Na wyjeździe #13

30 sierpnia 2014 19:47 / 2 osobom podoba się ten post
wichurra

No chyba większość Niemców takie ma o nas pojęcie.
Ale z dziadkiem to się dobrze dogaduję. Pojechaliśmy na zakupy, kazał mi wybierać, co chcę. Zażyczyłam sobie mopa i by kupił, tylko nie było kijów. No i 100 euro mi dał kieszonkowego. W sumie nie do końca wiem na co to. Bo powiedział, że da mi kieszonkowe, żebym mogła sobie coś kupować, żebym tak bez pieniędzy nie była i zapytał ile chcę. No ja cała dzika, bo takiego czegoś nie znałam, powiedziałam, że ile uważa. Dał więc 100 euro i zapytał, czy na miesiąc wystarczy. No miło - tylko do końca ne jestem pewna, czy nie mam z tego czegoś im kupować - niby nie, bo na zakupy chodzi się z nim i on płaci. Zobaczymy - na razie nie wydaję i zobaczę, co czas przyniesie. 

na waciki :)
30 sierpnia 2014 19:48 / 2 osobom podoba się ten post
efka66

Tylko ciekawe czy babcia wie...?:)

To się lepiej nie przyznaję przed nią, bo będę musiała oddać:)
30 sierpnia 2014 19:49 / 1 osobie podoba się ten post
Barbara niepowtarzalna

Napiszę tutaj , bo właściwie już mogę powiedzieć , że prawie jestem na wyjeżdzie - wyruszam o godz.4'15 z pod "chałupy "...... Już przywieziono mi " maszynę " Ewci i muszę ją trochę oswoić ..... do .... z Dojczlandu... Ewcia , DZIĘKI , DZIĘKI , DZIĘKI ....:)))))))))))))))))

EWCIA JEST WIELKA!!!!!
30 sierpnia 2014 19:52 / 2 osobom podoba się ten post
wichurra

To się lepiej nie przyznaję przed nią, bo będę musiała oddać:)

Albo się z nią podzielić,jesli jeszcze używa wacików
30 sierpnia 2014 19:54 / 1 osobie podoba się ten post
wichurra

E wiesz co - nawet nie próbuję ich nawracać. To było takie oburzenie i tak na mnie patrzeli, że już wolę ze swoimi mądrościami nie wychodzić:)
I ile to było tłumaczenia, że można podłogę i płytki porysować... Więc na pewno by mi nie uwierzyli, że to się nic nie stanie i odkurzacz ma taką funkcję:)
 
Jak na pewno wiecie (bo to norma u Niemców) - było pokazywanie jak uruchomić pralkę, mikrofalę, zmywarkę. Babcia zapytała, czy też mam ogrzewanie w domu.... Jak im pokażę zdjęcia mojego domu, to chyba i tak mi nie uwierzą:)  Pomyślą, że z Internetu ściągnęłam cudze foty:)

O rany to Ci się trafiła typowa niemra ,która nie ma pojęcia co na świecie sie dzieje-tak jak moja oma . Dopiero po kilku miesiącach pobytu jako tako zrozumiała ,ze w Polsce nie mieszkamy w chatach pokrytych słomą tylko to im słoma z butów wychodzi . Teraz już jest moja oma uświadomiona -człowieka na starość też trzeba czasami uczyć.
30 sierpnia 2014 20:06
didusia

O rany to Ci się trafiła typowa niemra ,która nie ma pojęcia co na świecie sie dzieje-tak jak moja oma . Dopiero po kilku miesiącach pobytu jako tako zrozumiała ,ze w Polsce nie mieszkamy w chatach pokrytych słomą tylko to im słoma z butów wychodzi . Teraz już jest moja oma uświadomiona -człowieka na starość też trzeba czasami uczyć.

Mi się chyba już nie chce uświadamiać - przez ponad rok uświadamiałam ostatniego dziadka, aż tak naprawdę uwierzył, że u nas nie dzicz.
Ile można:)
 
30 sierpnia 2014 20:13 / 5 osobom podoba się ten post
wichurra

Mój poprzedni dziadek też wszystko relacjonował, ale to inne rzeczy były - co mu opowiedziałam, gdzie byliśmy, co robiliśmy. Po prostu od sprzątania i gotowania trzymał się z daleka. 

