Jak minął dzień

27 listopada 2016 21:14 / 5 osobom podoba się ten post
U mnie dzień minął na słodko . Babcia po popołudniowej kawie przypomniała sobie, że musi jechać do fryzjera. No a jak jechać do fryzjera i nie mieć w prezencie torebki własnoręcznie robionych ciasteczek? Nie da się. U Babci tak nie można. Wypiliśmy w pośpiechu kawę i Dziadek miał zakaz wstępu do kuchni - czym się wcale nie przejął. Ja z Babcią robiłyśmy ciasteczka z czekolady. Roztopiłyśmy 6 tabliczek czekolady, do tego migdały, płatki i potem z takiej płynnej masy musiałam formować coś bez formy. Ani to góry, ani kule. Ale ważne, aby było smaczne. Po zrobieniu 4 blach tego czegoś, pomyślałam, ze na dzisiaj koniec. Ale nie przy Babci. Wymyśliła, że zrobimy dzisiaj ciasto na jutrzejsze ciastka maślane. W życiu jeszcze nie wyrabiałam tyle ciasta. Samego cukru było w tym prawie kilo i 4 kostki masła, o mące nie wspomnę. Na własnej skórze przekonałam się, że siłacz ze mnie żaden. Za to całe ręce mnie bolą. Jutro z tego ciasta będą ciasteczka, już teraz mnie mdli, jak sobie o tym pomyślę. A przed południem piekłyśmy jeszcze bananowe muffinki. Babcia mówi, że coś ją skóra swędzi, to pewnie alergia na ciastka, jutro pewnie na mnie przejdzie. Na jutro zapowiedziałam, że nie jem na śniadanie dżemu, tylko chcę korniszony. Jakbym słodziła kawę, to pewnie po takim dniu bym rzuciła ten cukier
27 listopada 2016 21:18 / 2 osobom podoba się ten post
Annika

U mnie dzień minął na słodko :-). Babcia po popołudniowej kawie przypomniała sobie, że musi jechać do fryzjera. No a jak jechać do fryzjera i nie mieć w prezencie torebki własnoręcznie robionych ciasteczek? Nie da się. U Babci tak nie można. Wypiliśmy w pośpiechu kawę i Dziadek miał zakaz wstępu do kuchni - czym się wcale nie przejął. Ja z Babcią robiłyśmy ciasteczka z czekolady. Roztopiłyśmy 6 tabliczek czekolady, do tego migdały, płatki i potem z takiej płynnej masy musiałam formować coś bez formy. Ani to góry, ani kule. Ale ważne, aby było smaczne. Po zrobieniu 4 blach tego czegoś, pomyślałam, ze na dzisiaj koniec. Ale nie przy Babci. Wymyśliła, że zrobimy dzisiaj ciasto na jutrzejsze ciastka maślane. W życiu jeszcze nie wyrabiałam tyle ciasta. Samego cukru było w tym prawie kilo i 4 kostki masła, o mące nie wspomnę. Na własnej skórze przekonałam się, że siłacz ze mnie żaden. Za to całe ręce mnie bolą. Jutro z tego ciasta będą ciasteczka, już teraz mnie mdli, jak sobie o tym pomyślę. A przed południem piekłyśmy jeszcze bananowe muffinki. Babcia mówi, że coś ją skóra swędzi, to pewnie alergia na ciastka, jutro pewnie na mnie przejdzie. Na jutro zapowiedziałam, że nie jem na śniadanie dżemu, tylko chcę korniszony. Jakbym słodziła kawę, to pewnie po takim dniu bym rzuciła ten cukier

Annika, jak fajnie czyta sie wiadomosci z Twojej szteli. Ja nie mam z kim pogadac, ani z kim popiec ciasteczek, ani z kim sie posmiac..... alllle, jeszcze tylko 26 dni i wroce do cywilizacji
27 listopada 2016 21:24 / 2 osobom podoba się ten post
leni

Annika, jak fajnie czyta sie wiadomosci z Twojej szteli. Ja nie mam z kim pogadac, ani z kim popiec ciasteczek, ani z kim sie posmiac.....:-( alllle, jeszcze tylko 26 dni i wroce do cywilizacji:niech zyje:

