Siedzę dziś w domu ku mojemu wielkiemu rozżaleniu. Pogoda nie nastraja na spacery, a przydałoby mi się dotlenienie...
Zaczyna mnie dopadać stres z którym walczę na różne sposoby, nie pomaga ani muzyka, ani książka, ani żaden film, nawet moje ulubione komedie dziś nie mają sensu... Muszę jakoś dotrwać do jutra. Przydałby mi się już dziś "głupi jaś"...
Wiem że to durne ale jedyne co mi pomaga to rozmowa i żarty z chłopakami i z Andrzejem. Skype włączony na okrągło, tylko od czasu do czasu któreś z nas ruszy się na chwilę gdzieś w głąb mieszkania.
Torba z rzeczami do szpitala stoi spakowana, czeka do jutra.
W dołki wprawdzie nie popadam, ale chciałabym żeby już było po wszystkim... :-(
Pozwoliłam się mojemu ANIOŁOWI dzisiaj wyspać, bo mam go zamiar dziś wykorzystać jako szofera. Zachciało mi się dziś do Łeby nad morze pojechać, trochę JODU nawdychać.



