaci lekarzowi, a nie NFZowi z jego całą biurokracją i urzędnikami. Osoby zdrowe nie są okradane z obowiązkowego ubezpieczenia przez państwo. Zapewniam Cię, że lekarz jakby przyjmował prywatnie, to od razu zrobiłby się miły i miał "ludzkie podejście" do pacjentów, bo jakby nie miał, to by poszedł z torbami.
21 marca 2015 16:11 / 1 osobie podoba się ten post
ORIM

a kogo wtedy bedzie na nia stac ? nie emerytow i recistow ! A moje czy twoje pokolenie na emeryturze to bedzie moglo tylko pomarzyc o wizycie u lekarza chyba ze sie trafi dr,Judym.To nie takie proste jak myslisz.Panstwo musi bardziej stawiac na profilaktyke a nie na leczenie wtedy z czasem kolejki beda mniejsze 

Orim moje pokolenie nie dostanie emerytury, natomiast jest teraz okradane ze swoich pieniędzy prez składki. Moje pokolenie gdyby nie było okradane przez ZUS i NFZ to sobie odkładając do przysłowiowej "skarpety" zapewni dostatnią starość. 
21 marca 2015 16:47 / 3 osobom podoba się ten post
opiekun_Janusz

Orim moje pokolenie nie dostanie emerytury, natomiast jest teraz okradane ze swoich pieniędzy prez składki. Moje pokolenie gdyby nie było okradane przez ZUS i NFZ to sobie odkładając do przysłowiowej "skarpety" zapewni dostatnią starość. 

Tu się z Tobą zgodzę. Na nasze emerytury nie będzie miał kto pracować, jeśli kolejne rządy będą uprawiać taką politykę jak dotychczas...
21 marca 2015 16:50 / 2 osobom podoba się ten post
ORIM

a kogo wtedy bedzie na nia stac ? nie emerytow i recistow ! A moje czy twoje pokolenie na emeryturze to bedzie moglo tylko pomarzyc o wizycie u lekarza chyba ze sie trafi dr,Judym.To nie takie proste jak myslisz.Panstwo musi bardziej stawiac na profilaktyke a nie na leczenie wtedy z czasem kolejki beda mniejsze 

A myślisz, że kogoś to obchodzi?'' Eutanazja w białych rekawiczkach''
21 marca 2015 17:04 / 3 osobom podoba się ten post
Barbara niepowtarzalna

Te , no cos Ty ! pic trzeba - bez picia nie ma zycia ! :-)))))

Post krotszy:))) moja pdp od ok 3 lat nie oglada telewizji, jej cirka z dwojka dzieci 7 i 12 lat przyznala , ze tyle czasu co u matki z dziecmi to nigdy nie spedza, kazedy w domu ma komputer, tv. Prawie tylko na posilkach sie spotykaja:))a u babci , tak raz w miesuacu jest z nimi , czas na rodzinne fitografie, czasem jemy sniadanie od 9 do 12:))) bo rozmowa, to sa warunki urlopu dla nich, st pani nie pozwala na komorki przy stole. I dzieciaki to akceptuja. Czyli rzeczy wazne sa i wazniejsze.
21 marca 2015 19:06 / 2 osobom podoba się ten post
Moja pdp tez nie ogląda tv. Owszem stoi i nawet jest podłączony ale jej nie jest potrzebny. Ja stwierdziłam, że w takim razie mnie też nie będzie potrzebny ;-))) toż mam komputerek. I wiecie co, nigdy jeszcze nie miałam takiego spokoju na szteli. Wypoczywam tutaj, pod pewnym względem oczywiście, żeby zaraz któraś nie odwaliła riposty ;-)))
21 marca 2015 19:12
Tv pozera sporo czasu:))) ja odkad prowadze nocny tryb zycia z pdp to tez zrezygnowalam z wiadomosci, Jaucha i tym podobne.teraz m.ie nie budzi ale i tak nie ogl i ide spacc.
25 marca 2015 12:37

Język niemiecki. Moderator

25 marca 2015 15:04
zosia_samosia

Język niemiecki. Moderator

Musze jeszcze raz przeczytac regulamin .
25 marca 2015 18:23
Opiekunkowo- podszepnę , że jutro w TVN o godz. 16 zapowiadają się wyjątkowe "rozmowy w toku" - obiła mi się o oczy zapowiedź  ( ale uprzedzam- będzie smuuutno raczej , z tego co luknęłam  można będzie się solidnie popłakać  ) 
02 kwietnia 2015 11:08 / 1 osobie podoba się ten post
http://wiadomosci.onet.pl/swiat/wypadek-polskiego-busa-w-niemczech-jedna-osoba-nie-zyje-siedem-jest-rannych/eny5sc