A gdzie Ty tutaj widziałas ,żeby rodzina przy umierającym siedziała??????????????????????Wyjątki pewno sa ale nie slyszałam nigdy o takim czymś.
Merry - no to wesoło nie masz.I pewnie sama z podopiecznym?
A gdzie Ty tutaj widziałas ,żeby rodzina przy umierającym siedziała??????????????????????Wyjątki pewno sa ale nie slyszałam nigdy o takim czymś.
Merry - no to wesoło nie masz.I pewnie sama z podopiecznym?
A gdzie Ty tutaj widziałas ,żeby rodzina przy umierającym siedziała??????????????????????Wyjątki pewno sa ale nie slyszałam nigdy o takim czymś.
Merry - no to wesoło nie masz.I pewnie sama z podopiecznym?
Siedze sama, oczywiście :((
MeryKy trzymaj się!!
Też to przechodziłam, ale córka zdążyła przyjechać w ostatniej chwili, więc nie byłam z tym sama...
Dzięki.
Na razie jakoś mi zleciało, ale jak do rana wytrwać?
A ja musze czuwać całą noc. Wyglada na to że przywieżli podopiecznego ze szpitala po to żeby umarł w domu? Pooświecałam wszędzie światła i spoglądam co pół godzinki czy jeszcze oddycha? :((
Rozumiem Cię doskonale .Dokladnie rok temu zmarła przy mnie moja podopieczna - na szczęście cały czas byla też rodzina . Zmienialiśmy się , a w ostatnich chwilach byli przy Niej wszyscy , Miesiąc równy póżniej - 19 października zmarł podopieczny . Byłam sama , reanimowałam go - bezskutecznie .Rodzina wyszła akurat na krótki spacer , a on dostał rozległego zawału - tak potem lekarz uznał .Ale troszczyłam się o obydwoje do końca , najlepiej jak umiałam.I żadnych złych mysli potem nie miałam , żadnego lęku - po prostu spokój i smutek .Rób swoje - zaglądaj , daj , co możesz od siebie .Umierającemu się nie żałuje . A takie dobro dane w ostatnich chwilach życia drugiemu człowiekowi , wróci zwielokrotnone do Ciebie .Życzę Ci teraz wiele siły !
Czasami siedza przy umierajacym.Ja w sumie mialam jeden tylko przypadek smierci,ale bylo tak,ze z jednej strony typowo niemiecko,jak matka byla kiepska to syn oddal ja do heimu,ja zostalam z jej mezem,a z drugiej strony bardzo cieplo i ludzko,bo caly czas ktos przy niej tam byl,gdy syn byl w pracy to jechaly jej siostry i tak do konca.
No to nie wiesz tak naprawdę,co to znavzy zostać samęj w domu, czy mieszkaniu z podopiecznynm w agonii,kjtóra trwa parę godzin...parę dni lubparę tygodni...nie wiesz co znaczy wsłuchiwałć się w każdy oddech w ciągu dnia....i ten towarzyszący strach każdego ranka ,wchodząc do jego pokoju...czasami nie umiem ogarnć myślami heroizmu naszej pracy....wkurza mnie,gdy ktoś szafuje sloganami ,a nie przeżył tego, o czym mowi na- własnej skorze.
Dzien dobry oj tego juz dawno, nie było co tak cicho sie tu zrobiło,ja juz po porannej gimnastyce hehe,przy kawce siedze dolaczy kotos do mnie zapraszam ,miłego spokojnego dnia zycze wszystkim :))) Mery ky co u ciebie jakie to trudne zostac samej przy umierajacym:( ja tego tez nie przeszłam jeszcze ale to nie znaczy ze nie domyslam sie przynajmniej ze nie jest to łatwe to do -Smagana Wiatrem,nie krzycz na tych ktore nie wiedza jak to jest ,zostac samemu z umierajacym pacjentem lub pacjetka,kazda z nas w jakis sposob psychicznie sie do tego przygotowuje,a to ze nie wiemy jak to naprawde jest! coz los nam tego jeszcze oszczedził, ale to nie znaczy ze nie wspołczujemy tym kolezanka czy kolega co przez to przechodza,powodzenia Mery Ky trzymaj sie dzielnie:)))miłego dnia wszystkim:))
Dzien dobry oj tego juz dawno, nie było co tak cicho sie tu zrobiło,ja juz po porannej gimnastyce hehe,przy kawce siedze dolaczy kotos do mnie zapraszam ,miłego spokojnego dnia zycze wszystkim :))) Mery ky co u ciebie jakie to trudne zostac samej przy umierajacym:( ja tego tez nie przeszłam jeszcze ale to nie znaczy ze nie domyslam sie przynajmniej ze nie jest to łatwe to do -Smagana Wiatrem,nie krzycz na tych ktore nie wiedza jak to jest ,zostac samemu z umierajacym pacjentem lub pacjetka,kazda z nas w jakis sposob psychicznie sie do tego przygotowuje,a to ze nie wiemy jak to naprawde jest! coz los nam tego jeszcze oszczedził, ale to nie znaczy ze nie wspołczujemy tym kolezanka czy kolega co przez to przechodza,powodzenia Mery Ky trzymaj sie dzielnie:)))miłego dnia wszystkim:))
A mój pacjent jeszcze żyje. Musiałam sie w nocy schować pod kołdrę bo centralne jest sterowane automatycznie i sie w nocy rozłaczyło. Można było strzelać zębami. Co godzinke nastawialam budzik i zaglądałam do PDP. No cóz na cudowne ozdrowienie nie ma co liczyć jedynie na to że dłużej się pomęczymy :(( Uporządkowałam trochę łóżko zmieniłam z pomocą Pflegediens pizame na świeżą. Świeżą kołdrą przykryłam i czekamy. Musze mieć na zmiane kołdry bo płyny przelatują przez ręce, nerki prawie nie pracują. Pierwszy raz w życiu takie coś widze na oczy. Ufffff...ciężko!