Jak minął dzień

30 marca 2017 10:26 / 11 osobom podoba się ten post
Wczoraj ze szpitala przywiezli mi babcie. Powiem wam,ze jest w gorszym stanie niz wtedy gdy wyjezdzala. Bylam w szoku,ze podopieczna przywiozla rodzina a nie karetka. Kobiecina nie mogla ustac na nogach i niby sama mialaby przejsc kawalek do domu i wdrapac sie na pierwsze pietro. Znioslam krzeslo i jakos ja wciagnelismy na gore. Okazalo sie,ze ma goraczke. Od wczoraj lezy  i nic nie pije ani nie je. Nawet nie to,ze nie chce. Mowi,ze chce ale nie umie przelknac ani lyczka. Boje sie tez ,ze mi sie zachlysnie. Na zbicie goraczki(nie byla jakas okropnie wielka bo 38,2) zaaplikowalam jej czopka. Ale lekow nie podalam. Bo jak skoro nie daje rady przelknac nwet kilku kropli wody?...
I tak ja od wczoraj obserwuje i sobie mysle,ze zbliza sie koniec. Wyniki ze szpitala ma dobre ale stan jej widac,ze nie jest ciekawy. Tak jakby cos wyssalo z niej cala wole zycia.
Rodzina bedzie musiala podjac decyzje pt. co dalej. Czy na sile faszerowac ja lekami i narazac na mozliwosc wystapienia zachlystowego zapalenia pluc,czy lepiej po prostu pozwolic jej odejsc w spokoju. Decyzja bedzie trudna bo podopieczna ma dobre dzieciaki,ktore babcie kochaja bardzo i wiem,ze bedzie im ciezko zaakceptowac nowa sytuacje i pogodzic sie z nieuchronnym.

No to sie wygadalam. A teraz de sobie zrobie kawe i wroce do was,zeby sie ciut odstresowac.
30 marca 2017 10:29 / 3 osobom podoba się ten post
Kruszynka64

Tak,skarbie,Piotruś to mój Mąż od trzech lat <3 .Bardzo dziękuje za życzenia zdrowia.

Trzymaj sie kochana. Zycze mezowi szybkiego powrotu do zdrowia. A Tobie ,zebys sie mniej stresowala
30 marca 2017 10:34 / 3 osobom podoba się ten post
Kruszynka64

Tak,skarbie,Piotruś to mój Mąż od trzech lat <3 .Bardzo dziękuje za życzenia zdrowia.

Skoro to "świeży" mąż to dbaj o niego. Życze Wam dużo szczęścia. Jak pojedziesz to będzie mu raźniej. Powodzenia Kruszynko. 
30 marca 2017 10:47 / 1 osobie podoba się ten post
Kruszynka64

Zjeżdżam w przyszłym tygodniu do Polski,Piotruś został w klinice,dostał zatorowości płucnej,agencję poinformowałam.Nie mogłabym teraz normalnie funkcjonować tutaj,pomogę chociaz,jak wróci,bo na dzieci nie mam co liczyć,niestety.

Kruszynko dasz radę, trzymaj sie!  
30 marca 2017 10:49 / 5 osobom podoba się ten post
fioletowa.mysz

Wczoraj ze szpitala przywiezli mi babcie. Powiem wam,ze jest w gorszym stanie niz wtedy gdy wyjezdzala. Bylam w szoku,ze podopieczna przywiozla rodzina a nie karetka. Kobiecina nie mogla ustac na nogach i niby sama mialaby przejsc kawalek do domu i wdrapac sie na pierwsze pietro. Znioslam krzeslo i jakos ja wciagnelismy na gore. Okazalo sie,ze ma goraczke. Od wczoraj lezy  i nic nie pije ani nie je. Nawet nie to,ze nie chce. Mowi,ze chce ale nie umie przelknac ani lyczka. Boje sie tez ,ze mi sie zachlysnie. Na zbicie goraczki(nie byla jakas okropnie wielka bo 38,2) zaaplikowalam jej czopka. Ale lekow nie podalam. Bo jak skoro nie daje rady przelknac nwet kilku kropli wody?...
I tak ja od wczoraj obserwuje i sobie mysle,ze zbliza sie koniec. Wyniki ze szpitala ma dobre ale stan jej widac,ze nie jest ciekawy. Tak jakby cos wyssalo z niej cala wole zycia.
Rodzina bedzie musiala podjac decyzje pt. co dalej. Czy na sile faszerowac ja lekami i narazac na mozliwosc wystapienia zachlystowego zapalenia pluc,czy lepiej po prostu pozwolic jej odejsc w spokoju. Decyzja bedzie trudna bo podopieczna ma dobre dzieciaki,ktore babcie kochaja bardzo i wiem,ze bedzie im ciezko zaakceptowac nowa sytuacje i pogodzic sie z nieuchronnym.

