Na wyjeździe #33

15 maja 2016 08:39 / 3 osobom podoba się ten post
teresadd

Przeżyłam horror.Przez pół dnia nie miałam internetu i telefon stacjonarny do tego.Czy to już jest uzaleźnienie?Sama nie wiem co myśleć na ten temat.Dobrze ,że już mam was.

No coś Ty Tereska  Kiedyś ludzie żyli bez światła, wody i innych...  Teraz po wszystko zaglądamy do komputera Takie czasy, nie mam pojęcia jak 20 lat temu żyłam bez komputera i jaki człowiek był ograniczony.
15 maja 2016 08:52 / 5 osobom podoba się ten post
Impala

Fajnie piszecie.Czasami czytając Was czuję się taka maleńka,bo wy macie jakieś domy,rodziny,cele,zainteresowania,wiedzę-a ja nie mam nic.I wiem,że to nie tak,ale taki teraz etap w życiu przechodzę i jeszcze nie umiem tego przełamać.Twarda jestem i wyjdę z tego-nie wiem tylko kiedy.
Praca moja przeszła obecnie w nawyk-tak jak Babka pisze.Starość swoją widzę tak,jak Ona_Lisa pisała.Żyję dniem dzisiejszym,bo życie za każdym razem kpi sobie z moich planów-więc ich nie snuję.
Jakieś tam projekty mam w głowie,ale myślę o nich cichutko.
I tylko czasami zastanawiam się,czy nie lepiej pełną parą żyć dniem dzisiejszym,korzystać z życia i zarobionych pieniędzy,czy też ciułać je na starość,kiedy już nie da się jeździć do pracy z racji wieku,a emerytura własna nie zapewni wystarczających środków na życie,a pytanie-co potem-odpycham od siebie usilnie.
Widzę,że moja energia się wyczerpuje powoli-ale nie widzę,gdzie mogłabym na nowo jej zaczerpnąć.
Krążę nieustannie wokół depresji,ale się nie poddaję.Na pozór jestem pełna energii,pozytywnie zakręcona-na pozór.Staram się.Czasami tylko idąc na samotny spacer nie potrafię opanować myśli.Unikam więc spacerów.
Mówi się,że zawsze można zacząć wszystko od nowa,ale jak swoje życie masz zamknięte w kilku walizkach,bagaż lat na karku i nic więcej,to bywa to cholernie trudne.

Impala, smutno mi się zrobiło po przeczytaniu

Wszystkiego co dobre i piękne Ci życzę, przytulam mocno
15 maja 2016 08:57 / 10 osobom podoba się ten post
Impala

Fajnie piszecie.Czasami czytając Was czuję się taka maleńka,bo wy macie jakieś domy,rodziny,cele,zainteresowania,wiedzę-a ja nie mam nic.I wiem,że to nie tak,ale taki teraz etap w życiu przechodzę i jeszcze nie umiem tego przełamać.Twarda jestem i wyjdę z tego-nie wiem tylko kiedy.
Praca moja przeszła obecnie w nawyk-tak jak Babka pisze.Starość swoją widzę tak,jak Ona_Lisa pisała.Żyję dniem dzisiejszym,bo życie za każdym razem kpi sobie z moich planów-więc ich nie snuję.
Jakieś tam projekty mam w głowie,ale myślę o nich cichutko.
I tylko czasami zastanawiam się,czy nie lepiej pełną parą żyć dniem dzisiejszym,korzystać z życia i zarobionych pieniędzy,czy też ciułać je na starość,kiedy już nie da się jeździć do pracy z racji wieku,a emerytura własna nie zapewni wystarczających środków na życie,a pytanie-co potem-odpycham od siebie usilnie.
Widzę,że moja energia się wyczerpuje powoli-ale nie widzę,gdzie mogłabym na nowo jej zaczerpnąć.
Krążę nieustannie wokół depresji,ale się nie poddaję.Na pozór jestem pełna energii,pozytywnie zakręcona-na pozór.Staram się.Czasami tylko idąc na samotny spacer nie potrafię opanować myśli.Unikam więc spacerów.
Mówi się,że zawsze można zacząć wszystko od nowa,ale jak swoje życie masz zamknięte w kilku walizkach,bagaż lat na karku i nic więcej,to bywa to cholernie trudne.