Przychodzi do nas codziennie córka Dr, ma około 50-tki. Jak sie kiedyś na mnie oburzyła jak zobaczyła, że myję płytę kuchenną (nową, bo poprzednią sama rozwaliłam w maju) czyścikami Abrazzo, przecież ją porysuję. Na moje tłumaczenie, że na poprzedniej szteli niemiecka putzfrau mnie nauczyła, powiedziała: ona u siebie może robić, co chce. Czułam się malutka jak niepowiem kto, zacofana i w ogóle...
Na drugi dzień tutaj na forum ktoś (chyba Scarlet) poleca te czyściki. Obejrzałam dokładnie opakowanie, no i jak byk stoi, że do kuchenek też. Pokazuję więc córce opakowanie: mądrzejsza nawet od producenta: nie i koniec!
Pewnych przekonań i przyzwyczajeń u kogoś nie należy zmieniać, zbyt wiele wysiłku na to potrzeba. Prościej zmienić własne.
30 sierpnia 2014 20:31 / 3 osobom podoba się ten post
emi

Przychodzi do nas codziennie córka Dr, ma około 50-tki. Jak sie kiedyś na mnie oburzyła jak zobaczyła, że myję płytę kuchenną (nową, bo poprzednią sama rozwaliłam w maju) czyścikami Abrazzo, przecież ją porysuję. Na moje tłumaczenie, że na poprzedniej szteli niemiecka putzfrau mnie nauczyła, powiedziała: ona u siebie może robić, co chce. Czułam się malutka jak niepowiem kto, zacofana i w ogóle...
Na drugi dzień tutaj na forum ktoś (chyba Scarlet) poleca te czyściki. Obejrzałam dokładnie opakowanie, no i jak byk stoi, że do kuchenek też. Pokazuję więc córce opakowanie: mądrzejsza nawet od producenta: nie i koniec!
Pewnych przekonań i przyzwyczajeń u kogoś nie należy zmieniać, zbyt wiele wysiłku na to potrzeba. Prościej zmienić własne.

A co miała się przyznać , że nie ma racji? ;-)
30 sierpnia 2014 20:34 / 2 osobom podoba się ten post
Aha - jeszcze mi się coś przypomniało - dziadek nadużywa pewnego słowa, o którym myślałam, że starsi Niemcy go nie znają - wegwerfen!!
30 sierpnia 2014 20:34 / 3 osobom podoba się ten post
wichurra

Mi się chyba już nie chce uświadamiać - przez ponad rok uświadamiałam ostatniego dziadka, aż tak naprawdę uwierzył, że u nas nie dzicz.
Ile można:)
 

Ok sama wyczujesz czy warto czy tez nie . Jesli jestes jednorazowo to nie ma co sie wysilać ale jesli to długoterminówka trzeba wyczuć gangrenę i dostosowac ją pod siebie ale tak aby myslała ,że to ona . Jesteś bystra dziewczyna ,napewno coś wymyslisz . Daj sobie narazie luz ,odpocznij od pierwszego szczotkowego szoku i na spokojnie wymyśl strategię
30 sierpnia 2014 20:47 / 2 osobom podoba się ten post
wichurra

Aha - jeszcze mi się coś przypomniało - dziadek nadużywa pewnego słowa, o którym myślałam, że starsi Niemcy go nie znają - wegwerfen!!

Babcia ,którą się wcześniej długi czas opiekowałam,też tego słowa używała,ale ona mówiła czystym ładnym niemieckim,mowy potocznej używała rzadko,a dialektu,to tak raczej dla zabawy.A w innych miejscach to na ogół było wegschmeißen.
 
Tutaj dziadek jak zobaczył mój laptop,to oglądał go z daleka ,a potem zebrał się w sobie i spytał,co to takiego jest.Powiedziałam,że komputer,to wtedy pojął,co to za dziwne ustrojstwo przywiozlam:)
30 sierpnia 2014 20:56 / 10 osobom podoba się ten post
Muszę, no po prostu muszę Wam opisać. Pojechałyśmy na Gartenfest, impreza jak impreza, jedzenia do obrzydzenia , obaliłyśmy z Zysią flaszkę sektu,chłopaki średnia wieku 60+,orkiestra rżnęła same szlagiery,wszyscy się kiwali i śpiewali.Ogólnie fajna zabawa, potem przyszedł sąsiad i przyniósł kózkę 3tygodniową, ja oszalałam, zaraz miałam przed oczami mojego Mietka- kozła ,równolatka mojego psa,Miecio był cudnym capem,ale odszedł szybko ,ponieważ zeżarł butelkę po herbicydach i nie przeżył. Dopadłam tę kózkę i dawaj ją całować i tulić,a ona zaczęła mi ssać brodę, no rozłożyła mnie na łopatki. Zysia była zadrosna i przyłożyła mi butelką z piwem,nie trafiła i dostało się mojej sukience, gospodyni zaoferowała, że da mi coś na przebranie. Poszłyśmy do domu,powitały Nas 4 koty.Main coon, 2 syjamy i dachowiec, lubię koty,ale kocham psy ,zawsze byłam zepsiała, ale odkąd odszedł mój Ferdynand to kocham wszystko co się da pogłaskać,wymizialiśmy się,ale dachowiec Karlo wskoczył mi na kolana,umościł się i ani myśli złazić. Powiedziałam ,że muszę wracać do Zysi do ogrodu,jakoś go Gospodyni ściągnęła.Usadowiłam się na miejscu,ludziska coś tam gadają i pokazują palcami,patrzę i ja, O Matko!!! Karlo drapie w szybę,rozpędza się i wali w nią, właścicielka pobiegła i go wypuścił , a ten skubany chyc i już siedzi mi na kolanach, ludziska zgłupieli, a moją minę ,musielibyście zobaczyć.Córka mojej Zysi powiedziała,Ewa to znajda jest u mojej siostry od 2tyg, chcesz to go zabierz, nasza mama kocha koty, więc decyzja należy do Ciebie. I oto koleżanki i koledzy oświadczam, że adoptowałam niemieckiego kota o imieniu Karl i siedzimy sobie'' oba dwa'' na sofie i na spółę zjadamy jogurcik.Klepnij w klawiaturę Karlos i pozdrów Opiekunkowo, daj łapeczkę,  nbn jnnnnnmmm       bbb    Jeszcze nie umie pisać, ale pracujemy nad tym
30 sierpnia 2014 20:56 / 1 osobie podoba się ten post
Dla mnie to szok z tym wegwerfen, bo nie znam takich Niemców, u których coś się wyrzuca. A już u poprzedniego dziadka to słowo było tabu:)