No to sie wygadalam. A teraz de sobie zrobie kawe i wroce do was,zeby sie ciut odstresowac.

Nie wiem, co w tych niemieckich szpitalach robią ze starszymi ludźmi, ale wracają zazwyczaj w dużo gorszym stanie.
Miałam kilka takich przypadków.
Jedna z pdp , nie powiem,żeby przed szpitalem biegała sama, ale była w miarę komunikatywna. Wróciła jako pacjentka leżąca, praktycznie bez kontaktu..
Inna- podobnie. Po "wyjściu" ze szpitala przespała tydzień, potem zmarła.
30 marca 2017 11:13 / 4 osobom podoba się ten post
fioletowa.mysz

Wczoraj ze szpitala przywiezli mi babcie. Powiem wam,ze jest w gorszym stanie niz wtedy gdy wyjezdzala. Bylam w szoku,ze podopieczna przywiozla rodzina a nie karetka. Kobiecina nie mogla ustac na nogach i niby sama mialaby przejsc kawalek do domu i wdrapac sie na pierwsze pietro. Znioslam krzeslo i jakos ja wciagnelismy na gore. Okazalo sie,ze ma goraczke. Od wczoraj lezy  i nic nie pije ani nie je. Nawet nie to,ze nie chce. Mowi,ze chce ale nie umie przelknac ani lyczka. Boje sie tez ,ze mi sie zachlysnie. Na zbicie goraczki(nie byla jakas okropnie wielka bo 38,2) zaaplikowalam jej czopka. Ale lekow nie podalam. Bo jak skoro nie daje rady przelknac nwet kilku kropli wody?...
I tak ja od wczoraj obserwuje i sobie mysle,ze zbliza sie koniec. Wyniki ze szpitala ma dobre ale stan jej widac,ze nie jest ciekawy. Tak jakby cos wyssalo z niej cala wole zycia.
Rodzina bedzie musiala podjac decyzje pt. co dalej. Czy na sile faszerowac ja lekami i narazac na mozliwosc wystapienia zachlystowego zapalenia pluc,czy lepiej po prostu pozwolic jej odejsc w spokoju. Decyzja bedzie trudna bo podopieczna ma dobre dzieciaki,ktore babcie kochaja bardzo i wiem,ze bedzie im ciezko zaakceptowac nowa sytuacje i pogodzic sie z nieuchronnym.

No to sie wygadalam. A teraz de sobie zrobie kawe i wroce do was,zeby sie ciut odstresowac.

Trzymaj się. Moja Podopieczna też miała już "datę wyznaczoną" i się podniosła. Jest inaczej, dużo gorzej, ale trwamy. Dwa miesiące już minęło. A co do szpitali to standard jest lepszy jak u nas, ale opieka gorsza. Inna moja podopieczna poszła na nogach do szpitala, a wróciła na noszach. Żyła jeszcze równo miesiąc po szpitalu.
30 marca 2017 11:24 / 4 osobom podoba się ten post
aniao

Trzymaj się. Moja Podopieczna też miała już "datę wyznaczoną" i się podniosła. Jest inaczej, dużo gorzej, ale trwamy. Dwa miesiące już minęło. A co do szpitali to standard jest lepszy jak u nas, ale opieka gorsza. Inna moja podopieczna poszła na nogach do szpitala, a wróciła na noszach. Żyła jeszcze równo miesiąc po szpitalu.

