Na wyjeździe #29

18 października 2015 17:38 / 12 osobom podoba się ten post
Poczytałam sobie i powiem Wam , że wszystkie posty mi się podobają , jak nie dałam komuś plusa to tylko dlatego , że mi się kółeczko za długo kręci i się denerwuję ;-) Właśnie jestem po półgodzinnej wizytacji , była dwójka dzieciątek ( zamiejscowych )ze współmałżonkami . Poopowiadali mamusi jak było , mamusia jak zwykle znużona przymknęła oczęta , za blisko nie mogli stanąc , bo same smarkate aż w nosach bulgotało . Przyszli do mnie do jadalni , opowiedziałam co i jak , powiedziałam , że się bałam , żebym nie była odpowiedzialna " gdyby coś " . Wytłumaczyli mi na czym to wszystko polega , że Puśka na wiosnę poszła do kliniki dlatego , bo się bała bólu jaki miała jej siostra , ale , że mają zapowiedziane , że w razie " umierania " żadnych lekarzy , szpitali , że mają jej pozwolić po prostu odejść , tylko , żeby nie cierpiała . Wtedy zatrzymał się jej mocz , miała straszne bóle i dlatego chciała do szpitala , żeby jej uśmierzono ból . Podobno ( tak mi dzisiaj powiedziano ) ona chciałaby już umrzeć ......Ja tutaj jestem do 19 listopada , jeśli dam radę to przedłużę do początku grudnia , ale nie wiem , czy czasem ten moj kontrakt sam się nie skróci , bo jest coraz lichsza , słabsza , gorzej kontaktuje . Co będzie to będzie , uciekać nie mam zamiaru , bo nie . Wiem , powiecie , że się nie nadaję na opiekunkę , bo za " miętka jezdem " i chyba będziecie mieć rację !Może potwierdzić to Magda ( ksywka Magdzie ) , bo dzisiaj rano rozmawiałyśmy na ten temat , chciałabym być twardsza , ale nie potrafię , już niejedna osoba mi powiedziała , że ja jestem zbyt kontaktowa , komunikatywna ,że się za szybko przywiązuję do ludzi .... Ożesz kurwancja ! no ja nie potrafię być inna , na zmiany już też chyba za późno a inna robota ? kurde jaka ?jak moja firma się " wziena i rozwaliła " byłam przed samą czterdziestką i już mi mówiono jak szukałam pracy , że ciutkę przystarawa byłam !...A co tam , ja to z tych , że jak tylko japy na mnie nie wydzierają to już mam dobrze .Ale , żeby nie było , że ja jestem taka ciepła klucha ( sorry Klucha ) , bo potrafię tupnąć , walnąć pięścią w stół a nawet jaki talerz pierdyknąć na podłogę ...ale ludzi lubię , " źwierzątka " też oprócz myszy i szczurów , bo ich się boję ! ;-)
18 października 2015 17:49 / 4 osobom podoba się ten post
Gosiap

