Na wyjeździe #31

16 stycznia 2016 10:45 / 14 osobom podoba się ten post
Moja pdp pomimo swojej choroby prowadzi dosć intensywne życie towarzyskie. Wczoraj np. byłyśmy na koncercie w innym miasteczku i wróciłyśmy po 23-j,a dzis moja pdp idzie na 2-godzzinny kurs komputerowy,ja mam oczywiscie schopping .
Powiem Wam,że po raz pierwzy widzę starszą osobę tak intensywnie żyjącą,ale chyba dobrze,przynajmniej sama skorzystam,nie nudzę się .
16 stycznia 2016 13:50 / 2 osobom podoba się ten post
Witajcie! Od 2 dni jestem na nowym miejscu. W sumie znów wpis powinien wylądować w poskarżyjkach,ale jednak walę tu. Tym razem firma moja się nie popisała. Opis pdp i ogólnych warunków nieco się mija ze stanem faktycznym.
Zięciu pdp miał mieć osobną chatę, a w sumie mijamy się korytarzem lub przychodzi na pogadanki, nie ukrywam że krępuje mnie jego obecność.... W pon. dzwonię do firmy ze skargą, bo to co się wyrabia to ŻENADA.
I w związku z powyzszym zostaje tu max 1 mc. A najgorszy problem moja poprzedniczka miala z pdp, ktorej absolutnie nic nie smakuje. Wyprujesz se flaki podczas gotowania, a tej ciągle źle. Ale odpukać, ja jestem nowa i może jeszcze nie pokazała swojego prawdziwego ja, bo póki co jest względnie ok, nie marudzi, nie zrzędzi, większość dnia przesypia.
Ale powiem Wam, ze tu nie bardzo jest co robic, łażę snuję się, żeby nie było że siedzę, ale to jest męczące.... Zobaczymy, bo postanowiłam zakonczyc (poki co) swoja karierę opiekunki i berwerbować się na wyspę Rugia do hoteli, nawet na głupi room service czy sprzątanie. Przekalkulowałam wsio i wcale gorzej niż na opiece nie wyjdę.
16 stycznia 2016 14:52
Witam Cię mzap88, jestem tu nowa, ale jeżeli chodzi o sprzątanie to zależy gdzie trafisz i ile wyjdzie Ci na czysto po odliczeniu, mieszkania i jedzenia, ja dwa razy skusiłam się na taki wyjazd, dwa różne miejsca, raz po 7 godzin pracowałam dzień w dzień łącznie z sobotą i niedzielą, drugi raz po 8,30 godziny od poniedziałku do piątku, ogólnie praca jest ciężka, w drugim miejscu zarobiłam bardzo mało, ale powodzenia życzę - każdy musi sam spróbować i się przekonać co mu bardziej odpowiada. I jeszcze jedno przepisy przepisami, ale zdarza się tak, że pracodawca za bardzo wykorzystuje swoich pracowników zmuszając ich do wyrabiania dodatkowych nadgodzin - bo czasami, żeby dostać tą kwotę o której mówisz niestety trzeba pracować więcej jak 8 godzin, pozdrawiam.
16 stycznia 2016 15:11
Kaspira009.12

Witam Cię mzap88, jestem tu nowa, ale jeżeli chodzi o sprzątanie to zależy gdzie trafisz i ile wyjdzie Ci na czysto po odliczeniu, mieszkania i jedzenia, ja dwa razy skusiłam się na taki wyjazd, dwa różne miejsca, raz po 7 godzin pracowałam dzień w dzień łącznie z sobotą i niedzielą, drugi raz po 8,30 godziny od poniedziałku do piątku, ogólnie praca jest ciężka, w drugim miejscu zarobiłam bardzo mało, ale powodzenia życzę - każdy musi sam spróbować i się przekonać co mu bardziej odpowiada. I jeszcze jedno przepisy przepisami, ale zdarza się tak, że pracodawca za bardzo wykorzystuje swoich pracowników zmuszając ich do wyrabiania dodatkowych nadgodzin - bo czasami, żeby dostać tą kwotę o której mówisz niestety trzeba pracować więcej jak 8 godzin, pozdrawiam.

