Jak minął dzień 10

11 grudnia 2020 19:37 / 4 osobom podoba się ten post
Ja wiem, mam dziś dzień totalnych po skarży jęk ale kto zrozumie jak nie wy ( nawet jeżeli pod wpływem stresu, chwili napisane). Wpadła córka którą w ciągu 5 tygodni raz widziałam, gdybym jakimś przeczucie nie zeszła na doł to bym nawet nie wiedziała że była. Zera rozmowy że mną ( co jak itp) wpadła wypadła i już, szybciej niż struś pędziwiatr (możliwe toto?). A ja  chciałam coś na temat damy powiedzieć ale nie zdążyłam. Tak troska. Ona nawet na wstępie nr tel w razie w nie dała. Ja wiem że są ludzie i ludziska.  Nie przejmować się bo nie mój pies nie moje pchły. Ale gdzieś mam zaKODowany ten ludzki odruch. A tu wypad i po sprawie. Nawet nie wiedzá jaki jest stanąć matki. Ach wyżaliła m się chociaż a połowie
11 grudnia 2020 19:45 / 3 osobom podoba się ten post
Wreszcie minął.Od rana zapindal a potem jak wielbłąd wracałam z Edekii z zakupami-plecak i wielki kosz zakupowy.Tak jest,jak zakupy robi się praktycznie raz w tygodniu.Myslalam, że płuca wypluję.Potem sortowanie,przekładanie,a wszystko pod czujnym okiem seniora.Dobrze, że miałam już gotowy obiad,to zdążyłam wypić jeszcze na spokojnie kawę przed obiadem.Zaznaczylam dobitnie,że zaczynam przerwę i padłam do łóżka.A po południu,normalka,kawa,deser,w międzyczasie dokładanie do pieca kaflowego.Potem spokój,bo były skoki,a pdp to były sportowiec i zapalony widz.Nawet zaczęłam rozumieć kilka pojęć ? narciarskich.Kolacja przy Wiadomościach,coronaLockdown,maske usw.Glowa mnie rozbolała od nadmiaru wiadomości.Wreszcie koniec, leżę plaskato na łóżku i czekam na program na Bayern 1 ,Sternestunden ✨?.
11 grudnia 2020 20:25 / 5 osobom podoba się ten post
pulpecja86

Ja wiem, mam dziś dzień totalnych po skarży jęk ale kto zrozumie jak nie wy ( nawet jeżeli pod wpływem stresu, chwili napisane). Wpadła córka którą w ciągu 5 tygodni raz widziałam, gdybym jakimś przeczucie nie zeszła na doł to bym nawet nie wiedziała że była. Zera rozmowy że mną ( co jak itp) wpadła wypadła i już, szybciej niż struś pędziwiatr (możliwe toto?). A ja  chciałam coś na temat damy powiedzieć ale nie zdążyłam. Tak troska. Ona nawet na wstępie nr tel w razie w nie dała. Ja wiem że są ludzie i ludziska.  Nie przejmować się bo nie mój pies nie moje pchły. Ale gdzieś mam zaKODowany ten ludzki odruch. A tu wypad i po sprawie. Nawet nie wiedzá jaki jest stanąć matki. Ach wyżaliła m się chociaż a połowie

Pulpecja, czasem to lepiej jak się nie wtrącają. Powiedziałabyś co Mutti dolega, a ona i tak ma to w głębokim poważaniu, szkoda prądu. Tutaj niestety synalek znów zawitał, pojęcia o niczym nie ma a się mądruje po mnie powtarzając. Seniora tylko wkurza, bo mu w biurku skarbów szuka, przegląda kąty, zagląda mi do garnków czego okropnie nie lubię, ale schodzę z drogi bo to nie mój dom. No nie wiem co gorsze, w każdym razie musimy wszystko zaakceptować, czy nam się to podoba czy nie, taka robota. Trzymaj fason Pulpecja jako i ja trzymam
11 grudnia 2020 20:50 / 4 osobom podoba się ten post
Evvex

Pulpecja, czasem to lepiej jak się nie wtrącają. Powiedziałabyś co Mutti dolega, a ona i tak ma to w głębokim poważaniu, szkoda prądu. Tutaj niestety synalek znów zawitał, pojęcia o niczym nie ma a się mądruje po mnie powtarzając. Seniora tylko wkurza, bo mu w biurku skarbów szuka, przegląda kąty, zagląda mi do garnków czego okropnie nie lubię, ale schodzę z drogi bo to nie mój dom. No nie wiem co gorsze, w każdym razie musimy wszystko zaakceptować, czy nam się to podoba czy nie, taka robota. Trzymaj fason Pulpecja jako i ja trzymam:aniolki:

Evvexa, lubię twoje podejście. Ale nie umiem.
Nie nadaje się na opiekunkę,  wiem to i na różne sytuacje reaguje spontanicznie , na miłość miłością, na nietakt nietaktem , albo wycofaniem . Cóż.  Rakiem jestem i tak już mam. ?
Pisz pisz , lubimy czytać ?
11 grudnia 2020 20:53 / 4 osobom podoba się ten post
I koniec dnia, nadejszła ulubiona pora 
Dzień minął spokojnie i nawet popołudnie specjalnie się nie ciągnęło. Ze spaceru na pauzie wygonił mnie deszcz, to zdążyłam jeszcze trochę potelefonić. Nawet zaczęłam się też powoli pakować. Ubrania których w przyszłym tygodniu na pewno już nie założę, zapakowane do walizki. 
Wyjeżdżam o 18 w poniedziałek, a zmienniczka przyjeżdża dopiero we wtorek ,pewnie pod wieczór. Na noc przyjeżdża syn i zostanie do 14 następnego dnia, kiedy to niania przejmie dyżur i poczeka na B.
Trochę to nietypowe, w niedzielę będę chciała już być spakowana i wszystko ogarnąć, bo przed wyjazdem gotowanie na dwa dni. Kiedy syn zaczął mnie pytać co mama je ,to sama zaproponowałam ,że  wszystko przygotuję. Wolę tak, niż tłumaczyć. Będzie więc przekazanie szteli synowi 
A w tę niedzielę ,po obiedzie,  czeka nas jeszcze wyjazd do syna pedepci. Nawet się cieszę bo czas szybko zleci. Nie przepadam za niedzielami tutaj, szczególnie od  czasu ,kiedy wszystko pozamykane, a babcia nawet na krótki   spacer nie wychodzi. 
Spokojnego wieczoru Wam życzę 
 