Chcę się podzielić swoim doświadczeniem. Miałam PDP, do której jeździłam kilka razy i pracowałam 3/3. Stał u niej taki aparat za pomocą którego miałam natychmiast kontakt z Czerwonym Krzyżem. Dwa razy dziennie, rano i wieczorem (8.00 i 20.00) potwierdzałam żóltym guzikiem, że wszystko z PDP ok. Jak zapomniałam to dyżurujący tam lekarz dzwonil w przeciągu godziny na stacjonarny i dopytywał czy coś się dzieje, bo nie było meldowania. W razie potrzeby natychmiastowej pomocy należało przycisnąc czerwony guzik i wtedy przyjeżdżali natychmiast, mieli nawet klucze. Był też taki aparat na rękę z czerwonym guzikiem, który zakładałam PDP gdy wychodziłam z domu. Podopieczna nie była leżąca, kontaktowała wszystko, była jeszcze na chodzie i miała tylko w zasadzie lekką demencję i stracholęki. Było to wszystko do opanowania i nie używałyśmy czerwonego guzika, za wyjątkiem kilku pomyłek tzw. fałszywych alarmów, które zdążyłam w porę odwołać. Kiedy jechałam kolejny raz wiedzialam, że stan PDP uległ pogorszeniu bo był wylew i lekki paraliż prawej strony ale współpracowała przy myciu, ubieraniu, samodzielnie jadła. PDP miała 2 synów, mieszkali w innym mieście, ok. 70 km.W 3 dniu mojego pobytu po myciu, a przy ubieraniu w salonie PDP straciła przytomność i bezwładnie leciała z fotela. Trzymałam ją, dosuwając fotel do tego aparatu z czeronym guzikiem. Przyjechali natychmiast i chcieli ją zabrać do szpitala ale ja czułam, że trzeba zadzwonić do syna. Lekarz po rozmowie z synem zabiera się do wyjścia a ja trzymam PDP z całej siły bo by z tego fotela runeła na podlogę. Wołam za lekarzem żeby mi pomógł a on się wraca i mówi, że pacjentka ma umierać w domu więc oni już tu nic nie mają do zrobienia a syn zaraz przyjedzie. Wiedziałam, że to zaraz to 2 godziny jazdy bo to w górach było a ja nie utrzymam jej tyle czasu. Dostałam furii, krzyczalam na lekarza, żeby mi pomógł umieścić PDP w łóżku, nawet jak ma umierać to przecież nie tak. Pomógł mi w końcu ale był bardzo ździwiony, że ja się tego domagam. PDP żyła jeszcze tydzień ale to była już agonia. I też na pytanie syna wyraziłam wolę że zostanę do pogrzebu a potem się okazało, że czekałam 2 tygodnie na pogrzeb a potem jeszcze 2 dni na mój autobus mieszkając sama w tym wielki domu. 
Nigdy nie zrozumiem do czego miał służyć ten aparat do natychmiastowego wzywania pomocy, jeśli wiadome było, że lekarze nie mogą udzielić tej pomocy.

Gosiu ja mam też ten Notruf, jak pdp koleżance się przewrociła to oni zaraz byli i pomogli. Nie da się czasem samemu. U mnie teraz nie przyjeżdza lekarz tylko sanitariusze, tzn po rozmowie ze mną . A jak się dzieje coś npatak serca to 112 dzwonię.Te Notruf to dla osób smotnie mieszkających, łatwiej jest nacisnąc guzik na bransoletce/wisiorku aniżeli 112 wybrać , adres mają automatycznie.
 
18 października 2015 18:12 / 6 osobom podoba się ten post
Barbara niepowtarzalna

Poczytałam sobie i powiem Wam , że wszystkie posty mi się podobają , jak nie dałam komuś plusa to tylko dlatego , że mi się kółeczko za długo kręci i się denerwuję ;-) Właśnie jestem po półgodzinnej wizytacji , była dwójka dzieciątek ( zamiejscowych )ze współmałżonkami . Poopowiadali mamusi jak było , mamusia jak zwykle znużona przymknęła oczęta , za blisko nie mogli stanąc , bo same smarkate aż w nosach bulgotało . Przyszli do mnie do jadalni , opowiedziałam co i jak , powiedziałam , że się bałam , żebym nie była odpowiedzialna " gdyby coś " . Wytłumaczyli mi na czym to wszystko polega , że Puśka na wiosnę poszła do kliniki dlatego , bo się bała bólu jaki miała jej siostra , ale , że mają zapowiedziane , że w razie " umierania " żadnych lekarzy , szpitali , że mają jej pozwolić po prostu odejść , tylko , żeby nie cierpiała . Wtedy zatrzymał się jej mocz , miała straszne bóle i dlatego chciała do szpitala , żeby jej uśmierzono ból . Podobno ( tak mi dzisiaj powiedziano ) ona chciałaby już umrzeć ......Ja tutaj jestem do 19 listopada , jeśli dam radę to przedłużę do początku grudnia , ale nie wiem , czy czasem ten moj kontrakt sam się nie skróci , bo jest coraz lichsza , słabsza , gorzej kontaktuje . Co będzie to będzie , uciekać nie mam zamiaru , bo nie . Wiem , powiecie , że się nie nadaję na opiekunkę , bo za " miętka jezdem " i chyba będziecie mieć rację !Może potwierdzić to Magda ( ksywka Magdzie ) , bo dzisiaj rano rozmawiałyśmy na ten temat , chciałabym być twardsza , ale nie potrafię , już niejedna osoba mi powiedziała , że ja jestem zbyt kontaktowa , komunikatywna ,że się za szybko przywiązuję do ludzi .... Ożesz kurwancja ! no ja nie potrafię być inna , na zmiany już też chyba za późno a inna robota ? kurde jaka ?jak moja firma się " wziena i rozwaliła " byłam przed samą czterdziestką i już mi mówiono jak szukałam pracy , że ciutkę przystarawa byłam !...A co tam , ja to z tych , że jak tylko japy na mnie nie wydzierają to już mam dobrze .Ale , żeby nie było , że ja jestem taka ciepła klucha ( sorry Klucha ) , bo potrafię tupnąć , walnąć pięścią w stół a nawet jaki talerz pierdyknąć na podłogę ...ale ludzi lubię , " źwierzątka " też oprócz myszy i szczurów , bo ich się boję ! ;-)

