Nie wiem - nie byłam na Dominikanie, informacje mam z książki. Jednak wątpię, żeby to bzdura była, bo jest to schemat znany i z innych miejsc na świecie. Zostaje odkryte jakieś miejsce, przyjeżdżają inwestorzy z bogatych państw, stawiają szybko wielkie hotele. Już sama ich budowa często jest kontrowersyjna, bo zatrudniane są dzieci, nielegalni imigranci, którzy trzymani są w obozach pracy, skażane jest środowisko poprzez niedotrzymywanie norm. Później taki hotel wprowadza opcję all-inclusive, więc większość turystów nawet nie ma potrzeby wyjścia z hotelu, a tym bardziej kupowania jedzenia poza nim. I tak kasa idzie głównie do kieszeni inwestora z obcego państwa. Były robione badania, ile procent zysku z turystyki zostaje w kraju, a ile odpływa za granicę i w wielu miejscach jest to stosunek 20%/80%. Ok - miejscowi mają pracę, ale jest to dosyć marna praca, kiepsko płatna. Jeżeli wziąć pod uwagę, że w zamian niszczone jest ich środowisko, rośnie przestępczość, szerzą się narkotyki to nie wiem, czy gra jest warta świeczki.
Taki urywek "Rząd Dominikany – czytamy w przesłaniu – nie zaspokoił jeszcze podstawowych potrzeb ludności w dziedzinie dostępu do wody, energii elektrycznej, służby zdrowia i edukacji. W związku z tym ostatnim problemem biskupi zachęcają księży, by otwierali szkoły parafialne wszędzie tam, gdzie nie dociera oświata publiczna." z tej strony
http://latinamnews.blog.onet.pl/2006/07/23/dominikana-przemoc-zamiast-rozwoju/
Więc nie wiedzie im się lepiej niż Polakom, bo jednak u nas nie ma problemu z dostępem do wody, elektryczności, edukacji, czy służby zdrowia.