Poza tym Andrejko prawie zawsze znajdzie się ktoś życzliwy kto nam uzmysłowi, że tak naprawdę to nie mamy z czego się cieszyć ani czym chwalić.
Poza tym Andrejko prawie zawsze znajdzie się ktoś życzliwy kto nam uzmysłowi, że tak naprawdę to nie mamy z czego się cieszyć ani czym chwalić.
A ja tam się pochwalę. Udalo mi się doprowadzić do rozpaczy kilka osób z ratusza a pastor zapewne będzie uciekał na mój widok, ale coś drgnęło. Mam dostarczyć dokumenty na "podkładkę", aby skorzystać z kursu dla obcokrajowców po obniżonej cenie. Ważny tu jest zwłaszcza akt urodzenia mojej mamy. Po dostarczeniu dostnę decyzję. Powinna byc pozytywna, tak mnie zapewniono. Niemniej w marcu zaczyna się kolejny kurs 3-miesięczny. Jak się pośpieszę ze świstkami to zdążę.
Wybrałam się ze słownikiem, rozmówkami i determinacją. Po drodze zganęłam pastora. Zmolestowany zdecydował się tłumaczyć, choć jego polski to jak moj angielski. Rozmowa była zabawna, mieszanina niemieckiego, angielskiego i polskiego. Przyczym osoba decyzyjna nie znala polskiego i angielskiego i musiała polegać na mojej kulawej niemczyźnie, kulawym polskim pastora i tłumaczeniu angielskim jednego z pracowników (przy czym jego angielski byl zbliżony do mojego). Wszystko to było okraszone machaniem rękami i rysowaniem sporych kwestii.
Ale poszlo dobrze, wiem co mam dostarczyć, wszyscy starali się mi pomóc (myślę, że mieli mnie juz po prostu dość z moją elokwentną gadaniną). Niemniej dowiedzieli się zapewne wiele nowych rzeczy z gramatyki niemieckiej co ich zmotywowało do pomocy mi, abym przestała kaleczyć ich język.
Niemniej postanowiłam zrezygnować z oferty agencji, po prostu pewne warunki zbyt były "wiążące" dla mnie. Nie chcę podejmować decyzji na tak długi okres. Cena kursu po zniżce to 40e/miesiąc. Więc nie warto się wiązać. Może będę żałować, ale tak zdecydowałm.
I jestem z siebie BARDZO zadowolona ;))))))
A ja tam się pochwalę. Udalo mi się doprowadzić do rozpaczy kilka osób z ratusza a pastor zapewne będzie uciekał na mój widok, ale coś drgnęło. Mam dostarczyć dokumenty na "podkładkę", aby skorzystać z kursu dla obcokrajowców po obniżonej cenie. Ważny tu jest zwłaszcza akt urodzenia mojej mamy. Po dostarczeniu dostnę decyzję. Powinna byc pozytywna, tak mnie zapewniono. Niemniej w marcu zaczyna się kolejny kurs 3-miesięczny. Jak się pośpieszę ze świstkami to zdążę.
Wybrałam się ze słownikiem, rozmówkami i determinacją. Po drodze zganęłam pastora. Zmolestowany zdecydował się tłumaczyć, choć jego polski to jak moj angielski. Rozmowa była zabawna, mieszanina niemieckiego, angielskiego i polskiego. Przyczym osoba decyzyjna nie znala polskiego i angielskiego i musiała polegać na mojej kulawej niemczyźnie, kulawym polskim pastora i tłumaczeniu angielskim jednego z pracowników (przy czym jego angielski byl zbliżony do mojego). Wszystko to było okraszone machaniem rękami i rysowaniem sporych kwestii.
Ale poszlo dobrze, wiem co mam dostarczyć, wszyscy starali się mi pomóc (myślę, że mieli mnie juz po prostu dość z moją elokwentną gadaniną). Niemniej dowiedzieli się zapewne wiele nowych rzeczy z gramatyki niemieckiej co ich zmotywowało do pomocy mi, abym przestała kaleczyć ich język.
Niemniej postanowiłam zrezygnować z oferty agencji, po prostu pewne warunki zbyt były "wiążące" dla mnie. Nie chcę podejmować decyzji na tak długi okres. Cena kursu po zniżce to 40e/miesiąc. Więc nie warto się wiązać. Może będę żałować, ale tak zdecydowałm.
I jestem z siebie BARDZO zadowolona ;))))))
Hallo. Co jest??? Gdzie ja jestem??? tu mają być pochwalijki!!!
Zofijo minus, Andrejka minus, no dziewczyny tak was lubie a wy tu na inne Polki chcecie psy wieszać???
A patrzymy na czubek własnego nosa, nie na innych.
moncherie, jesteś super, plusik ode mnie, lubię cię
i pozdrawiam w dniu dzisiejszym te wszystkie narzekaczki też :):):):)
Gosiu! Ja z natury to raczej pesymistka jestem. Poza tym niekoniecznie trzeba zaraz na Polkach psy wieszać, to raczej nasze niemieckie babcie często nam próbują uświadomić, że jesteśmy niedobre, nic nie wiemy i tylko one posiadają wiedzę absolutną w każdym temacie.
Alinko, jeśli chcesz być pesymistką to sobie bądź. Ja jestem optymistką i próbuję tym zarazić innych. Wtedy jest łatwiej, mnie jest łatwiej!!!!
A dziewczynom urwałam narzekania jakie to my Polki jesteśmy. To nie o niemieckich babciach pisały i nie zmieniaj tematu.
Do góry głowy dziewczyny, bo My Polki jesteśmy najlepsze!!!!!!
Tak uważam ja i nikt mojego uważania nie zmieni!!!!
A widzisz! Mi jest łatwiej z pesymizmem, bo wtedy przynajmniej rzadziej się rozczarowywuję. Jestem ciągle naiwna, ufam ludziom i pesymizm jest taką warstwą ochronną. A tak w ogóle to wiesz kim jest pesymista? Uświadomiony optymista. To jest żart, żeby nie było.