Moja Ala bawi się z kotkiem, bo on przychodzi.Głaszcze, przemawia do niego czule, że aż chwyta za serce.Nie wszystko rozumiem, ale słowa się powtarzają,jak u dementyka. Wychwyciłam jedno, sprawdzam:streunend=bezdomny...Ehhh... Kotek poszedł, oglądamy tv. Nie wiem ile widzi, ale słońce między listkami migało,więc pyta mnie:
-Es schneit?
-Nein. Blaetter und Sonne-odpowiadam krótko i na temat.
Myslę, że rozumie , powtarza za mną i śmieje się. Potem było coś o choinkach w tv, mówi, że muszę kupić choinkę. Odpowiadam, że As kupi.Śmiejemy się. Potem widzę, że się nudzi, lapka miałam pod ręką, puściłam "O Tannenbaum" (karaoke).Śpiewałyśmy więc o choince 3 razy, bo na początku gubiła słowa, wzdychała z zakłopotaniem. -Machst nichst!-pocieszałam. To ja ćwiczyłam wymowę śpiweając

Potem gotowałam(beee...), zjadłyśmy niewiele, resztki wyrzuciłam, bo jak As nie je, nie gotuję. Taka ze mnie żmija i wredota. Pozmywałam, posprzątałam po kotku, bo wszedł na ławę w salonie, połasił się do kwiatka i wysypał ziemię. Niechcący, bo tam była taka włóknina. Wyrzuciłam paskudztwo i cześć. O 15 zrobiłam kawę i podałam ciasteczka, bo Ala obiadem się nie najadła. Popiłyśmy, Ala idzie do klo. Ja z nią. Zrobiła ten teges, ubrałam, sprzątam, Ala już ruszyła...Otworzyła drzwi i wtedy usłyszałam, że As woła. W łazience jest cały czas włączony grzejnik z nadmuchem, wołam, że jestem w łazience, Ala powtórzyła za mną, chyba usłyszał. Nie wyszłam, bo mokrej podłogi nie zostawię...hm...As nie jest moim podopiecznym...Potem udałam się do sypialni. As mi powiedział, że jak on woła to mam przyjść"sofort"

Chciał wstać, a odkleiły mu się plastry na bandażach(pflege mu zakładają).Przykleiłam, wzięłam Alę do kuchni, o 16 As usiadł do biurka, powiedziałam, że idę do góry na przerwę...