30 października 2016 18:56 / 11 osobom podoba się ten post
Moja pdp jest w szpitalu. We wtorek byłyśmy u dentysty i już wieczorem była jakaś niemrawa. Nie chciała nic jeść tylko piła. Poszła wcześniej spać skarżąc się, że jest jej zimno. Nie przejęłam się tym specjalnie bo ze względu na oszczędności w domu jest chłodno i mi też czasem jest zimno. Rano natomiast normalnie ją telepało. Zmierzyłam gorączkę dowiadując się przy okazji, że jestem głupia bo ona nigdy nie ma podwyższonej temperatury, a tu zonk, termometr pokazał prawie 39 stopni. Nawet się babci nie pytałam tylko od razu zadzwoniłam do lekarza i umówiłam wizytę. Babcia, że nie bo w środy to on ma po południu godziny przyjęć i nie przyjedzie. Gdy powiedziałam o co chodzi to pan doktor stwierdził, że będzie przejeżdżać koło nas pomiędzy 13 a 14 i wstąpi po drodze, a do tego czasu mam podać paracetamol. Pobiegłam do apteki, babcia paracetamol łyknęła, gorączka spadła, lekarz przyjechał, zbadał i stwierdził zapalenie płuc. Poprosiłam o skierowanie do szpitala ale babcia w zaparte, że do szpitala nie pojedzie. Chce umierać w domu. W domu to może i ona kiedyś umrze ale ja wcześniej zejdę z nerwów. Noc była koszmarna. Babcia telepiąca się, nie mogąca odkrztusić flegmy, w dodatku z rozwolnieniem. Rano zadzwoniła do córki błagając aby wzięła taksówkę i natychmiast przyjechała. Córka jak tylko zobaczyła w jakim stanie jest matka zadzwoniła od razu po karetkę i babcia pojechała do szpitala. Niepotrzebnie całą noc się obydwie męczyłyśmy. Zrobiono jej badania i co się okazało, żadne zapalenie płuc tylko niewydolność nerek. Coś mi się wydaje, że to początek końca. Mam nadzieję, że w szpitalu postawią ją na nogi bo nie wyobrażam sobie dźwigania jej. Jest dla mnie za ciężka i przede wszystkim ona wie lepiej co ja mam robić. Nic nie pomoże. Do tej pory boli mnie krzyż. No cóż, jestem słaba fizycznie i nic na to nie poradzę. A coś mi kurczę mówiło, żebym już tutaj nie wracała, że dosyć. Nie posłuchałam instynktu i mam za swoje.