Impala piekne.....twoje wlasne....wlsnie ja caly czas mysle o tej granicy,,,,,,,,ktorej przekroczyc nie wolno,,,,,,,bylam z najlepsza przyjaciolka  we Wloszech wspaniala kobieta razem przeszlysmy i raj i pieklo ciagle w uszach mam jej slowa pracuje na godna starosc,,,,,,,,,,,zmarla na obczyznie sama patrzac w sufit nawet dzieci nie zdazyly dojechac,,moja ukochana Grazynka miala 55 lat zmarla wlasnie w maju badala sie co pol roku  wracala dbala o siebie i RAK kapujesz poszedl od jajnika i galopujaco zajal watrobe,,3 dni i wlsnie mnie wtedy przy niej nie bylo mialam pauze,,zero objawow,,no czasem odbijanie nistrawnosc,,,na koncu zzolkla,kolezanki zadzwoniy po pogotowie,,,i widzisz wiem los,,naszaa swieczka gasnie ale te 3 dni jej ostatnie powinna byc z rodzina ...u sibie,,,ale jeszcze troszke jeszcze czas,,,,musze zarobic,,,i koniec idac do nie na grob latam czesto pytam gdzie masz ta starosc kochana,,,ale odpowiedzi nie uslysze,,,dziki niej wykupuje polise,,,,,,,PZU ona mnie tego nauczyla,,ominely dzieci klopoty materialne bo 43 tys wyszlo,,szok ja co moge nic,,zawsze upominam czy na prawo czy lewo ubezpieczone jedzmy w razie W,,,i oby te pare zl bylo darmo dane,,,,,,ale gdyby mamy dzieci i to na nic spadnie ten posag,,,,,,,nie daj Boze  ja na kreche biore ale zawsze mam  ja od tej pory pozegnalam Wlochy nasze parki lawki,,mam ja  w sercu,,,,,,tam pozostanie na zawsze ale tez mam swego Aniola i tylko pytam gdzie ta starosc,,,,,,,,,,,
15 maja 2016 09:40 / 5 osobom podoba się ten post
Babka-wszystkie obawy  i pytania dziewczyn są prawdziwe do bólu. Jednak czy znamy granicę,której nie wolno przekroczyć?
Ja mam podobne przemyślenia ale jak "nie ma co do gara włożyć" to nie ma "to,tamto".Jednak jak już trochę odsapniemy finansowo to pojawiają się pytania i wątpliwości. Mimo wszystko widzę plusy w Naszej pracy! Jakie?! Każda z nas wie!
15 maja 2016 09:47 / 3 osobom podoba się ten post
pytajka

Babka-wszystkie obawy  i pytania dziewczyn są prawdziwe do bólu. Jednak czy znamy granicę,której nie wolno przekroczyć?
Ja mam podobne przemyślenia ale jak "nie ma co do gara włożyć" to nie ma "to,tamto".Jednak jak już trochę odsapniemy finansowo to pojawiają się pytania i wątpliwości. Mimo wszystko widzę plusy w Naszej pracy! Jakie?! Każda z nas wie!

