Na wyjeździe

28 kwietnia 2012 09:09
opiekun_Janusz said:
Benita - ja w to nie wierzę. Tacy ludzie zyją (podobno) w Tybecie, ale na pewno nie w Polsce.

Oj, Janusz, mylisz sie ! Nawet w PL sa ludzie, ktorzy zyja calkiem milo bez trunkow procentowych. Fakt, jest takich niezbyt wiele, ale sa. Nie mam na mysli siebie, bo lata temu lubilam procenty, ale mam wielu znajomych i przyjaciol, ktorzy wcale nie pili i nie pija, a bawimy sie swietnie. Trudno w to uwierzyc, zwlaszcza na wsi warminskiej, prawda ?
28 kwietnia 2012 09:55
" Lepiej grzeszyć i potem żałować, niż żałować, że się nie grzeszyło"

Przy najbliższej nadarzającej się okazji nadrobię to.
28 kwietnia 2012 10:33
Andrea: Brak treningu ! Zartuje, oczywiscie, wbrew pozorom poczucie humoru mi nie obce. Zaczynam kursy zakupowe, bo przestalo padac wreszcie!
28 kwietnia 2012 14:18
Właśnie wróciłam ze spceru z kijkami. W cieniu 28 stopni. Upał i słońse. Uratowa mnie zimny prysznic.
28 kwietnia 2012 15:24
Pod Hamburg wróciło słońce i nie zamierza zniknąć, pewnie się przejęło brzydkimi wyrazami pod swoim adresem. Janusz, moja mama nigdy w życiu nie wypiła alkoholu, co nadrabiał tato, muszę przyznać, że z pewnym oddaniem. Andrea, Ty masz mocną głowę, byłabyś dobrą towarzyszką życia dla jakiegoś Germańca w czasach, gdy spędzali na popijawie dzień i noc, zgodnie z opinią Tacyta, słynącego z obiektywizmu. Może Ty masz Brunhilda na drugie imię, co? Benita, masz zacięcie nie tylko językowe, ale też sportowe, gratuluję!
28 kwietnia 2012 16:15
Dla wszystkich zmagających się w bólach z językiem niemieckim mam dobrą wiadomość - nauczywszy się tego języka umiecie już prawie drugi, czyli niderlandzki. Są niesamowicie podobne, a niederlandzki oprócz tego brzmi o wiele ładniej. Odkryłam to teraz oglądając Traviatę Verdiego z tłumaczeniem na niederlandzki właśnie.
28 kwietnia 2012 18:17
Zacięcia sportowego nie mam, niestety, To jedyne chwile w ciągu dnia "dla siebie". To tylko spacery z kijkami. Przyjemne, i jak kiedyś powiedział instruktor - to nie sport, tylko rekreacja.

Gdzie może się przydać niderlandzki? Czy w tym języku też są książki? (beletrystyka.)

28 kwietnia 2012 20:32
Niderlandzki to jest język Holendrów, od paru lat mówi się tak głupio, kiedyś to był po prostu holenderski i wszyscy wiedzieli o co chodzi. Kulturę mają, jak każdy naród, malarstwo szczególnie piękne, co do reszty to nie wiem. Po co znać niderlandzki? Bo w moim mieście na przykład szukają ludzi znających mniej popularne języki, więc jak ktoś marzy o etacie, to się może łatwym kosztem niderlandzkiego nauczyć i mieć asa w rękawie. Do pracy tam też szukają, więc jak się gospodarka niemiecka załamie, pod ciosem Grecji, Włoch i Hiszpanii, możemy uderzać na Niderlandy. Co prawda akceptują chętnie angielski i niemiecki, jednak miło znać też ichni.

Jij bent alles voor mij - jesteś dla mnie wszystkim.

Ładne, prawda?
28 kwietnia 2012 20:32
Właśnie miałem spytać o to samo co Andrea?
28 kwietnia 2012 20:39
Andrea, Brunhilda wcale źle nie skończyła - po prostu z najpiękniejszej Walkirii, walczącej bogini stała się kobietą. Lepsze to niż nurzać się we krwi, nie sądzisz? Najpierw lała się na miecze, potem została łabędziem, a w końcu kobietą, szczegóły w Wikipedii.Była bardzo dzielna i to miałam na myśli pytając o Twoje drugie imię.
29 kwietnia 2012 07:21
Znowu mi dałaś do myślenia, bo też kojarze, a za cholerę nie mogę sobie przypomnieć filmu. W Googlu sprawdzał nie będę. Miłego poranka poza tym! Ja właśnie kawę piję.
29 kwietnia 2012 08:05
Ja też. Pyszna. Miłego dnia.
29 kwietnia 2012 08:13
Kawka zaliczona, na razie slonce pod HH. Ten film - czy to nie bylo cos z serii Pan Samochodzik ? Widze sceny z Brunhilda, zamek jakis, a tytul tez gdzies wyparowal.

Milej niedzieli !
29 kwietnia 2012 08:34
Ja tych filmów nie znam, ale było coś takiego jak Wakacje z duchami, może to tam? Na you tube są niektóre filmy dla dzieci, jak mi się znudzą opery, to kiedyś sprawdzę. Dziś w ramach nauki niemieckiego (okrutnie ostatnio zaniedbanego) zamierzam sobie przetłumaczyć z tutejszej gazety, co Angela Merkel myśli o sytuacji Hiszpanii, gdzie mają bezrobocie rzędu 50%. I tak sobie przy tym pomyślałam, czy znacie jakieś niemieckie przekleństwa? Bo ja nie znam i jako kulturoznawca z zawodu czuję się zubożona. Tak, tak, przekleństwa dużo mówią o kulturze narodu wbrew pozorom. W Polsce za największe przekleństwo uchodzi ubliżanie matce od prostytutek, we Włoszech nazywanie Madonny świnią, a tutaj? Proszę znawców tematu o wypowiedzi, a Moderatora o wyrozumiałość.
29 kwietnia 2012 09:34
Andrea: W domysle to jest cos w rodzaju naszego obrazliwego pedala... fakt, nikomu nie radze tego slowka sie uczyc.