Przeżyłam horror.Przez pół dnia nie miałam internetu i telefon stacjonarny do tego.Czy to już jest uzaleźnienie?Sama nie wiem co myśleć na ten temat.Dobrze ,że już mam was.
Przeżyłam horror.Przez pół dnia nie miałam internetu i telefon stacjonarny do tego.Czy to już jest uzaleźnienie?Sama nie wiem co myśleć na ten temat.Dobrze ,że już mam was.
Fajnie piszecie.Czasami czytając Was czuję się taka maleńka,bo wy macie jakieś domy,rodziny,cele,zainteresowania,wiedzę-a ja nie mam nic.I wiem,że to nie tak,ale taki teraz etap w życiu przechodzę i jeszcze nie umiem tego przełamać.Twarda jestem i wyjdę z tego-nie wiem tylko kiedy.
Praca moja przeszła obecnie w nawyk-tak jak Babka pisze.Starość swoją widzę tak,jak Ona_Lisa pisała.Żyję dniem dzisiejszym,bo życie za każdym razem kpi sobie z moich planów-więc ich nie snuję.
Jakieś tam projekty mam w głowie,ale myślę o nich cichutko.
I tylko czasami zastanawiam się,czy nie lepiej pełną parą żyć dniem dzisiejszym,korzystać z życia i zarobionych pieniędzy,czy też ciułać je na starość,kiedy już nie da się jeździć do pracy z racji wieku,a emerytura własna nie zapewni wystarczających środków na życie,a pytanie-co potem-odpycham od siebie usilnie.
Widzę,że moja energia się wyczerpuje powoli-ale nie widzę,gdzie mogłabym na nowo jej zaczerpnąć.
Krążę nieustannie wokół depresji,ale się nie poddaję.Na pozór jestem pełna energii,pozytywnie zakręcona-na pozór.Staram się.Czasami tylko idąc na samotny spacer nie potrafię opanować myśli.Unikam więc spacerów.
Mówi się,że zawsze można zacząć wszystko od nowa,ale jak swoje życie masz zamknięte w kilku walizkach,bagaż lat na karku i nic więcej,to bywa to cholernie trudne.
Fajnie piszecie.Czasami czytając Was czuję się taka maleńka,bo wy macie jakieś domy,rodziny,cele,zainteresowania,wiedzę-a ja nie mam nic.I wiem,że to nie tak,ale taki teraz etap w życiu przechodzę i jeszcze nie umiem tego przełamać.Twarda jestem i wyjdę z tego-nie wiem tylko kiedy.
Praca moja przeszła obecnie w nawyk-tak jak Babka pisze.Starość swoją widzę tak,jak Ona_Lisa pisała.Żyję dniem dzisiejszym,bo życie za każdym razem kpi sobie z moich planów-więc ich nie snuję.
Jakieś tam projekty mam w głowie,ale myślę o nich cichutko.
I tylko czasami zastanawiam się,czy nie lepiej pełną parą żyć dniem dzisiejszym,korzystać z życia i zarobionych pieniędzy,czy też ciułać je na starość,kiedy już nie da się jeździć do pracy z racji wieku,a emerytura własna nie zapewni wystarczających środków na życie,a pytanie-co potem-odpycham od siebie usilnie.
Widzę,że moja energia się wyczerpuje powoli-ale nie widzę,gdzie mogłabym na nowo jej zaczerpnąć.
Krążę nieustannie wokół depresji,ale się nie poddaję.Na pozór jestem pełna energii,pozytywnie zakręcona-na pozór.Staram się.Czasami tylko idąc na samotny spacer nie potrafię opanować myśli.Unikam więc spacerów.
Mówi się,że zawsze można zacząć wszystko od nowa,ale jak swoje życie masz zamknięte w kilku walizkach,bagaż lat na karku i nic więcej,to bywa to cholernie trudne.
Babka-wszystkie obawy i pytania dziewczyn są prawdziwe do bólu. Jednak czy znamy granicę,której nie wolno przekroczyć?
Ja mam podobne przemyślenia ale jak "nie ma co do gara włożyć" to nie ma "to,tamto".Jednak jak już trochę odsapniemy finansowo to pojawiają się pytania i wątpliwości. Mimo wszystko widzę plusy w Naszej pracy! Jakie?! Każda z nas wie!
Fajnie piszecie.Czasami czytając Was czuję się taka maleńka,bo wy macie jakieś domy,rodziny,cele,zainteresowania,wiedzę-a ja nie mam nic.I wiem,że to nie tak,ale taki teraz etap w życiu przechodzę i jeszcze nie umiem tego przełamać.Twarda jestem i wyjdę z tego-nie wiem tylko kiedy.
Praca moja przeszła obecnie w nawyk-tak jak Babka pisze.Starość swoją widzę tak,jak Ona_Lisa pisała.Żyję dniem dzisiejszym,bo życie za każdym razem kpi sobie z moich planów-więc ich nie snuję.