mam sprawdzone agencje :)
16 stycznia 2016 15:50 / 2 osobom podoba się ten post
Lawenda

Szklarski też był fajny, przygody Tomka w dziczy były super... ale się rozmarzyłam. :)
 Co nie zmienia faktu,że po jednym dniu w dżungli marzyłaby mi się kąpiel w dobrze wyposażonej łazience, a po trzech by mnie z tej dżungli wywieźli w ołowianej jesionce. Złudzenia o polowaniu z łukiem w Amazonii są jednak niepowtarzalne - tym lepsze, im bardziej w tej sferze złudzeń pozostają.
Witaj, Alino. :))))

Ha,ha,ha.... masz rację z tą dżunglą ale są tacy ludzie jak Cejrowski czy Pawlikowska, którym takie niedogodności nie przeszkadzają.
Witaj Lawendo! Miło Cię widzieć na forum po tak długiej nieobecności . W każdym bądź razie ja Cię długo nie widziałam. 
16 stycznia 2016 17:59 / 1 osobie podoba się ten post
Alina

Ha,ha,ha.... masz rację z tą dżunglą ale są tacy ludzie jak Cejrowski czy Pawlikowska, którym takie niedogodności nie przeszkadzają.
Witaj Lawendo! Miło Cię widzieć na forum po tak długiej nieobecności . W każdym bądź razie ja Cię długo nie widziałam. 

Problem jest tylko taki,że właściwie wszyscy podróznicy maja jakąs chorobę tropikalną, albo pasożyta. Nie sposób tego uniknąć przy wielokrotnych wyjazdach w dzicz. Martyna Wojciechowska też nabawiła sie jakiejś choroby ( nie wiem , co złapała, malarię czy inne paskudztwo).
O takim drobiażdżku autorzy ksiązek podróżniczych z romantyczną aurą już nie wspominają, no bo jak to.....natura, piękno, dzikość - to jak tu pisac o pasożytach i muchówkach składających jaja pod skórą .
W cyklicznym programie na National Geographic pt." Obcy wewnątrz nas" można ciekawe rzeczy obejrzeć, np. panią, której w Peru muchówka złożyła jaja w kanale słuchowym a larwy z przyjemnością pożywiały się jej uchem, docierając aż do wewnętrznego. Bardzo pouczający był tez przykład pana, który w Tybecie obmył się w strumieniu. Musiał zassać nosem jaja pijawki, bo piękną sztukę sobie wyhodował w nosie.
Albo choroba o pieknej i intrygującej nazwie "schistosomatoza". Ileż turystów przywiozło ją z tropików i nawet o tym nie wie.....
 
16 stycznia 2016 18:02 / 1 osobie podoba się ten post
Maruudzisz.Ale kasa inną niż przez agencję.hi.To co dostaje pisz panna z agencji dostajesz Ty.Euro szybuje w górę ,więc tylko cieszyć się.A o syna nie martw się.Nic mu nie pomożesz,a tylko zmarszczki ci wylezą z  niewyspania.
16 stycznia 2016 18:10 / 1 osobie podoba się ten post
Lawenda

Problem jest tylko taki,że właściwie wszyscy podróznicy maja jakąs chorobę tropikalną, albo pasożyta. Nie sposób tego uniknąć przy wielokrotnych wyjazdach w dzicz. Martyna Wojciechowska też nabawiła sie jakiejś choroby ( nie wiem , co złapała, malarię czy inne paskudztwo).
O takim drobiażdżku autorzy ksiązek podróżniczych z romantyczną aurą już nie wspominają, no bo jak to.....natura, piękno, dzikość - to jak tu pisac o pasożytach i muchówkach składających jaja pod skórą .
W cyklicznym programie na National Geographic pt." Obcy wewnątrz nas" można ciekawe rzeczy obejrzeć, np. panią, której w Peru muchówka złożyła jaja w kanale słuchowym a larwy z przyjemnością pożywiały się jej uchem, docierając aż do wewnętrznego. Bardzo pouczający był tez przykład pana, który w Tybecie obmył się w strumieniu. Musiał zassać nosem jaja pijawki, bo piękną sztukę sobie wyhodował w nosie.
Albo choroba o pieknej i intrygującej nazwie "schistosomatoza". Ileż turystów przywiozło ją z tropików i nawet o tym nie wie.....
 