Jeszcze "tylko" 26 dni. Wiem, że końcówka strasznie się ciągnie, ale Ty już tyle tam przeszłaś i tyle czasu spędziłaś. Te 26 dni też miną  i będziesz szcześliwa, bo będziesz z właściwą osobą we właściwym miejscu .
27 listopada 2016 21:29 / 3 osobom podoba się ten post
Annika

Jeszcze "tylko" 26 dni. Wiem, że końcówka strasznie się ciągnie, ale Ty już tyle tam przeszłaś i tyle czasu spędziłaś. Te 26 dni też miną  i będziesz szcześliwa, bo będziesz z właściwą osobą we właściwym miejscu :-).

I to jest to, co dodaje mi sily na pojscie do przodu. Jak pomysle ile przeszlam przez te 5 lat tutaj, to czuje sie silna jeszcze bardziej,aby isc nowa droga.
27 listopada 2016 22:22 / 7 osobom podoba się ten post
Tak ta niedziela wyglądała ,jak nie niedziela .Do południa wszystko normalnie ,a później był deszcz i nigdzie nie poszłam ,nikogo nie widziałam ,nawet przez okno ,no jak w więzieniu,tylko tam to skazańcy rozmawiają między sobą ,a tu nawet nie ma do kogo się odezwać.Pocieszam się ,że za dwa tygodnie będę o tej porze się oddalać od tego mało sympatycznego miejsca.
04 lutego 2017 22:26 / 12 osobom podoba się ten post
Dzisiaj był spokój, chociaż PDP wstał wcześnie i jak zwykle buszował na dole. Tak w kratkę mam z tym moim dziadkiem. Przy śniadaniu był grzeczny. Zaproponowałam spacer do piekarni. Przyjął to bardzo chętnie. Przed obiadem jeszcze dokończyłam prasowanie. Dzisiaj postarałam się ugotować obiad punktualnie na 12.00. Jako, że PDP miał lepszy dzień, to nic nie marudził Obiadek bardzo mu smakował, bo wręcz wylizał talerz.
 
Po obiedzie miałam jeszcze godzinkę dla odpoczynku w swoim pokoju. Przed umówioną godziną odwiedzin córki PDP zrobiłam jeszcze sałatkę (ryż, warzywa i pozostałe mięsko z obiadu). Berbel przyjechała punktualnie. Pogadałyśmy troszkę i uzgodniłyśmy parę spraw. Następnie zabrała ojca na wycieczkę do jakiegoś miejsca spacerowo-konsumpcyjnego.
 
Ja natomiast pojechałam w rowerowy rejs po mieście. Dzisiaj obrałam sobie za cel dojechanie do kościoła św. Józefa Na Schwabingu. Według mapy było to około 13 km. Taki dystans jest dla mnie do pokonania. Po pierwsze to poszerzam tereny poznawcze Monachium, po drugie chciałam sprawdzić czy czasowo jest możliwa taka wyprawa na niedzielną mszę lub miting. Na miejsce dojechałam w niecałą godzinę. Przy tym nie jechałam specjalnie szybko i co pewien czas musiałam zatrzymywać się przy czerwonych światłach. Super, że mam tu możliwości na takie rajdy. W drodze powrotnej musiałam się już pośpieszyć, bo robiło się ciemno i PDP na pewno jest już w domu.
 
