Na wyjeździe #31

16 stycznia 2016 21:55 / 6 osobom podoba się ten post
basiaim

Byłam, polecam, warto.

Co prawda byłam w wypasionym ośrodku wypoczynkowym,nie w głuszy, ale dużo po okolicy chodziłam, po lasach też.
Dla tego klimatu, urokliwych miejsc warto tam pojechać / polecieć.

A ja byłam dawno temu, jak byłam piękna i młoda. Pamiętam jak włosy myłam w potoku. Namiot z koleżnką miałyśmy rozbity na jakimś niestrzeżonym polu. 
Wychodziłyśmy na cały dzień i nic nam nigdy nie zginęło. Pamiętam jak kupiłyśmy mleko prosto od krowy bo pan akurat krasulę doił. Źle się to dla nas skończyło bo durchfall nie opuszczał nas cały boży dzień. Maliny, jeżyny zrywane w lesie. Jazda autostopem. Fajne czasy. Kurczę. Jak sobie tak pomyślę to bezpiecznie się wtedy było, o wiele bezpieczniej niż teraz mimo, że wówczas była komuna, a teraz mamy demokrację.
16 stycznia 2016 22:02 / 3 osobom podoba się ten post
Mycha

To ja chcę na Mazury !!! Przynajmniej jak robale jakieś sie trafią to swoje.

No na pewno na nasze swojskie komary możesz liczyć.
16 stycznia 2016 22:05 / 1 osobie podoba się ten post
kasiachodziez

Wchodzę dzisiaj do aldika a tam Wielkanoc!!! zające jajka i spółka-więc jakby ktoś pilnie szukał pisanek czekoladowych są dostępne w aldim :)

Noooooo:):):)Mało nie padłam jak zobaczyłam:):)I na innych dwóch wystawach w mniejszych sklepikach-szybcy są:0Jeszczestyczen a tu już jajec się zachciewa Niemiaszkom:):):)
16 stycznia 2016 22:31 / 4 osobom podoba się ten post
kasiachodziez

Wchodzę dzisiaj do aldika a tam Wielkanoc!!! zające jajka i spółka-więc jakby ktoś pilnie szukał pisanek czekoladowych są dostępne w aldim :)

), ).
Po Bożym Narodzeniu jest Wielkanoc. To pierwsze mineło, to trzeba juz o drugich pomyśleć.Ale czy to dla nas nie lepiej? Szybciej czas zleci jak tak człek na wielkanocne jaja popatrzy ), )). 
17 stycznia 2016 08:09 / 2 osobom podoba się ten post
Wyszłam z domu zawiesic ptakom pozywienie . Musiałam wrócic do domu po aparat fotograficzny - jest jak w bajce. Co ten snieg zrobił z krajobrazem ? cuda, cuda
17 stycznia 2016 08:32 / 7 osobom podoba się ten post
mleczko1

Wyszłam z domu zawiesic ptakom pozywienie . Musiałam wrócic do domu po aparat fotograficzny - jest jak w bajce. Co ten snieg zrobił z krajobrazem ? cuda, cuda:-)

17 stycznia 2016 10:35 / 5 osobom podoba się ten post
mleczko1

Wyszłam z domu zawiesic ptakom pozywienie . Musiałam wrócic do domu po aparat fotograficzny - jest jak w bajce. Co ten snieg zrobił z krajobrazem ? cuda, cuda:-)

Jak to co?Przykrył brud.
17 stycznia 2016 10:46 / 6 osobom podoba się ten post
Nowe obowiązki,nowe wyzwania i nowe doświadczenia.Powtarzam sobie cały czas "dasz radę" i tego się trzymam.
17 stycznia 2016 10:48 / 2 osobom podoba się ten post
balutka

Nowe obowiązki,nowe wyzwania i nowe doświadczenia.Powtarzam sobie cały czas "dasz radę" i tego się trzymam.

Pewnie,że dasz radę,czemu miałabyś nie dać? Z Twoim doświadczeniem żadna sztela nie powinna być kłopotliwa
17 stycznia 2016 13:44 / 1 osobie podoba się ten post
Idę na spacer, dziadek nie chce. No niech sobie siedzi w domciu i patrzy na zimę przez szybę. Otworzyłam drzwi tarasowe i chciałam mu na pocieszenie pigułką przywalić ale tylko się uśmiał. Oczywiście ciągle się pyta czy mam Stiefel, bo przecież tyle śniegu napadało Chyba zapomniał jak prawdziwa zima wygląda, ja zresztą też. No to papa.
17 stycznia 2016 14:28
Mycha

Idę na spacer, dziadek nie chce. No niech sobie siedzi w domciu i patrzy na zimę przez szybę. Otworzyłam drzwi tarasowe i chciałam mu na pocieszenie pigułką przywalić ale tylko się uśmiał. Oczywiście ciągle się pyta czy mam Stiefel, bo przecież tyle śniegu napadało :lol1: Chyba zapomniał jak prawdziwa zima wygląda, ja zresztą też. No to papa.

