Czytam o tych knedlach, no i w końcu z ciekawości zrobię, bo są. Google mi przetłumaczył pierogi jako knedle i to właśnie dziadek kupił. Pisze na nich, że najpierw namoczyć (każdy w folii), potem gotować. Ale cebulkę do nich zrobię, bo może wzbogaci smak... Córki zostawiły ten dzisiejszy świąteczny gulasz, to może z tymi knedlami jutro podam? Resztę zamrożę w porcjach, bo nie mam zamiaru jeść tego przez tydzień. Te puddingi też zostawiły. Czekoladowy dobry, ale pracowałam w dobrym hotelu tutaj, i kucharz robił ten waniliowy taki, że oprzeć mu się nie można było... Nie ma porównania, po prostu rewelacja! Ale jak garnki się myło (pracowałam na zmywaku), to laski wanilii tam były. I nie wiem, co jeszcze, ale miał w sobie coś pociągającego. I krem, i kucharz, jak na szefa "cukierków" nietypowy, z czteropakiem na brzuchu, wysoki i sympatyczny na dodatek... I to chyba jedyne, czego z hotelu żałuję, tego kremu...