No i po kolacji.....
16 stycznia 2016 18:13 / 3 osobom podoba się ten post
Alina

Ha,ha,ha.... masz rację z tą dżunglą ale są tacy ludzie jak Cejrowski czy Pawlikowska, którym takie niedogodności nie przeszkadzają.
Witaj Lawendo! Miło Cię widzieć na forum po tak długiej nieobecności . W każdym bądź razie ja Cię długo nie widziałam. 

powiem ci ze tez czasami lubie taka "dzicz" Namiot,lowienie ryb,pajda chleba na sniadanie i kawa z ogniska.
16 stycznia 2016 18:17 / 4 osobom podoba się ten post
ORIM

powiem ci ze tez czasami lubie taka "dzicz" Namiot,lowienie ryb,pajda chleba na sniadanie i kawa z ogniska.

Taaa. Co prawda tej męskiej pasji do łowienia ryb absolutnie nie pojmuję ale na pewno w polskiej dziczy żadna muchówka jaj pod skórą Ci nie złoży. Za to kawa z ogniska, świergot ptaków, szum wiatru w koronach drzew i ziemniaki z ogniska bezprzecznie  uwielbiam.
16 stycznia 2016 18:18
basiaim

No i po kolacji.....

Basiu! A coś Ty taka wrażliwa?
16 stycznia 2016 18:19 / 2 osobom podoba się ten post
Alina

Basiu! A coś Ty taka wrażliwa?

Jakoś tak sobie wyobraziłam te larwy w uchu...brrrrrrr
16 stycznia 2016 18:23 / 2 osobom podoba się ten post
basiaim

No i po kolacji.....

Oj tam, oj tam.
Ekstra porcja bialka z larw jeszcze nikomu nie zaszkodziła. Larwy są jadalne, niektóre można kupić tu w Niemczech za bajońskie sumy. Sa puszkowane w zalewie. :))))))
16 stycznia 2016 18:24 / 1 osobie podoba się ten post
ORIM

powiem ci ze tez czasami lubie taka "dzicz" Namiot,lowienie ryb,pajda chleba na sniadanie i kawa z ogniska.

No, ja też uwielbiam, byle bez robactwa, jeszcze nasze rodzime przeżyję, ale tropikalnych już nie. :)
16 stycznia 2016 18:24
Lawenda

Problem jest tylko taki,że właściwie wszyscy podróznicy maja jakąs chorobę tropikalną, albo pasożyta. Nie sposób tego uniknąć przy wielokrotnych wyjazdach w dzicz. Martyna Wojciechowska też nabawiła sie jakiejś choroby ( nie wiem , co złapała, malarię czy inne paskudztwo).
O takim drobiażdżku autorzy ksiązek podróżniczych z romantyczną aurą już nie wspominają, no bo jak to.....natura, piękno, dzikość - to jak tu pisac o pasożytach i muchówkach składających jaja pod skórą .
W cyklicznym programie na National Geographic pt." Obcy wewnątrz nas" można ciekawe rzeczy obejrzeć, np. panią, której w Peru muchówka złożyła jaja w kanale słuchowym a larwy z przyjemnością pożywiały się jej uchem, docierając aż do wewnętrznego. Bardzo pouczający był tez przykład pana, który w Tybecie obmył się w strumieniu. Musiał zassać nosem jaja pijawki, bo piękną sztukę sobie wyhodował w nosie.
Albo choroba o pieknej i intrygującej nazwie "schistosomatoza". Ileż turystów przywiozło ją z tropików i nawet o tym nie wie.....
 

Syn mojej ukochanej pdp Margarete ponad dwadzieścia lat przepracował w róznych egzotycznych krajach i tylko raz zachorował. Nie jest zatem chyba aż tak tragicznie. Co prawda jak zachorowł to od razu azymut Deutschland. Najgorsze są wszelkiego rodzaju mokrdła, bo to one przede wszystkim są wylęgarnią różnego rodzju paskudztwa. A o tej ostatniej chorobie muszę poczytać bo po raz pierwszy spotykam się z tą nazwą.