Co Ty pierniczysz Arabsiu, jaka miętka, jaka nienadająca się na opiekunkę????
Normalna jesteś, tylko tyle i aż tyle. Jesteś u Pusi już dość długo, no to jak masz nie mieć emocji???
Moja pierwsza praca, pierwszy podopieczny. Zszedł był po miesiącu mojej pracy, niejako przy mnie. Zostałam do pogrzebu. Firma zaproponowała mi przejazd w inne miejsce, odmówiłam, bo musiałam odreagować. Nie byłam z dziadkiem jakoś specjalnie związana no bo trudno się związać przez 2 tygodnie (2 tygodnie PDP był w szpitalu, gdzie 2 razy dziennie jeżdziłam do niego), ale żaden normalny człowiek, nie może tak zamknąć pewnego, choć krótkiego rozdziału i wyłączając guzik, zapomnieć i przejechać na inną Stelle!
Z moją obecną babcią jestem juz 5 rok, na półrocznych zazwyczaj turnusach. Stan jej się nie zmienia, ale kobita za chwilę skonczy 95 lat, no to trzeba się spodziewać wszystkiego, mimo ze jest wyjątkowo fit i umysłowo i mobilnie. Jak mi nie daj Boże zejdzie, to ja będę potrzebowała chyba pół roku, albo i dłuzej, żeby móc podjąć pracę opiekunki w innym miejscu. Tym bardziej, że moja babcia jest przekochana. Zresztą, na 90% rzucę tę robotę, jesli mi babcia umrze.
Nie zniosę chyba innej podopiecznej .  Nie dam rady. Mam dystans do mojej babci i jej rodzinki, ale oni sa tacy , że powinni ich w telewizji jako wzór pokazywać.
18 października 2015 18:17 / 8 osobom podoba się ten post
Barbara niepowtarzalna

Poczytałam sobie i powiem Wam , że wszystkie posty mi się podobają , jak nie dałam komuś plusa to tylko dlatego , że mi się kółeczko za długo kręci i się denerwuję ;-) Właśnie jestem po półgodzinnej wizytacji , była dwójka dzieciątek ( zamiejscowych )ze współmałżonkami . Poopowiadali mamusi jak było , mamusia jak zwykle znużona przymknęła oczęta , za blisko nie mogli stanąc , bo same smarkate aż w nosach bulgotało . Przyszli do mnie do jadalni , opowiedziałam co i jak , powiedziałam , że się bałam , żebym nie była odpowiedzialna " gdyby coś " . Wytłumaczyli mi na czym to wszystko polega , że Puśka na wiosnę poszła do kliniki dlatego , bo się bała bólu jaki miała jej siostra , ale , że mają zapowiedziane , że w razie " umierania " żadnych lekarzy , szpitali , że mają jej pozwolić po prostu odejść , tylko , żeby nie cierpiała . Wtedy zatrzymał się jej mocz , miała straszne bóle i dlatego chciała do szpitala , żeby jej uśmierzono ból . Podobno ( tak mi dzisiaj powiedziano ) ona chciałaby już umrzeć ......Ja tutaj jestem do 19 listopada , jeśli dam radę to przedłużę do początku grudnia , ale nie wiem , czy czasem ten moj kontrakt sam się nie skróci , bo jest coraz lichsza , słabsza , gorzej kontaktuje . Co będzie to będzie , uciekać nie mam zamiaru , bo nie . Wiem , powiecie , że się nie nadaję na opiekunkę , bo za " miętka jezdem " i chyba będziecie mieć rację !Może potwierdzić to Magda ( ksywka Magdzie ) , bo dzisiaj rano rozmawiałyśmy na ten temat , chciałabym być twardsza , ale nie potrafię , już niejedna osoba mi powiedziała , że ja jestem zbyt kontaktowa , komunikatywna ,że się za szybko przywiązuję do ludzi .... Ożesz kurwancja ! no ja nie potrafię być inna , na zmiany już też chyba za późno a inna robota ? kurde jaka ?jak moja firma się " wziena i rozwaliła " byłam przed samą czterdziestką i już mi mówiono jak szukałam pracy , że ciutkę przystarawa byłam !...A co tam , ja to z tych , że jak tylko japy na mnie nie wydzierają to już mam dobrze .Ale , żeby nie było , że ja jestem taka ciepła klucha ( sorry Klucha ) , bo potrafię tupnąć , walnąć pięścią w stół a nawet jaki talerz pierdyknąć na podłogę ...ale ludzi lubię , " źwierzątka " też oprócz myszy i szczurów , bo ich się boję ! ;-)