Racja pytaja,,,,,,,,,swiete slowa,,,,,,,jedziemy dalej,,,,,,,, nie ma to tamto,,,,,,,, jest czas na smutki ale los nasz krotki wiec dzis czas wesela,,,,,,,,babka wymazuje niech nikt za zle nie poczytuje,,,,,,,ot przemyslenia jakie kazda ma,,,,,,,,mam I JA,,,,,,,,, JEDEN kocha burze drugi lubi roze,,,jeden na chleb niema drugiemu do mercedesa brakuje ,,ale co ich laczy ,,,,no wlansie maja problemy finansowe,,,,,,, a to bije wszystko na glowe,,,,,,,,,,,
15 maja 2016 09:50 / 20 osobom podoba się ten post
Impala

Fajnie piszecie.Czasami czytając Was czuję się taka maleńka,bo wy macie jakieś domy,rodziny,cele,zainteresowania,wiedzę-a ja nie mam nic.I wiem,że to nie tak,ale taki teraz etap w życiu przechodzę i jeszcze nie umiem tego przełamać.Twarda jestem i wyjdę z tego-nie wiem tylko kiedy.
Praca moja przeszła obecnie w nawyk-tak jak Babka pisze.Starość swoją widzę tak,jak Ona_Lisa pisała.Żyję dniem dzisiejszym,bo życie za każdym razem kpi sobie z moich planów-więc ich nie snuję.
Jakieś tam projekty mam w głowie,ale myślę o nich cichutko.
I tylko czasami zastanawiam się,czy nie lepiej pełną parą żyć dniem dzisiejszym,korzystać z życia i zarobionych pieniędzy,czy też ciułać je na starość,kiedy już nie da się jeździć do pracy z racji wieku,a emerytura własna nie zapewni wystarczających środków na życie,a pytanie-co potem-odpycham od siebie usilnie.
Widzę,że moja energia się wyczerpuje powoli-ale nie widzę,gdzie mogłabym na nowo jej zaczerpnąć.
Krążę nieustannie wokół depresji,ale się nie poddaję.Na pozór jestem pełna energii,pozytywnie zakręcona-na pozór.Staram się.Czasami tylko idąc na samotny spacer nie potrafię opanować myśli.Unikam więc spacerów.
Mówi się,że zawsze można zacząć wszystko od nowa,ale jak swoje życie masz zamknięte w kilku walizkach,bagaż lat na karku i nic więcej,to bywa to cholernie trudne.

Jeszcze wpadlam,żeby sobie parę maili pospisywać, ale nie mogę, no nie mogę przejść obojętnie wobec tego posta. Nie mogę i już.
Impala - to nie tak, to nie tak.
Jaka maleńka, o czym ty piszesz? Dziewczyno, my wszystkie, jak jeden mąż mamy problemy, każdy z nas ma swojego robaka, który go gryzie, każdy ma swój krzyż do dźwigania i nic przed tym nie broni, ani rodzina ( bo często to wlasnie ona jest źródłem stresów i kłopotów), ani cele, ani nawet najbardziej wszechstronne zainteresowania też nie bronią przed depresją. Niemal każdej energia sie kiedyś tam wyczerpuje, każda ma huśtawkę myśli, każda odczuwa tymczasowość tego zasra....ego życia na walizkach. Każda ma poczucie,że życie przecieka jej między palcami, że musi sie budzić w obcym domu, na obcym łóżku i pyta sama siebie - " ile tych łóżek jeszcze będzie w moim życiu, przez ile obcych pokoi jeszcze sie przewinę, ile upokorzeń i bólu jeszcze mnie czeka i właściwie po jaką cholerę to wszystko, po co sie tak męczyć, skoro koniec jest zawsze ten sam".
I nie ma na to odpowiedzi.
I gwarantuję ci,ze każda chodzi na samotne spacery z gonitwą myśli. W ogóle spacery bez gonitwy myśli uważam za bezcelowe, bo kiedy w końcu te myśli mają nas gonić, jak nie na spacerze? :) Taki żarcik dla rozluźnienia.
Przypomina mi się myśl Johna Miltona ( wykorzystana jako motto w jednym z kryminałów Joe Alexa) :
"Gdziekolwiek lot zwrócę
tam czekać będzie
gniew nieskończony
nieskończona rozpacz".
I ta cicha, nieskończona, wewnętrzna rozpacz jest nie tylko w tobie, Impala. Rozrywa od środka niejedną z nas, po cichutku, po malutku, jak kropla, która drąży skałę.
Marne to pocieszenie, wiem. Innego dać nie mogę. Tyle tylko może,że będziesz wiedziała,że nie jestes sama i zdumiałabyś się, jak wiele opiekunek i innych osób odczuwa to, co ty. To jest ból egzystencjalny, Impala i nie ma osoby, która go nie zna.
Trzymaj się. :)))))


