Pocieszające co napisałaś Alino.Bo mój młodszy jest na etapie " kontry".Ma 17 ale kurde mam nadzieję że nie będę musiała czekać do 34:-)
Starszy już dorósł.Ma 21.
Pocieszające co napisałaś Alino.Bo mój młodszy jest na etapie " kontry".Ma 17 ale kurde mam nadzieję że nie będę musiała czekać do 34:-)
Starszy już dorósł.Ma 21.
Ewelinko ile lat ma Twoj syn?Bo moj 27:)
Masz dwóch synów, jak ja. I zapewne już wiesz, że każdy z nich to oddzielny byt. Jednemu wystarczy kontakt raz na 2 tygodnie, drugi codziennie chce choćby słowem zahaczyć. I wszystko to jest w normie - bo normy i potrzeby są inne.
No to z tymi dwoma synami jest nas więcej. Masz racę Benitko. Normy i potrzeby są inne. Starszy dzwoni do mnie raz na jakiś czas, nie ma w tym regóły ale jak zadzwoni to rozmowa trwa tak mniej więcej godzinę, czasem dłużej. Młodszy dzwoni codziennie, za to rozmowy są krótkie. Kocham ich obydwóch mimo, że z jednym miałam prawie całe życie klopoty, z drugim żyło się zupełnie bezstresowo. Gdy z dnia na dzień straciłam pracę i zostałam bez środków do życia młodszy syn mnie utrzymywał. Oddawał mi całą swoją wypłatę i nigdy się nie zająknął, że mogłabym mu ją oddać. W ogóle zauważyłam, że młodszy w którymś momencie zaczął się tak trochę mną opiekować i trwa to do dziś. Cieszę się, że tak jest. Co mam powiedzieć?
Jak dziecko po raz pierwszy samo z domu wyszło - choćby na podwórko, zasadą było, że mówi gdzie i kiedy wróci. Ale to działało w drugą stronę też: jak wychodziłam bez dziecka, to mówiłam gdzie i o której wrócę. Zasady obowiązywały wszystkich jednakowo. Opierali się ? No jasne ! Ale wszyscy w moim domu są dobrzy z matematyki i wiedzą, co to aksjomat :):):)
Jak są już dorośli - też się o mnie martwią i wymagają.
Moje Serce ma dopiero 15 lat,ale powoli daje mi do zrozumienia,że nie daleko jabłko od jabłoni pada:)
Jest jeszcze młodziutki i kochaniutki,pomimo tego,że jest bardzo mądry i dojżały jak na swój wiek..........no ale chyba można zrozumieć,że ja to chętnie bym go przytulała i cmokała.....tylko mi nie wolno:-)
Nie wiem,kiedy z kochanego brzdąca,który płakał jak się przewrócił na rowerku,i zasmarkany z płaczu wołał mamusię......dziecko zmieniło mi się w młodego mężczyznę,który ma swoje zdanie i bardzo chce,żeby traktować go poważnie.
Nie mogę uwieżyć,że moje małę Serdeńko zamieniło się w 183 centymetrowe,mięśiste i wysportowane chłopisko.....a taki był mięciutki jak był malutki:)))
Ech....jak ten czas ucieka:(
Masz rację, że z takim młodym mężczyzną to trzeba delikatnie. To na co spojrzy z przymróżeniem oka trzydziestoletni koń u piętnastolatka nie przejdzie i wywoła aferę. Nie zapomnę jak mój młodszy zrobił mi scenę o to, że zawołałam w sklepie "Kubuś !" Miał wówczas 20 lat i dąsał się o to na mnie przez cały dzień, a najgorszy był fakt, że stało się to w sklepie z zabawkami. Miałam przechlapane.
Taką fajną opowiastkę znalazłam. Bardzo podoba mi się zamieszczony na końcu morał.
MATKA
Przyznam szczerze,że nie lubię takich naciąganych historii, obliczonych jedynie na wywołanie nie do końca szczerych wzruszeń.
Historia nie jest prawdziwa, oka się nie przeszczepia, rogówkę tak, ale nie całe oko, jest to technicznie szalenie trudne, a już na pewno było niemożliwe wiele lat temu, kiedy ten facet był dzieckiem ( być może obecnie takie przeszczepy się robi, ale nie ileś lat temu, pewnie dobre 40-50). Poza tym ten facet wiedziałby o tym, bo po każdym przeszczepie trzeba brać tabletki lub zastrzyki działające przeciwko odrzuceniu przeszczepu i to do końca życia. Nie ma opcji,żeby nie wiedział. I sam zbudował dom, sam sie wykształcił....hoho. Nawet w Ameryce ro rzadkie.
Co do morału to oczywiście się zgadzam, ale niesmak, jaki wywołuje we mnie ta ewidentnie zmyślona historia, taka mocno na siłę,żeby wydrzeć komuś lezkę z oka, niszczy wrażenie, jakie z morału się odnosi.
Sorki , ale się zdrzaźniłam.
Przyznam szczerze,że nie lubię takich naciąganych historii, obliczonych jedynie na wywołanie nie do końca szczerych wzruszeń.
Historia nie jest prawdziwa, oka się nie przeszczepia, rogówkę tak, ale nie całe oko, jest to technicznie szalenie trudne, a już na pewno było niemożliwe wiele lat temu, kiedy ten facet był dzieckiem ( być może obecnie takie przeszczepy się robi, ale nie ileś lat temu, pewnie dobre 40-50). Poza tym ten facet wiedziałby o tym, bo po każdym przeszczepie trzeba brać tabletki lub zastrzyki działające przeciwko odrzuceniu przeszczepu i to do końca życia. Nie ma opcji,żeby nie wiedział. I sam zbudował dom, sam sie wykształcił....hoho. Nawet w Ameryce ro rzadkie.
Co do morału to oczywiście się zgadzam, ale niesmak, jaki wywołuje we mnie ta ewidentnie zmyślona historia, taka mocno na siłę,żeby wydrzeć komuś lezkę z oka, niszczy wrażenie, jakie z morału się odnosi.
Sorki , ale się zdrzaźniłam.
Pożycz okulary do czytania od Twoich Sióstr:)
Ja właśnie tak zrobiłam.