Hokkaido się nie obiera:)
Skórka tak mięknie z gotowaniu, że jakby jej nie było.
Hokkaido się nie obiera:)
Skórka tak mięknie z gotowaniu, że jakby jej nie było.
Nie przejmuj sie głupimi wstawkami.Pisz, pytaj i ucz sie wszysto przed Tobą
Ja w swoim prywatnym ogrodzie wyhodowałam piękne dyńki Hokkaido - z nasionek z przywiezionej z Niemiec dyni. Zupy już robiłam latem.
Jutro też będzie zupa dyniowa z mlekiem kokosowym - szkoda, że babcia imbiru nie lubi, bo by jeszcze lepsza była.
O ja sierota,też dopiero w necie przeczytałam.A tyle się namęczyłam:)
Nie lubiłam dyni,toteż jej nie przyrządzałam,ale chyba dołaczę dynię do menu,bo dzisiaj to jedzonko nawet dobre było.
Właśnie czytałam w necie przepis na pieczoną.
Matko,sama się z siebie smieję teraz:)Tyle się namordować z tą skórą:))
Tutaj, też nazywają hokkaido, danie będące czymś na wzór leczo,oraz zajadają się purre z dyni, ja wymodzę naszą zupę z normalnym mlekiem i zacierką.
Hokkaido jest wspaniała po upieczeniu, mniam. Lubię upiec z ziemniakami, marchewką i wszystko posypane rozmarynem,
No mnie też tak się wesoło zrobiło, jak sobie Ciebie wyobraziłam pastwiącą się nad tą dynią.
Ja najbardziej lubię zupę z hokkaido - podsmażam cebulkę ze starym imbirem, dodaje ziemniaki (2-4) pokrojone w kostkę, dalej smażę parę minut (w sumie nie wiem, po co te ziemniaki surowe smażyć, ale tak było w przepisie). Do dużego gara wrzucam pokrojoną dynię z marchewką (3-4), dodatę kostkę rosołową, podsmażoną cebulę, imbir i ziemniaki, zalewam wodą tak tylko żeby warzywa były przykryte, gotuję z pół godziny, chwilę przed końcem łyżeczkę czubatą curry dodaję. Po ugotowaniu miksuję i dodaję puszkę mleczka kokosowego. Dosalam, jak trzeba to trochę pieprzu i zupa gotowa.
A jest taki sam czas pieczenia wszystkich składników, czy jakaś kolejność dodawania do piekarnika obowiązuje?
Bo brzmi mi to dobrze.
Tutaj, też nazywają hokkaido, danie będące czymś na wzór leczo,oraz zajadają się purre z dyni, ja wymodzę naszą zupę z normalnym mlekiem i zacierką.