Basia nie jesteś ani za miętka ani za twarda. Jesteś po ludzku człowiekiem z uczuciami. W tej pracy dochodzą nam do głosu te uczucia z najwyższej półki, te najtrudniejsze do przeżywania i musimy umieć je przeżywać, nie wpadać w panikę, nie szukać winy w innych, boimy się i to jest naturalne. To nie wstyd się bać, strach można okiełznąć, trzeba rozmawiać o nim, zadawać sobie pytania czego ja tak naprawdę się boję w tej trudnej chwili. Ja też się boję ale to nie jest strach, który mnie paraliżuje. Ustaliłam granicę mojego bycia tutaj, bo cokolwiek by się nie działo, moje życie i zdrowie jest ważne i nie zrezygnuję z niego dla nikogo i za żadne pieniądze. 
18 października 2015 19:28 / 2 osobom podoba się ten post
I kolejna niedziela minęła...
W idealnym towarzystwie, znów śmignęliśmy do Konigswinter na zamczysko ;)
jutro proza życia- ostatni pełny tydzień- bliżej już niż dalej, kres pooowoli widać.
18 października 2015 19:57 / 7 osobom podoba się ten post
Dobry wieczór wszystkim - tydzien zleciał mi jak" jedno mgnienie wiosny". Nie mam czasu nawet na po pisanie. 30 pażdziernika jade do domu na 3 dni.Juz mam wszystko załatwione. Cieszę się, pójdę do mamy na grób.Bardzo mi na tym zależało.trzymajcie sie dziewczeta i chłopcy. Spokojnej nocy życzę
18 października 2015 20:01 / 5 osobom podoba się ten post
Barbara niepowtarzalna

Poczytałam sobie i powiem Wam , że wszystkie posty mi się podobają , jak nie dałam komuś plusa to tylko dlatego , że mi się kółeczko za długo kręci i się denerwuję ;-) Właśnie jestem po półgodzinnej wizytacji , była dwójka dzieciątek ( zamiejscowych )ze współmałżonkami . Poopowiadali mamusi jak było , mamusia jak zwykle znużona przymknęła oczęta , za blisko nie mogli stanąc , bo same smarkate aż w nosach bulgotało . Przyszli do mnie do jadalni , opowiedziałam co i jak , powiedziałam , że się bałam , żebym nie była odpowiedzialna " gdyby coś " . Wytłumaczyli mi na czym to wszystko polega , że Puśka na wiosnę poszła do kliniki dlatego , bo się bała bólu jaki miała jej siostra , ale , że mają zapowiedziane , że w razie " umierania " żadnych lekarzy , szpitali , że mają jej pozwolić po prostu odejść , tylko , żeby nie cierpiała . Wtedy zatrzymał się jej mocz , miała straszne bóle i dlatego chciała do szpitala , żeby jej uśmierzono ból . Podobno ( tak mi dzisiaj powiedziano ) ona chciałaby już umrzeć ......Ja tutaj jestem do 19 listopada , jeśli dam radę to przedłużę do początku grudnia , ale nie wiem , czy czasem ten moj kontrakt sam się nie skróci , bo jest coraz lichsza , słabsza , gorzej kontaktuje . Co będzie to będzie , uciekać nie mam zamiaru , bo nie . Wiem , powiecie , że się nie nadaję na opiekunkę , bo za " miętka jezdem " i chyba będziecie mieć rację !Może potwierdzić to Magda ( ksywka Magdzie ) , bo dzisiaj rano rozmawiałyśmy na ten temat , chciałabym być twardsza , ale nie potrafię , już niejedna osoba mi powiedziała , że ja jestem zbyt kontaktowa , komunikatywna ,że się za szybko przywiązuję do ludzi .... Ożesz kurwancja ! no ja nie potrafię być inna , na zmiany już też chyba za późno a inna robota ? kurde jaka ?jak moja firma się " wziena i rozwaliła " byłam przed samą czterdziestką i już mi mówiono jak szukałam pracy , że ciutkę przystarawa byłam !...A co tam , ja to z tych , że jak tylko japy na mnie nie wydzierają to już mam dobrze .Ale , żeby nie było , że ja jestem taka ciepła klucha ( sorry Klucha ) , bo potrafię tupnąć , walnąć pięścią w stół a nawet jaki talerz pierdyknąć na podłogę ...ale ludzi lubię , " źwierzątka " też oprócz myszy i szczurów , bo ich się boję ! ;-)