 
15 maja 2016 09:52 / 1 osobie podoba się ten post
Babka-
15 maja 2016 09:54 / 18 osobom podoba się ten post
Impala

Fajnie piszecie.Czasami czytając Was czuję się taka maleńka,bo wy macie jakieś domy,rodziny,cele,zainteresowania,wiedzę-a ja nie mam nic.I wiem,że to nie tak,ale taki teraz etap w życiu przechodzę i jeszcze nie umiem tego przełamać.Twarda jestem i wyjdę z tego-nie wiem tylko kiedy.
Praca moja przeszła obecnie w nawyk-tak jak Babka pisze.Starość swoją widzę tak,jak Ona_Lisa pisała.Żyję dniem dzisiejszym,bo życie za każdym razem kpi sobie z moich planów-więc ich nie snuję.
Jakieś tam projekty mam w głowie,ale myślę o nich cichutko.
I tylko czasami zastanawiam się,czy nie lepiej pełną parą żyć dniem dzisiejszym,korzystać z życia i zarobionych pieniędzy,czy też ciułać je na starość,kiedy już nie da się jeździć do pracy z racji wieku,a emerytura własna nie zapewni wystarczających środków na życie,a pytanie-co potem-odpycham od siebie usilnie.
Widzę,że moja energia się wyczerpuje powoli-ale nie widzę,gdzie mogłabym na nowo jej zaczerpnąć.
Krążę nieustannie wokół depresji,ale się nie poddaję.Na pozór jestem pełna energii,pozytywnie zakręcona-na pozór.Staram się.Czasami tylko idąc na samotny spacer nie potrafię opanować myśli.Unikam więc spacerów.
Mówi się,że zawsze można zacząć wszystko od nowa,ale jak swoje życie masz zamknięte w kilku walizkach,bagaż lat na karku i nic więcej,to bywa to cholernie trudne.

