Ja widziałam kiedyś na własne oczy jak samochód przejechał mojego kundla. Miał 16 lat, ja miałam wtedy tyle samo. Wbiegł pod pędzącego "żuka". Przeżył, ale był cały pogruchotany. Wiedział że to jego koniec. Te jego spokojne oczy, w których było tyle smutku. Jakby się z każdym żegnał. Weterynarz powiedział że już nic nie może dla niego zrobić, więc pomógł mu bezboleśnie przenieść się do krainy wiecznych łowów. Myślałam że serce mi pęknie.

Ryczałam chyba z tydzień. Do tej pory jak sobie przypomnę, to łza mi się w oku kręci.