W piątek kiedy były urodziny mojej Pdp. przyjechała jej córka i wtedy ją poznałam. Po popołudniu usiadłyśmy sobie w jednym z pokoi aby sobie porozmawiać. Ona mi powiedziała,że przed moim przyjazdem tutaj ten ogromny dom umarł. Nic się tu nie działo, Pdp, całymi dniami czytała ,spała, izolowała się od ludzi, syn rolnik- cały dzień u " byków", jedli tylko chleb, bo nie miał kto ugotować, Pani po przyjściu ze szpitala po lekkiem udarze, popadła w jakąś depresję, nic jej się nie chciało, wszędzie brakowalo " ręki kobiety". Córka mieszka 300km , też pracuje ma 3 dzieci i nie była w stanie przyjeżdżać też tutaj co tydzień.
Powiedziała mi bardzo dziękując,że kiedy teraz jest tu polska opiekunka, ten dom ożył, Pdp. jest inna, codziennie telefonuje, zaczęły przychodzić jej przyjaciółki, sąsiadki, jeździ ze mną na gimanstykę 2 razy w tygodniu, na zakupy, jeżdzimy sobie na różne wycieczki nad jeziorka, a to zwiedzić jakiś zameczek, kościół. Pdp, jest uśmiechnięta, rozmowna, szczęśliwsza. Ciepły codziennie obiad, ciasto, serwetki, świeże kwiaty na stole, nastała inna rzeczywistość:)