Basiu! Wiem jak to jest gdy odchodzi pdp. Trudno się patrzy na cierpienie osoby, którą  się polubiło,  a nawet z nią  zżyło. Jeśli jesteś za miękka i się  przyzwyczajasz to nie jesteś w tym odoosbnina. Ja potrafię przyzwyczaić się do kota, a co dopiero do człowieka. Z tego co pamiętam to zawsze bardzo ciepło  wypowiadałaś się o swojej Pusi. Nic dziwnego, że tak bardzo  przeżywasz. Mnie zostały oszczędzone ostatnie dni mojej pdp   oraz sama agonia. Nie byłam przy tym i szczerze mówiąc dobrze się stało. Myślę, że ten widok prześladowałby mnie do końca życia. Wiem także (możecie nazwać mnie egoistką), że jeśli kiedyś znajdę się w podobnej sytuacji, to o ile będzie taka możliwość aby nie być do końca to ją wykorzystam. Nie zostawię osoby pozbawionej rodziny samej sobie, aż taka okrutna nie jestem ale nie chcę mieć całe lata przed oczami twarzy konających.
18 października 2015 20:06 / 6 osobom podoba się ten post
ivetta

Dzisiaj w polskim kościele był obchodzony jubileusz pewnej pary -65 lat pożycia małżeńskiego.Dziadeczek jeszcze całkiem fit ,babeczka z laseczką,z bukietem kwiatów .Jakie to piękne tyle lat razem.

Moi dziadeczkowie jutro obchodzą 73-ą!!!!!!!!!!!!!!!!!!rocznicę ślubu,a zakochani w sobie jakby dopiero wczoraj sie pobrali
18 października 2015 20:15 / 1 osobie podoba się ten post
teresa-p

Moi dziadeczkowie jutro obchodzą 73-ą!!!!!!!!!!!!!!!!!!rocznicę ślubu,a zakochani w sobie jakby dopiero wczoraj sie pobrali:aniolki:

Prawdziwie piękne Jubileum.
Złóż im życzenia od koleżanki z forum. 

I co ciekawe nigdy w Polsce nie miałam dookoła siebie takiej uroczystości.
A z najbliższego podwórka - rodzice 42 lata razem i tato zmarł.
18 października 2015 20:19 / 4 osobom podoba się ten post
Alina

Basiu! Wiem jak to jest gdy odchodzi pdp. Trudno się patrzy na cierpienie osoby, którą  się polubiło,  a nawet z nią  zżyło. Jeśli jesteś za miękka i się  przyzwyczajasz to nie jesteś w tym odoosbnina. Ja potrafię przyzwyczaić się do kota, a co dopiero do człowieka. Z tego co pamiętam to zawsze bardzo ciepło  wypowiadałaś się o swojej Pusi. Nic dziwnego, że tak bardzo  przeżywasz. Mnie zostały oszczędzone ostatnie dni mojej pdp   oraz sama agonia. Nie byłam przy tym i szczerze mówiąc dobrze się stało. Myślę, że ten widok prześladowałby mnie do końca życia. Wiem także (możecie nazwać mnie egoistką), że jeśli kiedyś znajdę się w podobnej sytuacji, to o ile będzie taka możliwość aby nie być do końca to ją wykorzystam. Nie zostawię osoby pozbawionej rodziny samej sobie, aż taka okrutna nie jestem ale nie chcę mieć całe lata przed oczami twarzy konających.