Człowiek to takie dziwne zwierzę które uzależnia poziom swojego szczęścia od porównania z innymi. A gdzie jest napisane, że każdy ma mieć męża, dzieci, dom, mieszkanie, samochód, studia, świetną pracę, dużo kasy i ble ble ble .......  Przeciez to byłoby strasznie nudne, szczęście dla każdego znaczy coś innego, patrzenie na boki to równia pochyła w kierunku depresji. Zapytaj siebie co sprawia Ci przyejemność i rób to , kazdego dnia małymi kroczkami.
A przyszło Ci do głowy ile z tych osób, które tak się wychwalają posiadłościami ma nóż na gardle w postaci 30-letniego kredytu, albo wrednego męża w domu , który czeka na kesz, a może dzieci , które kochaja za pieniądze nie wszystko złoto co się świeci.
Młodość, starość to tylko etapy życia, jesli ktoś w młodym wieku jest nieszczęsliwy to na starość raczej poziom szczęścia mu nie wzrośnie. Wygórowane ambicje i liczenie się z opinią innych ludzi może prowadzić do nerwicy. Jak mówi mój sąsiad "trzeba dać dupie siana i Żyć po prostu, każdego dnia ".
Nie wychodząc na samotny spacer ograniczasz sobie kontakt z przyrodą i szansę na spotkanie kogoś . .
Dwa razy startowałam z walizkami każdy czas jest piękny w naszym życiu, samotność też, wiesz ile można wtedy zrobić ? Teraz jest własnie czas dla Ciebie, skorzystaj z tego i ciesz się nim.
15 maja 2016 10:09 / 19 osobom podoba się ten post
Refleksyjnie sie zrobilo..No ale kazda z nas ma jakies przemyslenia,lepsze i gorsze dni. U mnie tez tak..Ciemnosc,mrok,wieczory dzialaja na mnie w taki sposob,ze zwijam sie w klebek i zapadam w myslach. Nie sa wesole. Nic mnie wtedy nie potrafi z tego stanu wytracic.Nic.Jestem daleko od realnosci i jakichkolwiek odglosow z zewnatrz. Jestem tylko ja i moje mysli...no i te cztery sciany ,ktore tak bardzo ograniczaja. Daleko od wszystkich i wszystkiego.Swiat sie staje niewazny,nieistotny,bez sensu. To sie chyba smutkiem nazywa?...Smutki bywaja rozne,male i duze,olbrzymie i srednie.Sa tez takie,ktore sie ciagna bez konca...Linia prosta przeciagnieta przez jeden punkt,obsadzona tymi smutkami jak wiosenna trawa fiolkami.Nie da sie ich wyleczyc za zadne pieniadze. Nie ma po prostu lekarstwa.Nikt go nie wymyslil i pewnie juz nigdy nie wymysli. Ze sie zapomnialo zetrzec kurze? Ze firanki nie lsnia biela? Wydaje sie to wtedy tak bardzo smieszne,bez sensu. Bo jaki sens jest w tym,ze sie zrobi wszystko dokladnie,wysprzata mieszkanie ,gdy sie wie,no po prostu sie wie,ze ta beznadzieja rozpycha sie w nas lokciami? Smutek czesto jest kropka nad przyslowiowym "i"...I ta kropka bywa bardzo ostateczna. Nie wiem jak Wy ale ja..ja sie umialam do pewnych rzeczy ostatecznych przyzwyczaic. Nie...to zle slowo. Ja sie nauczylam z tym zyc. Wiec zyje.Trwam.Jestem. Na przekor. I czasami nawet wydaje mi sie,ze jest dobrze. Ze swiat jest piekny,trawa bardziej zielona. I ja,ze ja nie jestem taka czarna,szara tylko wlasnie fioletowa. To taki optymistyczny akcent,przynajmniej chce w to uwierzyc ;)
15 maja 2016 10:22 / 9 osobom podoba się ten post
Tak ładnie piszecie ja tak ładnie nie umiem ale poczytam i we wszystkich postach odnajduję część siebie.
I tylko tak sobie myślę jakie my mądre kobiety jesteśmy i pracujemy u ludzi głupszych od siebie którzy myślą że są mądrzejsi o niebo od nas...a niech im tam,niech sobie myślą my wiemy co wiemy
15 maja 2016 10:24 / 1 osobie podoba się ten post
Impala

Fajnie piszecie.Czasami czytając Was czuję się taka maleńka,bo wy macie jakieś domy,rodziny,cele,zainteresowania,wiedzę-a ja nie mam nic.I wiem,że to nie tak,ale taki teraz etap w życiu przechodzę i jeszcze nie umiem tego przełamać.Twarda jestem i wyjdę z tego-nie wiem tylko kiedy.
Praca moja przeszła obecnie w nawyk-tak jak Babka pisze.Starość swoją widzę tak,jak Ona_Lisa pisała.Żyję dniem dzisiejszym,bo życie za każdym razem kpi sobie z moich planów-więc ich nie snuję.
Jakieś tam projekty mam w głowie,ale myślę o nich cichutko.
I tylko czasami zastanawiam się,czy nie lepiej pełną parą żyć dniem dzisiejszym,korzystać z życia i zarobionych pieniędzy,czy też ciułać je na starość,kiedy już nie da się jeździć do pracy z racji wieku,a emerytura własna nie zapewni wystarczających środków na życie,a pytanie-co potem-odpycham od siebie usilnie.
Widzę,że moja energia się wyczerpuje powoli-ale nie widzę,gdzie mogłabym na nowo jej zaczerpnąć.
Krążę nieustannie wokół depresji,ale się nie poddaję.Na pozór jestem pełna energii,pozytywnie zakręcona-na pozór.Staram się.Czasami tylko idąc na samotny spacer nie potrafię opanować myśli.Unikam więc spacerów.
Mówi się,że zawsze można zacząć wszystko od nowa,ale jak swoje życie masz zamknięte w kilku walizkach,bagaż lat na karku i nic więcej,to bywa to cholernie trudne.

