Niezapomniana Noc Sylwestrowa - nasze historie

29 listopada 2013 09:30 / 3 osobom podoba się ten post
Mój wyjątkowy sylwester był w 1985roku.grudnia 30urodziłam pierworodna córkę.Tuż przed północą przynieśli mi to dziecię do karmienie.Byłam w nią tak zapatrzona , że nie potrzebny mi był inny bal.
29 listopada 2013 09:56 / 1 osobie podoba się ten post
Aja 40 lat temu wlaśnie w Sylwestra poznałam mojego męża.Chyba to był ten najlepszy ,bo z mężem jestem do tej pory i jest ok:)
29 listopada 2013 10:07
Ja zawsze balowałam na dużych salach w sylwestra,ale niezapomniany jest 1991r gdzie sylwestra spędziłam w szpitalu,miałam sepsę po cesarce,miesiąc spędziłam w szpitalu,jedną nogą u Piotra ale chyba mnie nie chciał,i puki co
jest dobrze.
29 listopada 2013 10:11
Malina

Ja zawsze balowałam na dużych salach w sylwestra,ale niezapomniany jest 1991r gdzie sylwestra spędziłam w szpitalu,miałam sepsę po cesarce,miesiąc spędziłam w szpitalu,jedną nogą u Piotra ale chyba mnie nie chciał,i puki co
jest dobrze.

No u Piotra to dopiero duza sala ha ha Tylko przynajmniej ja mam tam malo znajomych hihi co innego w piekielku ha ha
29 listopada 2013 10:14 / 2 osobom podoba się ten post
Mój wyjatkowy sylwester, to 31.12.1999r. ten dzień spedziłam na porodówce. W tym wyjatkowym dniu urodziłam moją drugą córcię. Teraz moje dziecię śmieje się, że te wszystkie fajerwerki na świecie w noc Sylwestrową, to na jej urodzinki. :))
29 listopada 2013 10:18
ewa14

Mój wyjatkowy sylwester, to 31.12.1999r. ten dzień spedziłam na porodówce. W tym wyjatkowym dniu urodziłam moją drugą córcię. Teraz moje dziecię śmieje się, że te wszystkie fajerwerki na świecie w noc Sylwestrową, to na jej urodzinki. :))

Farciara z niej
29 listopada 2013 10:32
ania37

Mój najpiękniejszy Sylwester jak do tej pory to ten spędzony w Paryżu...dużo by tu pisać,dziś już za póżno,może jutro coś skrobnę...To był też szalony Sylwester,bo wiadomo kieca musi być,a jak się baluje pod gołym niebiem,to trzeba postawić na wygodę,ale to wiem teraz! Byłam z ludzmi,z których znałam tylko koleżankę,reszty nie znałam,ale bawiliśmy się do rana...Potem mieliśmy problem,bo w Paryzu punktem odniesienia jest wieża Eifla,która nam zniknęła z horyzontu i nijak nie mogliśmy trafić na drogę...Do hotelu trafiłam z koleżanką i jeszcze jednym kolegą nad ranem,bo znów jak to we Francji,do taxi nie można więcej niż 3 osoby,a nas była 5 !!!! i nijak taksówkarz nie chciał zabrać całej ferajny...innych taxi brak,więc dotarłyśmy do hotelu nad ranem... Wspaniałe chwile spędzone we Francji :)

Kiedyś to powtórzę...

29 listopada 2013 10:35
ORIM

No u Piotra to dopiero duza sala ha ha Tylko przynajmniej ja mam tam malo znajomych hihi co innego w piekielku ha ha

Ale byśmy dali ognia,co?
29 listopada 2013 10:38
Malina

Ale byśmy dali ognia,co?

Swiat jest mały.Pozyjemy - zobaczymy
29 listopada 2013 10:39
ORIM

Swiat jest mały.Pozyjemy - zobaczymy

Też tak myślę
29 listopada 2013 10:42
Malina

Też tak myślę

Nie mysl ha ha DZIALAJ hihi
29 listopada 2013 10:45
ORIM

Nie mysl ha ha DZIALAJ hihi

Ale jak wirtualnie?
29 listopada 2013 10:49
Malina

Ale jak wirtualnie?

Podroz to dla Ciebie nic nowego wiec pakuj klamoty i do Karpacza na spotkanie opiekunow z Dolnego Ślaska w styczniu przyjedz
29 listopada 2013 10:52
Bardzo chętnie,już mi się to podoba,tylko ja 11grudnia jadę pracować i będę do 12marca.Buuuuuuu
29 listopada 2013 10:52
ORIM

Podroz to dla Ciebie nic nowego wiec pakuj klamoty i do Karpacza na spotkanie opiekunow z Dolnego Ślaska w styczniu przyjedz

Bardzo chętnie,już mi się to podoba,tylko ja 11grudnia jadę pracować i będę do 12marca.Buuuuuuu