Dotarłam o 17.30, czyli cała wycieczka trwała 2,5 godziny. Jako, że spowrotem mocniej przyciskałam pedały, to trochę się przeforsowałam, byłam nieco zmęczona i obolała. Nic to, przejdzie. Nie rozczulałam się nad sobą, tylko szybko złapałam się za przygotowanie kolacji, bo staruszek już czekał. Znowu pożarł Mahlzeit z wielkim apetytem i w dużej ilości.... może on pojeść, aż jestem zdziwiona. Pozmywałam i poszłam do swojego pokoju, a jego zostawiłam samego na dole. Tym to akcentem na dzisiaj zakończyłam Betreuung nad moim PDP. Widziałam, że po kolacji drzemał z godzinkę na sofie, a potem coś działał, bo słyszałam odgłosy jego krzątania znowu do bardzo późna. Mnie jednak już nie napastował i to jest najważniejsze. Ten dzień mogę zaliczyć do dobrych, a nawet bardzo dobrych.
01 marca 2017 19:43 / 12 osobom podoba się ten post
Dziś popołudnie bez podopiecznej.
Wnuczka jej latem wychodzi za mąż, pojechali całą ekipą na kawę i ciasto do restauracji, gdzie wybierali tort weselny.
Ja sobie wybyłam na miasto, trochę pokupiłam, trochę pooglądałam (fajny sklep z ciuchami wyczaiłam, ale muszę tam się wybrać, jak przeceny zrobią
Wróciłam do domu, to pdp jeszcze nie było. Wrócili koło 18...
Wnuczka i jej narzeczony wręczyli mi oficjalne zaproszenie, gdzie na kopercie stoi "Bascha und Begleitung"...Pdp dostała osobne zaproszenie, więc to nie o nią chodzi
06 marca 2017 19:43 / 8 osobom podoba się ten post
Dzien mija mi ciezko, zdazylam uzupelnic brakujace produkty bo nie lubie latac do sklepu za kazda pierdola. Skontaktowalam sie z kolezanka, ktora znam od jakiegos czasu i bardzo lubie, ale dowiedzialam sie, ze kobita wyjezdza i nie bede juz miala jej wsparcia. Zdazylysmy sie poklocic a pozniej i tak sie pogodzilysmy ale to nie to samo tym razem. Zawsze moglysmy sobie poklechac o zyciowych rozterkach a tera zostane sama bo ta zwija manele i przeprowadza sie tam, gdzie psy du...i szczekaja. Odwiedzac nie bedzie kiedy to moze chociaz dwa razy w roku sie spotkamy. Sama mysl, ze sie przenosi mnie rozczarowala i nie moge sobie miejsca znalezxc. A tak po kazdym powrocie wiedzialam, ze bedzie i pogadamy a tera figa. Beda tesknic za nia i wszystko bedzie mi o niej przypominac, nie warto do ludzi sie przyzwyczajac bo pozniej smutno i pusto sie robi. Podopieczna wymyslila sobie, ze obrusy sa szare i trza pranie robic, po specyfik do firan pojechalam bo powinien sie nadac. Stare to wszystko bym wyciepala i kupila nowe ale ona, ze to pamiatki, wspomnienia i niet, pierzemy. Dzisiaj wszystko jest jakies do pampersa.
06 marca 2017 21:45 / 9 osobom podoba się ten post
Kiedy już ten temat wypłynął to swoje zapiski z dzisiejszego dnia:

Poranek spokojny, chociaż PDP konfabulował w swoich dziwnych przemyśleniach np. powiedział, że musi się szykować do odwiedzin królowej angielskiej. Takie różne pomysły ma dość często. Nie protestuję, lecz mówię mu: dobrze, zobaczymy, trochę później itd., no i zmieniam temat, aby wyprowadzić go z tego zaklętego kręgu AL. Z takim pacjentem trzeba być bardzo cierpliwym, delikatnym i ostrożnym, bo jedno niewłaściwe zdanie, czy słowo może spowodować u niego wybuch złości. On po prostu już nie myśli realistycznie, plącze się i gubi. Czasem pyta mnie, co ma teraz robić, bo nie wie co się wokół niego odgrywa. Czasami ma jasność i logiczność myślenia, ale to są tylko krótkie, ulotne chwile. Dzisiaj wstał też sporo przede mną i sam już coś zjadł. Niemniej przygotowałam normalne śniadanie i jeszcze dołączył do stołu.
 
Po ogarnięciu kuchni i innych drobnych robótek domowych przypomniałam mu, że dzisiaj chciał iść do banku. Zaraz też wybraliśmy się tam. W drodze powrotnej zaszliśmy jeszcze do fryzjera, ale dostał termin na przyszły tydzień. Zaraz zabrałam się za obiad, a staruszek plątał się po mieszkanie w sobie tylko wiadomych celach, a raczej niewiadomych.
 
