Dziadek znów kupił mięso gulaszowe, a ja mam dość gulaszy. W hotelu mi obrzydły, bo były często i paskudne. Nie bardzo rozumiem, dlaczego dobrzy kucharze personelowi gotowali w 2/3 przypadków tak kiepsko, choć umieli lepiej. Udusiłam to mięso w dużej ilości cebuli, aż taki sos prawie się zrobił. No i wszystkim smakowało. I zupa pieczarkowa- w ramach sprzątania lodówki. Dziadek zostaje sam i pozużywałam to, czego nie jada. Ale nie wiem, co będzie z kawą... Wczoraj były siostry Pdp pożegnać się przed jej wyjazdem. No i woła mnie, żeby kawę zrobić, bo on ekspresu nie umie obsługiwać. Chyba go dziś przyuczę
