Mam stresa...
Na dziś miałam a raczej moja babunia miała umówioną wizytę u fryzjera. W sobotę córka babci dała mi pieniądze, wizytówkę i określiła co należy zrobić. Podciąć, umyć i ułożyć. Po czym stwierdziła że wyjdzie około 20 €.
Pojechałam z babcią, zostawiłam w uzdolnionych rękach fryzjera skrupulatnie przekazując zalecenie córki co do pożądanych działań i poszłam sobie, bo nie chciało mi się siedzieć w poczekalni. Po godzinie wróciłam, idę do kasy, facet daje mi paragon: 40 €...
No i nie wiem teraz co mam z tym fantem zrobić... :/
Paragon córka dostanie rzecz jasna do ręki... ale jakoś mi dziwnie.
Ja za taką samą usługę płacę 35 euro. Ale moja Pdp to ma chyba trochę zniżki bo chodzi do tego zakładu chyba z pół wieku

