Ja sama zakładam i ściągam podkolanówki pdp. Myslę, że moja pdp nawet nie wpadłaby na pomysł aby robił to ktoś z Pflefedienst. Przede wszystkim ze skapstwa.
Ja sama zakładam i ściągam podkolanówki pdp. Myslę, że moja pdp nawet nie wpadłaby na pomysł aby robił to ktoś z Pflefedienst. Przede wszystkim ze skapstwa.
Ja sama zakładam i ściągam podkolanówki pdp. Myslę, że moja pdp nawet nie wpadłaby na pomysł aby robił to ktoś z Pflefedienst. Przede wszystkim ze skapstwa.
W mojej rodzinie niestety tak jest, że mój św. p. tato nigdy nie chciał chodzić do lekarza - nigdy!
Odszedł w szpitalu i to po mękach nieziemskich.. a lekarz powiedział, gdyby dbał o siebie, mogło do tego nigdy nie dojść.
Mama - myślę, że ona chyba się boi, że już z tego szpitala nie wyjdzie (pamiętam, jak widziała cierpienie taty).
W weekend będziemy z nią rozmawiać bo ja nie mam zamiaru tracić kolejnego rodzica przez cholerne zaniedbania.
Ciekawa jestem jak jest z Waszymi podopiecznymi, czy oni też tak reagują na szpital??
Może w tym wieku już tak jest, nie mam pojęcia, ale żyć trzeba dalej.
Lecę na forum bo muszę zaległości nadrobić. Dziękuję :przytula:
Ja sama zakładam i ściągam podkolanówki pdp. Myslę, że moja pdp nawet nie wpadłaby na pomysł aby robił to ktoś z Pflefedienst. Przede wszystkim ze skapstwa.
W mojej rodzinie niestety tak jest, że mój św. p. tato nigdy nie chciał chodzić do lekarza - nigdy!
Odszedł w szpitalu i to po mękach nieziemskich.. a lekarz powiedział, gdyby dbał o siebie, mogło do tego nigdy nie dojść.
Mama - myślę, że ona chyba się boi, że już z tego szpitala nie wyjdzie (pamiętam, jak widziała cierpienie taty).
W weekend będziemy z nią rozmawiać bo ja nie mam zamiaru tracić kolejnego rodzica przez cholerne zaniedbania.
Ciekawa jestem jak jest z Waszymi podopiecznymi, czy oni też tak reagują na szpital??
Może w tym wieku już tak jest, nie mam pojęcia, ale żyć trzeba dalej.
Lecę na forum bo muszę zaległości nadrobić. Dziękuję :przytula:
Ja też zakładam te pończochy, wiem, że niby nam nie wolno ale ile osób to robi? dziwne to dla mnue bo to żadna sztuka to zrobić, ważne, żeby pacjent po nocy, przed założeniem nie opuszczał nóg i nie wstawał. Mój pdp, jak to starsza osoba ma b.suchą skórę. Raz w tyg. wieczorem balsamuję mu te nóżki tak porządnie, na drugi dzień nie zakładam ponczoch, wieczorem myję porządnie nogi i rano pończochy.
...jak minął dzień?
...za szybko!
Elfinko-przyjrzyj się tym propozycjom:
-germanska.pl-dr.med. Ryke Geerd Hamer/mają oddział we Wrocławiu
-książka/moim zdaniem niezbędnik/ "Trzy kroki do zdrowia" dr.Joel Fuhrman
-ksiązka/niezbędnik/ "Wylecz sie sam" dr.Andrew Saul
"Najtrudniejsze" jest wziąć zdrowie we własne ręce i być konsekwentnym
W mojej rodzinie niestety tak jest, że mój św. p. tato nigdy nie chciał chodzić do lekarza - nigdy!
Odszedł w szpitalu i to po mękach nieziemskich.. a lekarz powiedział, gdyby dbał o siebie, mogło do tego nigdy nie dojść.
Mama - myślę, że ona chyba się boi, że już z tego szpitala nie wyjdzie (pamiętam, jak widziała cierpienie taty).
W weekend będziemy z nią rozmawiać bo ja nie mam zamiaru tracić kolejnego rodzica przez cholerne zaniedbania.
Ciekawa jestem jak jest z Waszymi podopiecznymi, czy oni też tak reagują na szpital??
Może w tym wieku już tak jest, nie mam pojęcia, ale żyć trzeba dalej.
Lecę na forum bo muszę zaległości nadrobić. Dziękuję :przytula:
Elfinko, myślę, że wszyscy starsi ludzie, bez względu na narodowość, boją się szpitali. Z moimi rodzicami było podobnie, tata nie bywał chory, nie miał na to czasu. Przeszedł na emeryturę i ledwo półtora roku się wolnością nacieszył. Mało tego, pierwszy zawał skrzętnie ukrył przed nami, drugiego już się nie dało i już nie wyszedł z tego. Mama przypłaciła to swoim zdrowiem. A wiesz co Ci powiem? Jestem taka sama! Nie znoszę chodzenia do lekarzy, nienawidzę szpitali! Mojego męża wygoniłam ze dwa lata temu do kardiologa, poszedł prywatnie, leki ma ustawione i jest dobrze. Ale gdyby ich nie miał, każdego dnia mogłaby się tragedia wydarzyć.Teraz raz w miesiącu ma kontrolę i jest dobrze. W poniedziałek moja Młodsza ma serię badań w szpitalu, udało się tak załatwić, że nie będzie leżała, tylko pojedzie tak ze dwa razy na pół dnia, żeby jej organizm "prześwietlić", martwię się, ostatnio ma jakieś dziwne dolegliwości, z drugiej strony myślę o tym, że gdyby nie moja praca, to nie byłoby nas stać na to. I pomimo różnych takich problemów dnia codziennego, cieszę się, że mogę spokojnie w portfel zaglądać. Chociaż tyle, wolałabym być w poniedziałek w domu.