Ale się dzisiaj znowu wkurzyłam, aż się musiałam wyryczeć.
Babcia jest wredna i tyle. Przez cały czas gotowania obiadu siedziała w kuchni i mnie pouczała - zmniejszyć ogień, zwiększyć ogień, zdjąć przykrywkę, zamknąć przykrywkę, jak już ziemniaki się ugotowały chciałam wylać wodę, ale nie, najpierw woda z kalafiora. Wcześniej mi powiedziała, że nie całą wodę z tego kalafiora odlać, więc dla pewności odlałam trochę w kubek (co by nie okazało się, że za dużo odlałam) i odlewam ta wodę do zlewu, czuję przecież ile jeszcze zostało, a ta mi krzyczy, że za dużo odlewam. A babcia wszystko z pozycji siedzącej i z tyłu mnie, więc skąd mogła widzieć. No już miałam rzucić to wszystko i z nią pogadać, ale jej mąż całe szczęście na nią głos podniósł, że już ma dosyć i nie może wytrzymać tego jej marudzenia. Że ja nie taką kuchenkę już na pewno widziałam i gotowałam nie raz ziemniaki i kalafior i dam sobie radę. No to się uspokoiła a dziadek widział, że z moimi nerwami już krucho, więc zaczął mnie rozśmieszać. Jakoś załagodził.
Później gadka, że do niej przychodzi koleżanka o 15.00 jutro i mogę do nich dołączyć. Powiedziałam, że mam wolne do 16.00 i wtedy dołączę. No to ona, że myślała, że to dla mnie rozrywka. Powiedziałam, że potrzebuję czasu dla siebie i dołączę o 16.00.
To ona znowu, że dzisiaj przed 16.00 chcieli iść na spacer i czy z nimi chcę iść. Mówię, że po 16.00 i owszem, ale wcześniej mam wolne. No to ona, że skoro nazywam to swoim czasem wolnym i tak przy nim obstaję, to jak nazwać pozostały czas, kiedy też mam wolne, bo nie pracuję. Już byłam rozeźlona tą gadką. No ale cierpliwie tłumaczę, że w pozostałym czasie jestem cały czas dla nich dostępna. A ona znowu z tym spacerem - że przecież jak idę z nimi na spacer to jest to też wolne. No ja p.... Całe szczęście znowu jej mąż dosłyszał nasze głosy i się włączył. Wytłumaczył babci, że spacery i towarzyszenie im to moja praca i powiedział, żeby sporów nie wszczynała, bo dobrze się rozumieliśmy do tej pory, a ona teraz wymyśla.
Jeszcze żeby była na coś chora to bym miała więcej zrozumienia. Ale nie ma demencji, nie cierpi na żadne choroby - tylko chodzi kiepsko, bo miała kręgi złamane i dochodzi cały czas do siebie po tym. Bólów też żadnych nie ma podobno.
A przy tym wszystkim już drugi raz mi się zapytała, czy do nich wrócę. Następnym razem jej powiem, że się zastanowię, bo współpraca z nią nie jest dla mnie łatwa.
