Na wyjeździe #31

17 stycznia 2016 18:48 / 4 osobom podoba się ten post
Marta

Pocieszające co napisałaś Alino.Bo mój młodszy jest na etapie " kontry".Ma 17 ale kurde mam nadzieję że nie będę musiała czekać do 34:-)
Starszy już dorósł.Ma 21.

Masz dwóch synów, jak ja. I zapewne już wiesz, że każdy z nich to oddzielny byt. Jednemu wystarczy kontakt raz na 2 tygodnie, drugi codziennie chce choćby słowem zahaczyć. I wszystko to jest w normie - bo normy i potrzeby są inne.
17 stycznia 2016 18:56 / 5 osobom podoba się ten post
Barbara48

Ewelinko ile lat ma Twoj syn?Bo moj 27:)

Moje Serce ma dopiero 15 lat,ale powoli daje mi do zrozumienia,że nie daleko jabłko od jabłoni pada:)
Jest jeszcze młodziutki i kochaniutki,pomimo tego,że jest bardzo mądry i dojżały jak na swój wiek..........no ale chyba można zrozumieć,że ja to chętnie bym go przytulała i cmokała.....tylko mi nie wolno
Nie wiem,kiedy z kochanego brzdąca,który płakał jak się przewrócił na rowerku,i zasmarkany z płaczu wołał mamusię......dziecko zmieniło mi się w młodego mężczyznę,który ma swoje zdanie i bardzo chce,żeby traktować go poważnie.
Nie mogę uwieżyć,że moje małę Serdeńko zamieniło się w 183 centymetrowe,mięśiste i wysportowane chłopisko.....a taki był mięciutki jak był malutki:)))
Ech....jak ten czas ucieka:(
17 stycznia 2016 19:06 / 3 osobom podoba się ten post
Benita

Masz dwóch synów, jak ja. I zapewne już wiesz, że każdy z nich to oddzielny byt. Jednemu wystarczy kontakt raz na 2 tygodnie, drugi codziennie chce choćby słowem zahaczyć. I wszystko to jest w normie - bo normy i potrzeby są inne.

No to z tymi dwoma synami jest nas więcej. Masz racę Benitko. Normy i potrzeby są inne. Starszy dzwoni do mnie raz na jakiś czas, nie ma w tym regóły ale jak zadzwoni to rozmowa trwa tak mniej więcej godzinę, czasem dłużej. Młodszy dzwoni codziennie, za to rozmowy są krótkie. Kocham ich obydwóch mimo, że z jednym miałam prawie całe życie klopoty, z drugim żyło się zupełnie bezstresowo. Gdy z dnia na dzień straciłam pracę i zostałam bez środków do życia młodszy syn mnie utrzymywał.  Oddawał mi całą swoją wypłatę i nigdy się nie zająknął, że mogłabym mu ją oddać. W ogóle zauważyłam, że młodszy w którymś momencie zaczął się tak trochę mną opiekować i trwa to do dziś. Cieszę się, że tak jest. Co mam powiedzieć? 
17 stycznia 2016 19:12 / 1 osobie podoba się ten post
Alina

No to z tymi dwoma synami jest nas więcej. Masz racę Benitko. Normy i potrzeby są inne. Starszy dzwoni do mnie raz na jakiś czas, nie ma w tym regóły ale jak zadzwoni to rozmowa trwa tak mniej więcej godzinę, czasem dłużej. Młodszy dzwoni codziennie, za to rozmowy są krótkie. Kocham ich obydwóch mimo, że z jednym miałam prawie całe życie klopoty, z drugim żyło się zupełnie bezstresowo. Gdy z dnia na dzień straciłam pracę i zostałam bez środków do życia młodszy syn mnie utrzymywał.  Oddawał mi całą swoją wypłatę i nigdy się nie zająknął, że mogłabym mu ją oddać. W ogóle zauważyłam, że młodszy w którymś momencie zaczął się tak trochę mną opiekować i trwa to do dziś. Cieszę się, że tak jest. Co mam powiedzieć? 

Ciesz sie :) Ja też mam dwóch synów,...i też różnych:)
17 stycznia 2016 19:15 / 5 osobom podoba się ten post
Benita

Jak dziecko po raz pierwszy samo z domu wyszło - choćby na podwórko, zasadą było, że mówi gdzie i kiedy wróci. Ale to działało w drugą stronę też: jak wychodziłam bez dziecka, to mówiłam gdzie i o której wrócę. Zasady obowiązywały wszystkich jednakowo. Opierali się ? No jasne ! Ale wszyscy w moim domu są dobrzy z matematyki i wiedzą, co to aksjomat :):):)
Jak są już dorośli - też się o mnie martwią i wymagają.

