Tak,skarbie,Piotruś to mój Mąż od trzech lat <3 .Bardzo dziękuje za życzenia zdrowia.
Tak,skarbie,Piotruś to mój Mąż od trzech lat <3 .Bardzo dziękuje za życzenia zdrowia.
Tak,skarbie,Piotruś to mój Mąż od trzech lat <3 .Bardzo dziękuje za życzenia zdrowia.
Zjeżdżam w przyszłym tygodniu do Polski,Piotruś został w klinice,dostał zatorowości płucnej,agencję poinformowałam.Nie mogłabym teraz normalnie funkcjonować tutaj,pomogę chociaz,jak wróci,bo na dzieci nie mam co liczyć,niestety.
Wczoraj ze szpitala przywiezli mi babcie. Powiem wam,ze jest w gorszym stanie niz wtedy gdy wyjezdzala. Bylam w szoku,ze podopieczna przywiozla rodzina a nie karetka. Kobiecina nie mogla ustac na nogach i niby sama mialaby przejsc kawalek do domu i wdrapac sie na pierwsze pietro. Znioslam krzeslo i jakos ja wciagnelismy na gore. Okazalo sie,ze ma goraczke. Od wczoraj lezy i nic nie pije ani nie je. Nawet nie to,ze nie chce. Mowi,ze chce ale nie umie przelknac ani lyczka. Boje sie tez ,ze mi sie zachlysnie. Na zbicie goraczki(nie byla jakas okropnie wielka bo 38,2) zaaplikowalam jej czopka. Ale lekow nie podalam. Bo jak skoro nie daje rady przelknac nwet kilku kropli wody?...
I tak ja od wczoraj obserwuje i sobie mysle,ze zbliza sie koniec. Wyniki ze szpitala ma dobre ale stan jej widac,ze nie jest ciekawy. Tak jakby cos wyssalo z niej cala wole zycia.
Rodzina bedzie musiala podjac decyzje pt. co dalej. Czy na sile faszerowac ja lekami i narazac na mozliwosc wystapienia zachlystowego zapalenia pluc,czy lepiej po prostu pozwolic jej odejsc w spokoju. Decyzja bedzie trudna bo podopieczna ma dobre dzieciaki,ktore babcie kochaja bardzo i wiem,ze bedzie im ciezko zaakceptowac nowa sytuacje i pogodzic sie z nieuchronnym.
No to sie wygadalam. A teraz de sobie zrobie kawe i wroce do was,zeby sie ciut odstresowac.
Wczoraj ze szpitala przywiezli mi babcie. Powiem wam,ze jest w gorszym stanie niz wtedy gdy wyjezdzala. Bylam w szoku,ze podopieczna przywiozla rodzina a nie karetka. Kobiecina nie mogla ustac na nogach i niby sama mialaby przejsc kawalek do domu i wdrapac sie na pierwsze pietro. Znioslam krzeslo i jakos ja wciagnelismy na gore. Okazalo sie,ze ma goraczke. Od wczoraj lezy i nic nie pije ani nie je. Nawet nie to,ze nie chce. Mowi,ze chce ale nie umie przelknac ani lyczka. Boje sie tez ,ze mi sie zachlysnie. Na zbicie goraczki(nie byla jakas okropnie wielka bo 38,2) zaaplikowalam jej czopka. Ale lekow nie podalam. Bo jak skoro nie daje rady przelknac nwet kilku kropli wody?...
I tak ja od wczoraj obserwuje i sobie mysle,ze zbliza sie koniec. Wyniki ze szpitala ma dobre ale stan jej widac,ze nie jest ciekawy. Tak jakby cos wyssalo z niej cala wole zycia.
Rodzina bedzie musiala podjac decyzje pt. co dalej. Czy na sile faszerowac ja lekami i narazac na mozliwosc wystapienia zachlystowego zapalenia pluc,czy lepiej po prostu pozwolic jej odejsc w spokoju. Decyzja bedzie trudna bo podopieczna ma dobre dzieciaki,ktore babcie kochaja bardzo i wiem,ze bedzie im ciezko zaakceptowac nowa sytuacje i pogodzic sie z nieuchronnym.
