Na forum zetknęłam się z tym- pisały o tym dziewczyny, ale bez szczegółów. Oczywiste jest dla mnie, że niezależnie od poglądów trzeba się stosować do woli chorego potwierdzonego takimi papierami. Tak się składa, że jest to zgodne z tym, co myślę. Rozmawiałam ostatnio często z dwiema koleżankami- jednej teść umiera, drugiej mama jest ciężkim stanie. Te dwie chore osoby zupełnie inaczej podchodzą do swego stanu. Chory na raka chirurg, wg. lekarzy nie wiadomo jakim cudem jeszcze chodzi, myśli o przyszłości. Swój stan jakby omija, choć jego zawód powinien to uniemożliwiać. Chce coś robić, i robi. Rodzina mu to umożliwia. Mama drugiej koleżanki obiektywnie jest w lepszym stanie, ale nic jej się nie chce. Chciała popełnić samobójstwo. Jest na lekach antydepresyjnych. Na razie jest w miarę ok. I tak ostatnio zaczęłam się zastanawiać, gdzie jest granica. W dalszej rodzinie był przypadek kobiety, która 6 lat leżała poskręcana w łóżku, bez świadomości, kontaktu z nią. I myślałam sobie, że ja tak bym nie chciała- mówię o sobie. Spierałam się z moją mamą kilka lat temu w czasie głośnej sprawy, kiedy pozwolono umrzeć młodej jeszcze kobiecie, która ileś lat już leżała bez świadomości. Mówiłam wtedy głośno, że nie podoba mi się takie uporczywe podtrzymywanie życia. Ale to rodzina i lekarze decydują, nie chory.