Więc jak ten mi mówi - to wegwerfen, tamto wegwerfen to myślałam, że to taki test:)
30 sierpnia 2014 21:00 / 1 osobie podoba się ten post
Evvex

Muszę, no po prostu muszę Wam opisać. Pojechałyśmy na Gartenfest, impreza jak impreza, jedzenia do obrzydzenia , obaliłyśmy z Zysią flaszkę sektu,chłopaki średnia wieku 60+,orkiestra rżnęła same szlagiery,wszyscy się kiwali i śpiewali.Ogólnie fajna zabawa, potem przyszedł sąsiad i przyniósł kózkę 3tygodniową, ja oszalałam, zaraz miałam przed oczami mojego Mietka- kozła ,równolatka mojego psa,Miecio był cudnym capem,ale odszedł szybko ,ponieważ zeżarł butelkę po herbicydach i nie przeżył. Dopadłam tę kózkę i dawaj ją całować i tulić,a ona zaczęła mi ssać brodę, no rozłożyła mnie na łopatki. Zysia była zadrosna i przyłożyła mi butelką z piwem,nie trafiła i dostało się mojej sukience, gospodyni zaoferowała, że da mi coś na przebranie. Poszłyśmy do domu,powitały Nas 4 koty.Main coon, 2 syjamy i dachowiec, lubię koty,ale kocham psy ,zawsze byłam zepsiała, ale odkąd odszedł mój Ferdynand to kocham wszystko co się da pogłaskać,wymizialiśmy się,ale dachowiec Karlo wskoczył mi na kolana,umościł się i ani myśli złazić. Powiedziałam ,że muszę wracać do Zysi do ogrodu,jakoś go Gospodyni ściągnęła.Usadowiłam się na miejscu,ludziska coś tam gadają i pokazują palcami,patrzę i ja, O Matko!!! Karlo drapie w szybę,rozpędza się i wali w nią, właścicielka pobiegła i go wypuścił , a ten skubany chyc i już siedzi mi na kolanach, ludziska zgłupieli, a moją minę ,musielibyście zobaczyć.Córka mojej Zysi powiedziała,Ewa to znajda jest u mojej siostry od 2tyg, chcesz to go zabierz, nasza mama kocha koty, więc decyzja należy do Ciebie. I oto koleżanki i koledzy oświadczam, że adoptowałam niemieckiego kota o imieniu Karl i siedzimy sobie'' oba dwa'' na sofie i na spółę zjadamy jogurcik.Klepnij w klawiaturę Karlos i pozdrów Opiekunkowo, daj łapeczkę,  nbn jnnnnnmmm       bbb    Jeszcze nie umie pisać, ale pracujemy nad tym

Nie mogę!!! Rozwaliłaś mnie tym opowiadaniem:)
A kota zazdroszczę - tzn. sama może bym nie chciała mieć, ale tutaj na stelli przydałby się taki futrzak wesoły. 
30 sierpnia 2014 21:03 / 2 osobom podoba się ten post
Ja byłam w paru domach w których się nikt nad resztkami,albo starymi rzeczami nie rozczulał.Myślę jednak,że to jednostki.
Tu ,gdzie teraz jestem,niczego się nie wyrzuca.Resztki z obiadu są skrzętnie zbierane.Wieczorem to zjada dziadek:)