Jakieś tam projekty mam w głowie,ale myślę o nich cichutko.
I tylko czasami zastanawiam się,czy nie lepiej pełną parą żyć dniem dzisiejszym,korzystać z życia i zarobionych pieniędzy,czy też ciułać je na starość,kiedy już nie da się jeździć do pracy z racji wieku,a emerytura własna nie zapewni wystarczających środków na życie,a pytanie-co potem-odpycham od siebie usilnie.
Widzę,że moja energia się wyczerpuje powoli-ale nie widzę,gdzie mogłabym na nowo jej zaczerpnąć.
Krążę nieustannie wokół depresji,ale się nie poddaję.Na pozór jestem pełna energii,pozytywnie zakręcona-na pozór.Staram się.Czasami tylko idąc na samotny spacer nie potrafię opanować myśli.Unikam więc spacerów.
Mówi się,że zawsze można zacząć wszystko od nowa,ale jak swoje życie masz zamknięte w kilku walizkach,bagaż lat na karku i nic więcej,to bywa to cholernie trudne.
Fajnie piszecie.Czasami czytając Was czuję się taka maleńka,bo wy macie jakieś domy,rodziny,cele,zainteresowania,wiedzę-a ja nie mam nic.I wiem,że to nie tak,ale taki teraz etap w życiu przechodzę i jeszcze nie umiem tego przełamać.Twarda jestem i wyjdę z tego-nie wiem tylko kiedy.
Praca moja przeszła obecnie w nawyk-tak jak Babka pisze.Starość swoją widzę tak,jak Ona_Lisa pisała.Żyję dniem dzisiejszym,bo życie za każdym razem kpi sobie z moich planów-więc ich nie snuję.
Jakieś tam projekty mam w głowie,ale myślę o nich cichutko.
I tylko czasami zastanawiam się,czy nie lepiej pełną parą żyć dniem dzisiejszym,korzystać z życia i zarobionych pieniędzy,czy też ciułać je na starość,kiedy już nie da się jeździć do pracy z racji wieku,a emerytura własna nie zapewni wystarczających środków na życie,a pytanie-co potem-odpycham od siebie usilnie.
Widzę,że moja energia się wyczerpuje powoli-ale nie widzę,gdzie mogłabym na nowo jej zaczerpnąć.
Krążę nieustannie wokół depresji,ale się nie poddaję.Na pozór jestem pełna energii,pozytywnie zakręcona-na pozór.Staram się.Czasami tylko idąc na samotny spacer nie potrafię opanować myśli.Unikam więc spacerów.
Mówi się,że zawsze można zacząć wszystko od nowa,ale jak swoje życie masz zamknięte w kilku walizkach,bagaż lat na karku i nic więcej,to bywa to cholernie trudne.
Fajnie piszecie.Czasami czytając Was czuję się taka maleńka,bo wy macie jakieś domy,rodziny,cele,zainteresowania,wiedzę-a ja nie mam nic.I wiem,że to nie tak,ale taki teraz etap w życiu przechodzę i jeszcze nie umiem tego przełamać.Twarda jestem i wyjdę z tego-nie wiem tylko kiedy.
Praca moja przeszła obecnie w nawyk-tak jak Babka pisze.Starość swoją widzę tak,jak Ona_Lisa pisała.Żyję dniem dzisiejszym,bo życie za każdym razem kpi sobie z moich planów-więc ich nie snuję.
Jakieś tam projekty mam w głowie,ale myślę o nich cichutko.
I tylko czasami zastanawiam się,czy nie lepiej pełną parą żyć dniem dzisiejszym,korzystać z życia i zarobionych pieniędzy,czy też ciułać je na starość,kiedy już nie da się jeździć do pracy z racji wieku,a emerytura własna nie zapewni wystarczających środków na życie,a pytanie-co potem-odpycham od siebie usilnie.
Widzę,że moja energia się wyczerpuje powoli-ale nie widzę,gdzie mogłabym na nowo jej zaczerpnąć.
Krążę nieustannie wokół depresji,ale się nie poddaję.Na pozór jestem pełna energii,pozytywnie zakręcona-na pozór.Staram się.Czasami tylko idąc na samotny spacer nie potrafię opanować myśli.Unikam więc spacerów.
Mówi się,że zawsze można zacząć wszystko od nowa,ale jak swoje życie masz zamknięte w kilku walizkach,bagaż lat na karku i nic więcej,to bywa to cholernie trudne.
Tak ładnie piszecie ja tak ładnie nie umiem ale poczytam i we wszystkich postach odnajduję część siebie.
I tylko tak sobie myślę jakie my mądre kobiety jesteśmy i pracujemy u ludzi głupszych od siebie którzy myślą że są mądrzejsi o niebo od nas...a niech im tam,niech sobie myślą my wiemy co wiemy:-)