Wczoraj zeszłam o 22 , babunia spała, dziadzio w ubikacji przesiadywał. Poszłam spać.
7.30 dzisiaj słyszę w babyfonie:As, As, As... U mnie na górze jakoś zimno, pomyślałam, że pewnie mróz chwycił.
Babunia się obudziła, gdzie dziadzio? W kuchni. Je zupę. Mówi, że piec się nie chce włączyć, mam zobaczyć ile oleju jest. poszłam do piwnicy. Oleju jest do mojego pasa. Dziadzio mówi, że zadzwoni, kazał babci 2 sweterki założyć. Ok.
Reszta normalnie, w łazience ciepło, bo tam dodatkowy grzejnik elektryczny.Dziadzio gdzieś dzwonił.
Ala i As poszli spać.
Ja wyładowałam z zamrażarki, bo nie wiem co tam jest. Znalazłam talerz z ciastem, całego kalafiora, dwa fenkuły, dwie wielkie leberki, takie że mogłyby śmiało udawać moją dolną kończynę, 6 paczek frykadeli, 6 paczek paluszków rybnych.Mięso, warzywa , ryby wrzuciłam na jedną stronę, na drugą od dołu lody, pice, picerinki,chleb pomrożony a papierze z piekarni, wyschnięty na wiór, bułki, ciasta. Ta strona zapełniona. Lecę, bo słyszę głosy. Cdn.
Teraz czas oblecieć chałupę, plastiki pozbierać, wystawić. Nazbierałam jeden, ale jeszcze pod schodami stało 6 sztuk, ciężkie i lepkie.To moja zmienniczka zapełniła , bo wylewała stare soki z kartonów do ścieków, przez 2 tygodnie nikt by tyle worów nie napełnił, bo to ugnieść trochę można, a one nabite, że hej.I to się nazywa nicnierobienie. Dobra, trzeba popitkę dziadkom naszykować, bo pflege przyjdzie.Ledwo zdążyłam już była, łyknęli, popili, dziadzio nawet oczu nie otworzył, babcia oprzytomniała, ale powiedziała dobranoc, no to wyszłam. Zamknęłam drzwi zewnętrzne i zaczęłam bunkrowanie. Przy szóstej rolecie niespodzianka. Ni czorta spaść nie chce. Ja pierdziu... Już miałam olać i przejść do siódmej i ósmej, ale spadła. Poszłam na górę, popisałam, ciśnienie mi spadło. Teraz pod prysznic, bo już nie mogę sama siebie znieść. Tylko czy aby koniec pracy na dzisiaj? A kit, idę
