Niedawno wróciłyśmy z koleżanką z wojaży. Już nie Irenka, bo przestała być opiekaczką ( była już po 70-tce), ale Jola. Ona jeszcze trochę popracuje

.Wyruszyłyśmy rowerami, bo niebo się przejaśniło .Było cieplusienko, leciutki wiaterek mierzwił nam fryzury pod kaskami

. Jola zakupowa. Skoczyłyśmy tu i tam, poza tym w tej miejscowości pracowała już jak moi pedepcie się tu przenieśli, to i zajrzała w kąt każdy. Zna każdą kafejkę, leśną dróżkę i mnóstwo ciemnych zaułków. Ba! Nawet pól z uprawą Hanfu widziala więcej ode mnie. Przewodniczka wytrawna a i kobitka do rzeczy. Urodzona kokietka, a na Sylwestra śmiałyśmy się z Irenką z niej, że z kwitnącym amarylisem pozuje do zdjęć jak aniołek Victoria Secret, albo co najmniej rasowa córa Koryntu

Wyprzedaży mnówstwo. Jola , jako, że busami jeździ, to ogołociła Lidl z żelków i słodyczy dla wnucząt, a potem pognalyśmy popatrzeć na ciuszki. Cały butik C end A był nasz, ponadto Zara , Zebra i diabli wiedzą co jeszcze, bo to bylo ogromne centrum handlowe. Upolowawszy T-shirty, jakieś koszule lniane, skarpetki - więcej rzeczy nie pamiętam- po obiedzie w Manorze , wyruszyłysmy po Triumphach i HunkenMullerach, aby kupić sobie bikini, opalacz- co tam komu pasowało, a wyprzedaże ruszyły z kopyta...

No i część zaskórniaków poszła ...ale łup godny. Niestety, a może stety -w gałganki na plażę ubierać się nie mogę, bo choć dół rozmiar 36, to góra DD 75 się w dwie chusteczki do nosa nie zmiesci

Koniec tego chwalenia

Dalej już tak wesoło nie było , bo w drodze powrotnej zaczeło padać. Wprawdzie już prawie na ostatniej prostej, ale zmokłysmy dostatecznie.
A babka chciała nam uzyczyć swoje lekko rozklekotane kabrio, bo Jola chcąc poczuć siłę pędu wiatru letniego- naszą zakupową Bmcią jechac nie chciała. Nosz - w kabrio by poczuła, ale nie, bo po jezdzie w kabrio bolą ją zatoki. Na rowerze oczywiscie nie. No i bądź tu czlowieku mądry i pisz wiersze. W każdym razie jak kuleżance dooopka zmokła to zmieniła zdanie. Za późno. Stało się, ale po nadmiarze wrażen będzie lepiej spała.