Trzymac to sie trzymam. Mam dystans do swojej pracy wiec akceptuje to co sie dzieje.Lecz milo nie jest...Lubie moja podopieczna ale nie mam na to juz wplywu. Gdyby przelykala to mogloby byc inaczej ale ona, mimo,ze otwiera oczy i cos mowi,nie polyka. Buzia otwarta na cala szerokosc i tyle. Pal licho jedzenie ale co z piciem? Zwilzam jej usta,jezyk,dziasla. Nic wiecej nie moge zrobic. Zostawilam ja w spokoju. Niech spi...
30 marca 2017 11:29 / 2 osobom podoba się ten post
basiaim

Nie wiem, co w tych niemieckich szpitalach robią ze starszymi ludźmi, ale wracają zazwyczaj w dużo gorszym stanie.
Miałam kilka takich przypadków.
Jedna z pdp , nie powiem,żeby przed szpitalem biegała sama, ale była w miarę komunikatywna. Wróciła jako pacjentka leżąca, praktycznie bez kontaktu..
Inna- podobnie. Po "wyjściu" ze szpitala przespała tydzień, potem zmarła.

Tak. Tez to zauwazylam. Pracuje w tej branzy juz 8 lat prawie wiec niejednokrotnie podopieczni ladowali w szpitalu. I prawie zawsze wychodzili w stanie naprawde paskudnym. Juz nie mowie, ze fizycznie ale psychicznie. Szkoda gadac po prostu.
30 marca 2017 11:31 / 3 osobom podoba się ten post
fioletowa.mysz

Trzymac to sie trzymam. Mam dystans do swojej pracy wiec akceptuje to co sie dzieje.Lecz milo nie jest...Lubie moja podopieczna ale nie mam na to juz wplywu. Gdyby przelykala to mogloby byc inaczej ale ona, mimo,ze otwiera oczy i cos mowi,nie polyka. Buzia otwarta na cala szerokosc i tyle. Pal licho jedzenie ale co z piciem? Zwilzam jej usta,jezyk,dziasla. Nic wiecej nie moge zrobic. Zostawilam ja w spokoju. Niech spi...

W podobnej sytuacji (pdp nie połykała już niczego) karmiona była kroplówką.
Ja mogłam też tylko zwilżać usta.
30 marca 2017 11:37 / 3 osobom podoba się ten post
basiaim

W podobnej sytuacji (pdp nie połykała już niczego) karmiona była kroplówką.
Ja mogłam też tylko zwilżać usta.

No tak. Tylko kroplowki tez jej nikt nie podaje. A najdziwniejsze jest to,ze ten brak odruchu polykania pojawil sie z dnia na dzien.
30 marca 2017 11:40 / 3 osobom podoba się ten post
fioletowa.mysz

No tak. Tylko kroplowki tez jej nikt nie podaje. A najdziwniejsze jest to,ze ten brak odruchu polykania pojawil sie z dnia na dzien.

To chyba demencja zniszczyła obszar mózgu odpowiedzialny za odruchy,mój dziadek np. nie czuje w ogóle bólu,przez to czesto kaleczy się albo upada i nie skarży nigdy na żaden ból. Zawsze go dokładnie oglądam czy przypadkiem nie ma jakiegos poważnego urazu. 
Mysiu,chyba zacznij się rozglądać za inną sztelą powoli.
30 marca 2017 11:47 / 8 osobom podoba się ten post
fioletowa.mysz

Trzymac to sie trzymam. Mam dystans do swojej pracy wiec akceptuje to co sie dzieje.Lecz milo nie jest...Lubie moja podopieczna ale nie mam na to juz wplywu. Gdyby przelykala to mogloby byc inaczej ale ona, mimo,ze otwiera oczy i cos mowi,nie polyka. Buzia otwarta na cala szerokosc i tyle. Pal licho jedzenie ale co z piciem? Zwilzam jej usta,jezyk,dziasla. Nic wiecej nie moge zrobic. Zostawilam ja w spokoju. Niech spi...