"....... ale nie chcę mieć całe lata przed oczami twarzy konających..."

Czy ty aby na pewno wiesz o czym piszesz Alinko?

Piszesz to ku pokrzepieniu innych opiekunek?
18 października 2015 21:01 / 3 osobom podoba się ten post
Gosiap

"....... ale nie chcę mieć całe lata przed oczami twarzy konających..."

Czy ty aby na pewno wiesz o czym piszesz Alinko?

Piszesz to ku pokrzepieniu innych opiekunek?

Chyba masz rację, że niezbyt fortunnie się wyraziłam ale do tej pory mam przed oczami moją Margarete gdy stoi już bardzo słabiutka, oparta o  umywallkę świadoma tego, że umiera i z tak bardzo smutnymi oczmi mówi do mnie " i jeszcze przez to trzeba przejść". Nie potrfię takich rzeczy wyprzeć, wdzierają się bardzo głęboko. Co jakiśczas wraca do mnie jej pełna bólu twarz . 
18 października 2015 21:02 / 4 osobom podoba się ten post
Alina

Basiu! Wiem jak to jest gdy odchodzi pdp. Trudno się patrzy na cierpienie osoby, którą  się polubiło,  a nawet z nią  zżyło. Jeśli jesteś za miękka i się  przyzwyczajasz to nie jesteś w tym odoosbnina. Ja potrafię przyzwyczaić się do kota, a co dopiero do człowieka. Z tego co pamiętam to zawsze bardzo ciepło  wypowiadałaś się o swojej Pusi. Nic dziwnego, że tak bardzo  przeżywasz. Mnie zostały oszczędzone ostatnie dni mojej pdp   oraz sama agonia. Nie byłam przy tym i szczerze mówiąc dobrze się stało. Myślę, że ten widok prześladowałby mnie do końca życia. Wiem także (możecie nazwać mnie egoistką), że jeśli kiedyś znajdę się w podobnej sytuacji, to o ile będzie taka możliwość aby nie być do końca to ją wykorzystam. Nie zostawię osoby pozbawionej rodziny samej sobie, aż taka okrutna nie jestem ale nie chcę mieć całe lata przed oczami twarzy konających.

Nie ma czegoś takiego jak"twarze konających", jest poczucie dobrze wykonanenj pracy, odprowadzilam tutaj w De dwóch podopiecznych na drugi brzeg, ich odchodzenie bło trudne, nowotwór ,morfina, bóle. Ale uśmiech ćzęsto towarzyszył nam tj mnie, rodzinie, pielęgniarkom każdego dnia.
18 października 2015 21:03 / 5 osobom podoba się ten post
Alina

Basiu! Wiem jak to jest gdy odchodzi pdp. Trudno się patrzy na cierpienie osoby, którą  się polubiło,  a nawet z nią  zżyło. Jeśli jesteś za miękka i się  przyzwyczajasz to nie jesteś w tym odoosbnina. Ja potrafię przyzwyczaić się do kota, a co dopiero do człowieka. Z tego co pamiętam to zawsze bardzo ciepło  wypowiadałaś się o swojej Pusi. Nic dziwnego, że tak bardzo  przeżywasz. Mnie zostały oszczędzone ostatnie dni mojej pdp   oraz sama agonia. Nie byłam przy tym i szczerze mówiąc dobrze się stało. Myślę, że ten widok prześladowałby mnie do końca życia. Wiem także (możecie nazwać mnie egoistką), że jeśli kiedyś znajdę się w podobnej sytuacji, to o ile będzie taka możliwość aby nie być do końca to ją wykorzystam. Nie zostawię osoby pozbawionej rodziny samej sobie, aż taka okrutna nie jestem ale nie chcę mieć całe lata przed oczami twarzy konających.