Jak moj syn w wieku 6 lat wyszedl przed blok na boisko pograc w jego ukochana pilke,bylam spokojna,wygladalam przez okno.W pewnym momencie Dawida nie ma.Wolam,szukam nie ma.Oblecialam cale osiedle Dawida nie ma.Przyjechal maz z pracy,szukamy po piwnicach,wszedzie,nic.Po nastepnych 2 godzinach moj synek sobie idzie.On byl u kolegi z przedszkola w domu,bo babcia kupila Mikolajowi komputer i tak sie zajeli ze o bozym swiecie zapomnial.Jak go zlapalam to najpierw mu dotluklam po tym chudym tylku,a potem plakalam i go calowalam ze jest caly i zdrowy.Od tej pory nie ma problemu z komunikacja,nawet jak jestem w De, a tak jak pisalam ma 27 lat daje znac jak gdzies wyjezdza,czy co u Niego slychac:)
17 stycznia 2016 19:17 / 4 osobom podoba się ten post
Ewelina1

Moje Serce ma dopiero 15 lat,ale powoli daje mi do zrozumienia,że nie daleko jabłko od jabłoni pada:)
Jest jeszcze młodziutki i kochaniutki,pomimo tego,że jest bardzo mądry i dojżały jak na swój wiek..........no ale chyba można zrozumieć,że ja to chętnie bym go przytulała i cmokała.....tylko mi nie wolno:-)
Nie wiem,kiedy z kochanego brzdąca,który płakał jak się przewrócił na rowerku,i zasmarkany z płaczu wołał mamusię......dziecko zmieniło mi się w młodego mężczyznę,który ma swoje zdanie i bardzo chce,żeby traktować go poważnie.
Nie mogę uwieżyć,że moje małę Serdeńko zamieniło się w 183 centymetrowe,mięśiste i wysportowane chłopisko.....a taki był mięciutki jak był malutki:)))
Ech....jak ten czas ucieka:(

Masz rację, że z takim młodym mężczyzną to trzeba delikatnie. To na co spojrzy z przymróżeniem oka trzydziestoletni koń u piętnastolatka nie przejdzie i wywoła aferę. Nie zapomnę jak mój młodszy zrobił mi scenę  o to, że zawołałam w sklepie "Kubuś !" Miał wówczas 20 lat i dąsał się o to na mnie przez cały dzień, a najgorszy był fakt, że stało się to w sklepie z zabawkami. Miałam przechlapane.
17 stycznia 2016 19:25 / 1 osobie podoba się ten post
Alina

Masz rację, że z takim młodym mężczyzną to trzeba delikatnie. To na co spojrzy z przymróżeniem oka trzydziestoletni koń u piętnastolatka nie przejdzie i wywoła aferę. Nie zapomnę jak mój młodszy zrobił mi scenę  o to, że zawołałam w sklepie "Kubuś !" Miał wówczas 20 lat i dąsał się o to na mnie przez cały dzień, a najgorszy był fakt, że stało się to w sklepie z zabawkami. Miałam przechlapane.

No właśnie:)
Wiesz co było dla mnie nie zrozumiałe..
Mój syn gra w piłkę,ponad połowę swojego życia....no i wiadomo,że jako mama kibicowałam,krzyczałam itp.na widowni....i jak był mały to mu się to podobało.
Teraz kiedy są mecze,to wychodząc z auta mówi,a raczej nakazuje...."Mamuś,ty siedzisz spokojnie i bez krzyków okej"-)
I niech mi ktoś powie,że normalny człek za tym nadąży
17 stycznia 2016 19:27 / 2 osobom podoba się ten post
Taką fajną opowiastkę znalazłam. Bardzo podoba mi się zamieszczony na końcu morał. 

MATKA

17 stycznia 2016 19:33 / 1 osobie podoba się ten post
Bardzo smutna ta historia,nawet jeśli nie jest prawdziwa.
17 stycznia 2016 19:51 / 6 osobom podoba się ten post
Alina

Taką fajną opowiastkę znalazłam. Bardzo podoba mi się zamieszczony na końcu morał. 