Tu gdzie jestem po gwałtownym pogorszeniu Podopieczna wylądowała w szpitalu w celu nawodnienia. Wyszła kiepściutka, a ja miałam  proponować, ale nie zmuszać do jedzenia i picia. Trzy tygodnie przeżyła na jogurtach, budyniach i musach owocowych w ilościach śladowych. Ja wymagam określenia moich obowiązków wobec chorego  "krótko i jasno" , nie ma nic gorszego jak przejęcie odpowiedzialności na siebie. To rodzina musi zdecydować co robić, pozwolić jej spokojnie odejść czy próbować ratować. Pozwolić odejść to w mojej ocenie najlepsza opcja, ale nie wszyscy tak myślą.Ja byłam już drugi raz w takiej sytuacji, pierwsza Podopieczna nie żyje, a obecna chyba jeszcze długo pożyje.
30 marca 2017 12:43 / 4 osobom podoba się ten post
ivanilia40

To chyba demencja zniszczyła obszar mózgu odpowiedzialny za odruchy,mój dziadek np. nie czuje w ogóle bólu,przez to czesto kaleczy się albo upada i nie skarży nigdy na żaden ból. Zawsze go dokładnie oglądam czy przypadkiem nie ma jakiegos poważnego urazu. 
Mysiu,chyba zacznij się rozglądać za inną sztelą powoli.

Wiem Ivus. Stella to nie problem. Cos sie znajdzie. Na razie tutaj ogarniam. Bardzo mi zal mojej podopiecznej. Jak sie nie kloci to taka jest biedna,ze slow brakuje aby to opisac.
30 marca 2017 12:46 / 5 osobom podoba się ten post
aniao

Tu gdzie jestem po gwałtownym pogorszeniu Podopieczna wylądowała w szpitalu w celu nawodnienia. Wyszła kiepściutka, a ja miałam  proponować, ale nie zmuszać do jedzenia i picia. Trzy tygodnie przeżyła na jogurtach, budyniach i musach owocowych w ilościach śladowych. Ja wymagam określenia moich obowiązków wobec chorego  "krótko i jasno" , nie ma nic gorszego jak przejęcie odpowiedzialności na siebie. To rodzina musi zdecydować co robić, pozwolić jej spokojnie odejść czy próbować ratować. Pozwolić odejść to w mojej ocenie najlepsza opcja, ale nie wszyscy tak myślą.Ja byłam już drugi raz w takiej sytuacji, pierwsza Podopieczna nie żyje, a obecna chyba jeszcze długo pożyje.

Ja tez lubie wiedziec co do mnie nalezy. Wtedy wiem za co jestem odpowiedzialna. Reszta to nie moja sprawa. Ja jestem do pomocy. To tez i sie staram pomoc, na ile potrafie.
Edit: Pisze se tutaj i slysze jakies stekniecie z pokoju babci. Chciala usiasc. Pomoglam. I powoli wypila ze 150 ml wody.
30 marca 2017 15:04 / 4 osobom podoba się ten post
Do tego czasu na pełnych obrotach, ale bez przesady- potu na plecach nie poczułam.Z samego rańca, corka Pdp , telefonicznie, zaleciła mi jednak przebadanie moczu mamy. Wcześniej sygnalizowałam inny zapach i na spokojnie miała tym zająć sie zmienniczka. Ok. Siku jeszcze nie poszło w sedes, więc złapałam. Panie w przychodni zrobiły na prośbę badanie od ręki i za 20 min.min. miałam już receptę na antybiotyk- pojawiły się niewielkie ilości jakichś bakteri. Po przyjeździe przygotowałam już na tip top pokoik dla zmienniczki, ugotowałam ...uwaga, uwaga...pyzy z mięsem.To prawie mój debiut, bo robiłam bardzo dawno i mi nie wyszły. Dzisiejsze, rewelacyjne:).W między czasie był pan od "hajcungu" i za godzinę przyjdzie Hubert, do telewizyjnej anteny. Zmienniczka też zadzwoniła z trasy, że będzie po 17-ej. Swoją wyjazdową walizkę spakowałam wczoraj wieczorem.Teraz luzik