Alinko, nie jesteś w tym sama. Mowię tu o ostatnim zdaniu. Wszystko, co nas w zyciu doświadcza zostawia niezatarte piętno, a to  jest czasami nie do zniesienia. 
Piętno śmierci i asystowanie przy tym jest jednym z najtrudniejszych i najgorszych doświadczeń.
Jeśli to cię pocieszy , to ja również nie chciałabym w tym uczestniczyć ale oczywiście, jeśli do tego dojdzie, to oczywiście nie czmychnę jak tchórz, natomiast też tego nie chcę oglądać i nie chcę mieć tego przed oczami, jeśli nie muszę.
Zapewne jestem fatalną opiekunką, skoro nie uważam,żeby asysta przy śmierci drugiego, obcego człowieka w jakikolwiek sposób mnie wzbogacała. Wręcz przeciwnie, jest to trauma na całe życie.
Na tyle jestem profesjonalna i dojrzała,że przyjmę i takie doświadczenie, ale wcale go nie chcę, obawiam się tego, obawiam się swoich reakcji i swojego przeżycia takiego doświadczenia. Jest to bardzo ludzkie, bo nikt nie jest aniołem śmierci, jesteśmy zwykłymi kobietami rzuconymi w tę robotę jak w otchłań.
Gosiup, sorry, ale Alinka pokrzepiać nie musi, ma prawo pisać o swoich obawach i o tym, czego chce uniknąć. Ja też tego chciałabym tego uniknąć.
Lubię cię Alinko, choć miałyśmy odmienne zdanie w pewnym temacie,nawet doszło do ostrych reakcji ale po tym, co napisalaś stałaś mi się bliska.
Czyli nie tylko ja nie chcę zasypiać i śnić o tym, jak mi umarła podopieczna, nie chcę budzić się spocona, przerażona, nie chcę,żeby na siatkówce mojego oka wyrył się ten obraz.
Już raz mi się wyrył. Mam nadzieję,że mnie to ominie.
Alinko.....

18 października 2015 21:09 / 4 osobom podoba się ten post
Lawenda

Alinko, nie jesteś w tym sama. Mowię tu o ostatnim zdaniu. Wszystko, co nas w zyciu doświadcza zostawia niezatarte piętno, a to  jest czasami nie do zniesienia. 
Piętno śmierci i asystowanie przy tym jest jednym z najtrudniejszych i najgorszych doświadczeń.
Jeśli to cię pocieszy , to ja również nie chciałabym w tym uczestniczyć ale oczywiście, jeśli do tego dojdzie, to oczywiście nie czmychnę jak tchórz, natomiast też tego nie chcę oglądać i nie chcę mieć tego przed oczami, jeśli nie muszę.
Zapewne jestem fatalną opiekunką, skoro nie uważam,żeby asysta przy śmierci drugiego, obcego człowieka w jakikolwiek sposób mnie wzbogacała. Wręcz przeciwnie, jest to trauma na całe życie.
Na tyle jestem profesjonalna i dojrzała,że przyjmę i takie doświadczenie, ale wcale go nie chcę, obawiam się tego, obawiam się swoich reakcji i swojego przeżycia takiego doświadczenia. Jest to bardzo ludzkie, bo nikt nie jest aniołem śmierci, jesteśmy zwykłymi kobietami rzuconymi w tę robotę jak w otchłań.
Gosiup, sorry, ale Alinka pokrzepiać nie musi, ma prawo pisać o swoich obawach i o tym, czego chce uniknąć. Ja też tego chciałabym tego uniknąć.
Lubię cię Alinko, choć miałyśmy odmienne zdanie w pewnym temacie,nawet doszło do ostrych reakcji ale po tym, co napisalaś stałaś mi się bliska.
Czyli nie tylko ja nie chcę zasypiać i śnić o tym, jak mi umarła podopieczna, nie chcę budzić się spocona, przerażona, nie chcę,żeby na siatkówce mojego oka wyrył się ten obraz.
Już raz mi się wyrył. Mam nadzieję,że mnie to ominie.
Alinko.....:modlmy sie:

Lawendo! Napisałaś to mądrzej niż ja.  Mam takie samo podejście , a o różnicy zdań, którą miałyśmy zapomniałam.
18 października 2015 21:24 / 3 osobom podoba się ten post
Alina

Lawendo! Napisałaś to mądrzej niż ja.  Mam takie samo podejście , a o różnicy zdań, którą miałyśmy zapomniałam.

No, ja też, było, minęło ( choć nadal uważam,że miałam rację, ale wybaczysz mi to, mam nadzieję, ha, ha. W końcu racja jest jak pupa - każdy ma własną).
Jesteśmy ludźmi i choć byśmy byli jak najbardziej profesjonalni, to pewnych rzeczy i pewnych doświadczeń wolelibyśmy uniknąć. A na pewno należy do nich śmierć.
Idę, zanim powiem za dużo. :)