No oni tak maja. Marudza,narzekaja, wszystko lepiej i smaczniej gotowali, oraz ech i ach. A to wszystko chyba dlatego,ze juz w kuchni nic nie moga zrobic i sie dowartosciowuja w taki sposob. Ja mialam takiego dziadka co to jemu nie szlo dogodzic smazac mu steka. A to za suchy, a to za wilgotny, a to to lub sramto. Kiedys wiec wzielam i wyszlam z siebie. Zawleklam go na wozku do kuchenki i powiedzialam : prosze, smaz sobie sam tak jak lubisz. Wzial miecho na patelnie i spalil prawie na wegiel. Zdziwiony wielce pyta : Anna, a ten co ty smazylas to gdzie jest? U mnie w zoladku, odpowiedzialam. Przeciez Tobie wydawal sie za suchy chociaz nawet nie sprobowales, wiec zjadlam. Od tamtej pory wszystko mu smakowalo, chwalil, prosil o dokladki i nigdy przenigdy slowa nie pisnal, ze cos nie smakuje. Nawet gdy zasolilam perfidnie zupe ;)))