No to sie wygadalam. A teraz de sobie zrobie kawe i wroce do was,zeby sie ciut odstresowac.
Trzymaj się. Moja Podopieczna też miała już "datę wyznaczoną" i się podniosła. Jest inaczej, dużo gorzej, ale trwamy. Dwa miesiące już minęło. A co do szpitali to standard jest lepszy jak u nas, ale opieka gorsza. Inna moja podopieczna poszła na nogach do szpitala, a wróciła na noszach. Żyła jeszcze równo miesiąc po szpitalu.
Nie wiem, co w tych niemieckich szpitalach robią ze starszymi ludźmi, ale wracają zazwyczaj w dużo gorszym stanie.
Miałam kilka takich przypadków.
Jedna z pdp , nie powiem,żeby przed szpitalem biegała sama, ale była w miarę komunikatywna. Wróciła jako pacjentka leżąca, praktycznie bez kontaktu..
Inna- podobnie. Po "wyjściu" ze szpitala przespała tydzień, potem zmarła.
Trzymac to sie trzymam. Mam dystans do swojej pracy wiec akceptuje to co sie dzieje.Lecz milo nie jest...Lubie moja podopieczna ale nie mam na to juz wplywu. Gdyby przelykala to mogloby byc inaczej ale ona, mimo,ze otwiera oczy i cos mowi,nie polyka. Buzia otwarta na cala szerokosc i tyle. Pal licho jedzenie ale co z piciem? Zwilzam jej usta,jezyk,dziasla. Nic wiecej nie moge zrobic. Zostawilam ja w spokoju. Niech spi...
W podobnej sytuacji (pdp nie połykała już niczego) karmiona była kroplówką.
Ja mogłam też tylko zwilżać usta.
No tak. Tylko kroplowki tez jej nikt nie podaje. A najdziwniejsze jest to,ze ten brak odruchu polykania pojawil sie z dnia na dzien.
Trzymac to sie trzymam. Mam dystans do swojej pracy wiec akceptuje to co sie dzieje.Lecz milo nie jest...Lubie moja podopieczna ale nie mam na to juz wplywu. Gdyby przelykala to mogloby byc inaczej ale ona, mimo,ze otwiera oczy i cos mowi,nie polyka. Buzia otwarta na cala szerokosc i tyle. Pal licho jedzenie ale co z piciem? Zwilzam jej usta,jezyk,dziasla. Nic wiecej nie moge zrobic. Zostawilam ja w spokoju. Niech spi...
To chyba demencja zniszczyła obszar mózgu odpowiedzialny za odruchy,mój dziadek np. nie czuje w ogóle bólu,przez to czesto kaleczy się albo upada i nie skarży nigdy na żaden ból. Zawsze go dokładnie oglądam czy przypadkiem nie ma jakiegos poważnego urazu.
Mysiu,chyba zacznij się rozglądać za inną sztelą powoli.
Tu gdzie jestem po gwałtownym pogorszeniu Podopieczna wylądowała w szpitalu w celu nawodnienia. Wyszła kiepściutka, a ja miałam proponować, ale nie zmuszać do jedzenia i picia. Trzy tygodnie przeżyła na jogurtach, budyniach i musach owocowych w ilościach śladowych. Ja wymagam określenia moich obowiązków wobec chorego "krótko i jasno" , nie ma nic gorszego jak przejęcie odpowiedzialności na siebie. To rodzina musi zdecydować co robić, pozwolić jej spokojnie odejść czy próbować ratować. Pozwolić odejść to w mojej ocenie najlepsza opcja, ale nie wszyscy tak myślą.Ja byłam już drugi raz w takiej sytuacji, pierwsza Podopieczna nie żyje, a obecna chyba jeszcze długo pożyje.