kociaraMogłabym z nimi siedzieć i pogadać o czymś,może ile razy byłam w toalecie z dziadkiem i ile razy podcierałam mu tyłek - to żart.
Jak tam z nimi siedzieć jak język dopiero wolnymi krokami nabiera rozpędu.Takie siedzenie w towarzystwie pomimo nie umie się zbyt wiele to też ma swoje korzyści,osłucham się chociaż i spać nie będę mogła ,ha,ha,ha.Wieczór pokaże.
No,ja własnie "zaliczyłam" wizytę świąteczna z dziadkami u syna:)Było bardzo sympatycznie- mimo,ze na stole tylko kawa,ciasto własnoręcznie upieczone przez panią domu i ciasteczka w hurtowych ilosciach.Zjechała sie część rodziny-wesoło,gwarno,duzo młodzieży -syn ma 3 synów,jeszcze inne chłopaki z zonami,też z rodziny.Przyznam,ze mnie zaskoczyli pozytywnie bo dziadkami się nie zajmowałam,co chwila pytali czy sie dobrze wsród nich czuję ,czy kawy czy ciasta itp.Pogadałam sobie z chłopakami bo koło nich siedziałam o dialekcie bawarskim,w niektórych szkołach jest jako dodatkowy język,o polityce/Putin,Ukraina/Jedna z żon młodych w ciąży więc i o dzieciach.Potem były prezenty-swoje paczuszki dwie rozpakowałam w domu-apaszka z klamerką/nie noszę:)/ ,a druga paczuszka mnie zafrapowała....czekoladki plus małe PUSTE:) pudełeczko...../hi hi hi.I tak myślę było tam cuś czy nie było:)Dziadeczki po tej wizycie padnięte,zaraz kolacja i spanko:)Oni dostali ciuchy,m.in.kompletnie niepraktyczne ciasne golfy.....ale wszystko w najlepszym gatunku- kto ubiera czy rozbiera PDP jak ja wie jak ciężko zdjąć lub nałozyć taki ciasny golfik.....Praktyczni inaczej ci Niemcy:)