Po obiedzie zatrzymałam się z godzinę w swoim pokoju, a PDP kimał na dole. Przed 15.00 wybrałam się jednak na rower. W sumie noga mnie nie boli i myślę, że mogę jeździć. Pogoda jest niezbyt fajna, ale nie tak, żebym nie mogła jeździć rowerem. Kiedy zeszłam na dół PDP wyraził chęć wyjścia ze mną. Wzięłam go więc na krótki spacerek i zaraz potem pojechałam w swoim kierunku. Obranym celem był ruski sklep, oddalony od nas 7km. Tam zakupiłam polskie produkty i warzywa, które mi odpowiadają (ogórki i kapusta kwaszone, polska kiełbasa, twaróg, buraki czerwone i inne rzeczy). Takim sposobem mój dzisiejszy dystans rowerowy wyniósł 15km i w ogóle nie odczuwam bólu w kostce. Bardziej odczuwam siniaka na piersi, gdzie też się uderzyłam przy tej nieszczęsnej wywrotce.
 
W domu było wszystko w porządku. PDP dość spokojny i kontaktowy. Jeszcze załatwiłam razem z nim kolację i miałam go z głowy. Zaraz poszedł do swojej sypialni.
06 marca 2017 22:32 / 3 osobom podoba się ten post
Mój dzisiejszy dzień był trudny ze względu na ważne decyzje, ktore musiałam podjąć- jakaś kumulacja . Wieczór jest już spokojny.Jeszcze jeden temat został do jutra, ale jestem już lżejsza.
07 marca 2017 18:51 / 10 osobom podoba się ten post
Dzień prawie minął.Dzisiaj , spontanicznie pojechałyśmy do Valldemossy- to niecała godzina jazdy autobusami spod domu. Było cudownie. Valldemossa jest najczęściej odwiedzanym miejscem na Majorce.Jest to małe, urokliwe miasteczko w górach.Tam spędził jadną zimę F.Chopin ze swoją kochanką,pisarką Georg Sand.Jest to upamiętnine popeirsiem kompozytora w przylasztornym parku i kilkoma rekwizytami w muzeum.Dopełnieniem naszej wycieczki była przepyszna kawa, wypita we włoskiej kawiarence "Cappucino".
07 marca 2017 22:44 / 2 osobom podoba się ten post
margaritka59

Mój dzisiejszy dzień był trudny ze względu na ważne decyzje, ktore musiałam podjąć- jakaś kumulacja . Wieczór jest już spokojny.Jeszcze jeden temat został do jutra, ale jestem już lżejsza.:modlmy sie:

Nie wiem o co chodzi, ale popieram..
08 marca 2017 09:55 / 1 osobie podoba się ten post
scarlet

Nie wiem o co chodzi, ale popieram..:aniolki:

Dzięki Skarlet 
09 marca 2017 22:03 / 2 osobom podoba się ten post
A mnie dzien minal bardzo przyjemnie,po porannej rozmowie z pdp ustalilismy,że w sobote i niedziele nie gotuje obiadu,tylko idziemy o restauracji,szkoda tylko że ten temat podjął tak pózno,bo do końca turnusu mam 11 dni,no
ale dobre i to .Trzeba sie cieszyc małymi rzeczami
09 marca 2017 22:15 / 1 osobie podoba się ten post
Dzisiaj dzień minął deszczowo. Wybrałem się na piechotę po natkę pietruszki do Turka, ale że leki się skończyły, to podreptałem w tę ulewę do przychodni jeszcze. Od razu Pdp receptę na nowy rolatorek, co łatwo do auta go złożyć można będzie. 
Wróciłem przemoczony cały, bo parasol niewiele pomógł.
Ale po obiedzie znowu, tym razem autem, pojechaliśmy wybrać rolatorek. Pdp najbardziej podobał się taki masywny z wyściełanym fotelem )), ale w koncu przekonałem ją do takiego lekkiego i szybko składającego się. Bez fotela i kosza na wiktuały. 
I tak lało dziś cały dzień, ale jak wieczór nastawał, to a jakże, od zachodu błękitne niebo się pojawiło, bo chmury poszły siódme niebo zasłaniać.