MATKA

Przyznam szczerze,że nie lubię takich naciąganych historii, obliczonych jedynie na wywołanie nie do końca szczerych wzruszeń.
Historia nie jest prawdziwa, oka się nie przeszczepia, rogówkę tak, ale nie całe oko, jest to technicznie szalenie trudne, a już na pewno było niemożliwe wiele lat temu, kiedy ten facet był dzieckiem ( być może obecnie takie przeszczepy się robi, ale nie ileś lat temu, pewnie dobre 40-50). Poza tym ten facet wiedziałby o tym, bo po każdym przeszczepie trzeba brać tabletki lub zastrzyki działające przeciwko odrzuceniu przeszczepu i to do końca życia. Nie ma opcji,żeby nie wiedział. I sam zbudował dom, sam sie wykształcił....hoho. Nawet w Ameryce ro rzadkie.
Co do morału to oczywiście się zgadzam, ale niesmak, jaki wywołuje we mnie ta ewidentnie zmyślona historia, taka mocno na siłę,żeby wydrzeć komuś lezkę z oka, niszczy wrażenie, jakie z morału się odnosi.
Sorki , ale się zdrzaźniłam.

17 stycznia 2016 19:59 / 1 osobie podoba się ten post
Kliknij sobie na "cytat" to Ci się otworzy i będziesz mogła przeczytać.
17 stycznia 2016 20:00 / 3 osobom podoba się ten post
Pożycz okulary do czytania od Twoich Sióstr:)
Ja właśnie tak zrobiłam.
17 stycznia 2016 20:05 / 2 osobom podoba się ten post
Lawenda

Przyznam szczerze,że nie lubię takich naciąganych historii, obliczonych jedynie na wywołanie nie do końca szczerych wzruszeń.
Historia nie jest prawdziwa, oka się nie przeszczepia, rogówkę tak, ale nie całe oko, jest to technicznie szalenie trudne, a już na pewno było niemożliwe wiele lat temu, kiedy ten facet był dzieckiem ( być może obecnie takie przeszczepy się robi, ale nie ileś lat temu, pewnie dobre 40-50). Poza tym ten facet wiedziałby o tym, bo po każdym przeszczepie trzeba brać tabletki lub zastrzyki działające przeciwko odrzuceniu przeszczepu i to do końca życia. Nie ma opcji,żeby nie wiedział. I sam zbudował dom, sam sie wykształcił....hoho. Nawet w Ameryce ro rzadkie.
Co do morału to oczywiście się zgadzam, ale niesmak, jaki wywołuje we mnie ta ewidentnie zmyślona historia, taka mocno na siłę,żeby wydrzeć komuś lezkę z oka, niszczy wrażenie, jakie z morału się odnosi.
Sorki , ale się zdrzaźniłam.

Hej! Lawendo! Spokojnie ! Wiesz przecież gdzie umieszcza się w literaturze morał , w bajkach. Czy jest rzeczą możliwą aby dynia zamieniła się w karocę? Nie. W każdym bądź razie nie w rzeczywistym świecie, natomiast w bajce o Kopciszku jak najbardziej. Podejdź do tego jak do bajki z morałem i wszystko będzie dobrze.
17 stycznia 2016 20:07 / 1 osobie podoba się ten post
Lawenda

Przyznam szczerze,że nie lubię takich naciąganych historii, obliczonych jedynie na wywołanie nie do końca szczerych wzruszeń.
Historia nie jest prawdziwa, oka się nie przeszczepia, rogówkę tak, ale nie całe oko, jest to technicznie szalenie trudne, a już na pewno było niemożliwe wiele lat temu, kiedy ten facet był dzieckiem ( być może obecnie takie przeszczepy się robi, ale nie ileś lat temu, pewnie dobre 40-50). Poza tym ten facet wiedziałby o tym, bo po każdym przeszczepie trzeba brać tabletki lub zastrzyki działające przeciwko odrzuceniu przeszczepu i to do końca życia. Nie ma opcji,żeby nie wiedział. I sam zbudował dom, sam sie wykształcił....hoho. Nawet w Ameryce ro rzadkie.
Co do morału to oczywiście się zgadzam, ale niesmak, jaki wywołuje we mnie ta ewidentnie zmyślona historia, taka mocno na siłę,żeby wydrzeć komuś lezkę z oka, niszczy wrażenie, jakie z morału się odnosi.
Sorki , ale się zdrzaźniłam.

Lawendo to chyba nie o to oko tutaj chodzi.........:)
Masz racje,naciągana ta historia,ale jak ktoś nie pracuje w szpitalu,i nie zna się na przeszczepach oka,to łapie ona za gardło:)
17 stycznia 2016 20:08 / 2 osobom podoba się ten post
Ewelina1

Pożycz okulary do czytania od Twoich Sióstr:)
Ja właśnie tak zrobiłam.

Ha,ha,ha.....no i niech mi ktoś powie, że Polki to nie są zdolne bestyjki.Zawsze sobie poradzą.