Oj tam, oj tam.
Ekstra porcja bialka z larw jeszcze nikomu nie zaszkodziła. Larwy są jadalne, niektóre można kupić tu w Niemczech za bajońskie sumy. Sa puszkowane w zalewie. :))))))
Oj tam, oj tam.
Ekstra porcja bialka z larw jeszcze nikomu nie zaszkodziła. Larwy są jadalne, niektóre można kupić tu w Niemczech za bajońskie sumy. Sa puszkowane w zalewie. :))))))
Syn mojej ukochanej pdp Margarete ponad dwadzieścia lat przepracował w róznych egzotycznych krajach i tylko raz zachorował. Nie jest zatem chyba aż tak tragicznie. Co prawda jak zachorowł to od razu azymut Deutschland. Najgorsze są wszelkiego rodzaju mokrdła, bo to one przede wszystkim są wylęgarnią różnego rodzju paskudztwa. A o tej ostatniej chorobie muszę poczytać bo po raz pierwszy spotykam się z tą nazwą.
No, ja też uwielbiam, byle bez robactwa, jeszcze nasze rodzime przeżyję, ale tropikalnych już nie. :)
A fuj !!!
No właśnie...Brzydzę się ( i "boję") wszelkiego robactwa. Nawet przy tych puszkowanych wolałabym zbyt blisko nie stać.
Właśnie piekę grissini- włoskie czosnkowe paluchy z drożdżowego ciasta i tak się zastanawiam co do tego? :)
Oczu baranich nie mam, robali w puszce też nie, jak na złość pies z kotem pcheł nie mają- wytłukłam, a i dżdżownicy spod ziemi nie wyciągnie, bo mróz :))). Zara zobacze , czy jakich krewetków nie mam, bo to najbardziej robalopodobne :))).
Larwy bym nie zjadła ( jest dużo pieczonych larw w Azji, sprzedawanych na bazarach). Natomiast spróbowałabym pieczonej szarańczy i pasikonika. Takie estetyczniejsze i mniej obrzydliwe niż larwy. Karalucha też nie ruszę, a tez w tajlandii czy Chinach to delikates wysoko ceniony. :)
Mniam. Na pewno są super i to bez tych egzotycznych dodatków.
Dokopałam sie do domu. Troche sie obkupiłam :-) a teraz kapiel i spać. Nie dla mnie wyprawy do miasta na kilka godzin ,
n i e l u b i ę :-(
Jest szalenie powszechna, Azja, Ameryka płd, Afryka. Nie kapać się w rzekach i jeziorach.
To ja chcę na Mazury !!! Przynajmniej jak robale jakieś sie trafią to swoje.
A mnie kuszą Bieszczady. Nigdy tam nie byłam. Nie jestem pewna, czy warto, ale chciałabym, tylko dla mnie to za daleko, drugi koniec Polski. Chociaż chyba z Gdańska latają samoloty do Rzeszowa, a stamtąd to juz niedaleko.
Tak się gdzieś zaszyć w głuszy, fajnie by było. Z własnymi pasożytami i florą bakteryjną.
No nic, spadam. :)
Dobranocaś.