15 maja 2016 10:34 / 8 osobom podoba się ten post
Marta

Tak ładnie piszecie ja tak ładnie nie umiem ale poczytam i we wszystkich postach odnajduję część siebie.
I tylko tak sobie myślę jakie my mądre kobiety jesteśmy i pracujemy u ludzi głupszych od siebie którzy myślą że są mądrzejsi o niebo od nas...a niech im tam,niech sobie myślą my wiemy co wiemy:-)

Marta super....widzisz jest jakby smutno ale my w kupie,,kazda rozumie i nie ma w dupie,,,,,,,i to jest ta iskierka u jednej mala u drugiej wielka,,,kazda ma swoj cel,,,,,,a on uswieca srodoki my tyko narzedzie ot male istotki tak bym chciala w ciszy aby spotkac Was w realu,,,,,,Impala wartosciowa Marta cos sie nieraz chowa,wszystkich dzis was nie wymienie ale ........spotkamy sie na RYNKU W KRAKOWIE,,,,,,,,poswiecmy sobie te chwile,,,,,,jamw Krakowie urodzona przez przypadek gdzies splodzona ale kocham swoje miasto dzieki mamie jestem przecie ze nie chciana coz ..juz wiecie,,,,,,,,ja mam 4 dzieci czas tak biegnie a nie leci mam 2 wnusie radosc wielka,,,choc i smutku jest kropelka,,,,,,,,ale ona skaly nie ruszy bo moja sila wszystko zlo skruszy,,,,,,,, choc teraz placze to lzy radosci bo nie mam wielu w mym domu gosci ale mam Was,,,,,,i mam swoj czas,,,,,,,,,ja Was poprostu kocham,,,,
15 maja 2016 10:45
Proszę niech mnie ktoś oświeci, bo w tej dziedzinie to gamoń jestem.
Zrobiło się zimno. Pdp ma między innymi piece akumulacyjne. One nagrzewają się w nocy a ciepło oddają w ciągu dnia. No wiadomo, jak już są nagrzane, to w nocy też. Mój pdp traktuje je jak .... hmmm... nie wiem jak to określić, jak pieć, którego ciepło jest określone. NP. nie włącza wiatraka, który rozprowadziłby ciepło szybciej, bo ciepło się szybko wyczerpie i wieczorem będzie całkiem zimno. Zaznaczam, że piec jest cały czas podłączony do sieci. Według mnie jest całkiem inaczej. Uruchamiając wiatrak ( na dole pieca ) pozwala się tylko ogrzać powietrzu a piec nagrzany cały czas pracuje. Nie ma czegoś takiego jak wyczerpanie ciepła. No chyba, że się go wyłączy.
Kto się zna na tych piecach ??? Bo ja nie !!! Pomóżcie, bo już nic nie wiem. A pdp siedzi ze skrzywdzoną miną, bo źle mu na świecie i zimno w dupsko.
15 maja 2016 11:08 / 2 osobom podoba się ten post
Pogoda sie "spsula",pada grad,wieje wiatrzysko,tylko w domu siedziec ,albo w lozku lezec,oj marzy mi sie
15 maja 2016 11:10 / 4 osobom podoba się ten post
My leżymy z dziadkiem...To znaczy,nie na jednym łóżku,żeby nie było