To i tak dobrze myszko ze nie pyta o łopate  ( Schaufel ) . Martwi sie o Ciebie .
17 stycznia 2016 14:54 / 6 osobom podoba się ten post
Masz tak samo Andrea jak ja,też w nerwach cała jak dzieci nie ma w domu,jak w gdzieś jadą...W podwójnych nerwach,bo synów mam dwóch
Natomiast moja Annie...W zeszłym tyg była tu córka w odwiedzinach.Mieszka w Bangladeszu więc jak wracała długa droga przed nią: najpierw autobus,potem samolot,potem inny samolot i znowu autobus...Na drugi dzień pytam Anni czy Linda sie już zameldowała z domu bo juz powinna dotrzeć.Anni odpowiedziała - nie. A ja- i nie martwi sie pani?-Annie- a czym? No ,czy córka szczęśliwie dotarła do domu...Annie mi na to- jakby nie dotarła szczęśliwie to by mnie o tym powiadomiono a skoro mnie nie powiadomiono to znaczy że dotarła szczęśliwie....Ot,takie odmienne podejście do tematu,Andrea
17 stycznia 2016 15:22 / 3 osobom podoba się ten post
Ja mam podobnie kiedy moje dziecko wyjeżdża na dłużej z domu.
Staram się zachować zimną krew i nie kręcić sobie filmów,choć to nie jest łatwe.
Podziwiam znajomą,której córka od pół roku jest w Indonezji,i poza tym,że zwiedza ma też zajęcia bo to wyjazd ze szkoły.
Mówi mi,że nauczyła się nie myśleć co by było gdyby,bo przecież by oszalała,i ja to podziwiam.
Teraz w Indonezji był atak terrorystyczny,na szczęście wszystko w porządku ale ja na bank bym oszalała gdyby moje dziecko tam było.
Trzeba się tego nauczyć,i ona robi to wspaniale.....pomimo tego,że jest jedną z najlepszych matek jakie ja znam.....nie wiesza się dzieciom na szyję....pozwala im żyć swoim życiem:)
Ja myślę,że to bardzo dobre podejście,i chciała bym kiedyś podobnie do tego podejść,ale nie wiem czy mi się to uda:)
17 stycznia 2016 16:32 / 7 osobom podoba się ten post
Hmmm...nie wiem czy wieszam się dzieciom na szyję ale zawsze proszę o sms-a po wylądowaniu, że wszystko ok. Właściwie to już od jakiegoś czasu nie proszę, sami to robią z przyzwyczajenia, a ja się cieszę. Młodszy we wrześniu leciał do Malagi, a tam akurat powódź. Niby nic wielkiego ale serducho pika. Trudno, dzieci ma się na całe życie i nie ważne, że już dorosłe. Jak ja nie daję znaku życia przez parę dni to też podnoszą alarm i dzwonią z pytaniem czy żyję. Nie mam zamiaru tego zmieniać, jest dobrze jak jest.
17 stycznia 2016 16:48 / 7 osobom podoba się ten post
Alina

Hmmm...nie wiem czy wieszam się dzieciom na szyję ale zawsze proszę o sms-a po wylądowaniu, że wszystko ok. Właściwie to już od jakiegoś czasu nie proszę, sami to robią z przyzwyczajenia, a ja się cieszę. Młodszy we wrześniu leciał do Malagi, a tam akurat powódź. Niby nic wielkiego ale serducho pika. Trudno, dzieci ma się na całe życie i nie ważne, że już dorosłe. Jak ja nie daję znaku życia przez parę dni to też podnoszą alarm i dzwonią z pytaniem czy żyję. Nie mam zamiaru tego zmieniać, jest dobrze jak jest.

Mój Młodszy leci jutro do Mediolanu. Też niecierpliwie będe czekała na znak.
To nie wieszanie się na szyję, to normalne w RODZINIE.
Jest nam potrzebne jak powietrze - wieści, że wszyscy zdrowi i na swoim miejscu - gdziekolwiek to jest.