 
11 grudnia 2020 21:16 / 4 osobom podoba się ten post
Nie zazdroszczę dziewczynom takich miejscówek. Fakt, to nie jest nasz dom,. musimy zaakceptować czasami jakieś dziwactwa. Z reguły nikt się nie przyczepiał, czy to do porządków,  czy jakiejś organizacji pracy w kuchni itd itd. Od reguły miałem nieliczne wyjątki, ale przetrawiłem to. Dziś jestem tu, gdzie jestem. Równie dobrze mógłbym być we wrednym miejscu, u wrednego pdp, czy jego rodziny. Na szczęście omijają mnie ostatnio jakieś większe stresy. Pdp jest osobą chorą,, zarówną fizycznie, jak i psychicznie. Nie przeszkadza mi częste powtarzanie i opowiadanie tych samych rzeczy, całego swojego życiorysu... Przytakuję mu, mówię genau, ja, wirklich... Nie przeszkadza mi to, że raz chce zu, raz auf, że gdy zjedzie windą patrzy się na schody, czy u góry jest zgaszone, ale za chwilę z salonu jedzie powtórnie sprawdzić. Jestem cierpliwy, z reguły. Bo też zawsze ktoś mnie może z równowagi wyprowadzić. Ale staram się nie dawać sprowokować. Nasza praca tutaj to blaski i cienie, jak w życiu bywa.
Kończy się dzień, kolejny. 
Aha, wczoraj zrobiłem śledzie w zalewie olejowej. Pierwszy raz, oprócz cebuli, czosnku, liścia i ziela, dodałem musztardy do zalewy. Ciekawe, jakie w smaku te matjaski będą. Z dwóch opakowań matjasów z Rewe
11 grudnia 2020 21:30 / 2 osobom podoba się ten post
Luke, no Ty to w ogóle jesteś super Opiekunek . Jak Ty swoje anielskie skrzydła pod kurtką mieścisz?
Jeszcze nie słyszałam żebyś się skarżył czy narzekał. Chociaż ja też do tych zadowolonych raczej należę. 
Współczuję dziewczynom, podobnie jak Ty, które mają trudnych podopiecznych czy niezbyt przyjazne ich rodziny. 
Ale najbardziej współczuję tutaj opiekunce Kamaa. Żal mi dziewczyny. Kiedy czytałam Jej wpis, to aż czułam Jej niechęć do tego co robi, złość, to,jak bardzo tej pracy nie lubi.   Na pewno jest jakiś powód, że akurat tym się zajmuje, ale ja nie dałabym tak rady. Na pewno szukałabym  innego zajęcia, choćby i fizycznej pracy gdzieś tam. 
11 grudnia 2020 21:56 / 2 osobom podoba się ten post
Zaraz  chwileczkę czy tylko my z Wolfem siedzimy tutaj na kwarantannie???  bo jakoś nie widzę nikogo ?
Przyjeżdżają,  wyjeżdżają i cisza ??  Wtf ?
Nie skarze się, bo lubię. Ale czy to jest jakaś niestałość? 
Dwa )  Słyszeliście o tym ze za parę dni znow ma być lockdown? Czy to ja nie zrozumiałam niemieckiego ?
11 grudnia 2020 22:04 / 4 osobom podoba się ten post
Gusia29

Luke, no Ty to w ogóle jesteś super Opiekunek :-). Jak Ty swoje anielskie skrzydła pod kurtką mieścisz?:lol1:
Jeszcze nie słyszałam żebyś się skarżył czy narzekał. Chociaż ja też do tych zadowolonych raczej należę. 
Współczuję dziewczynom, podobnie jak Ty, które mają trudnych podopiecznych czy niezbyt przyjazne ich rodziny. 
Ale najbardziej współczuję tutaj opiekunce Kamaa. Żal mi dziewczyny. Kiedy czytałam Jej wpis, to aż czułam Jej niechęć do tego co robi, złość, to,jak bardzo tej pracy nie lubi.   Na pewno jest jakiś powód, że akurat tym się zajmuje, ale ja nie dałabym tak rady. Na pewno szukałabym  innego zajęcia, choćby i fizycznej pracy gdzieś tam. 

Inaczej . Jestem znużona, znudzona, ospała ,apatyczna ,przymulona i wypompowana, może też i wypalona oraz sfatygowana przez takie zajęcie , ni to praca ni to co.  Byle co.
Jedyne co to donejty do życia. 
Wkur@%a we mnie nie ma . Jeszcze ?.  Gdyby byl dawno bym jeb@%a drzwiami .
 
 
11 grudnia 2020 22:12 / 2 osobom podoba się ten post
Kamaa84

Inaczej . Jestem znużona, znudzona, ospała ,apatyczna ,przymulona i wypompowana, może też i wypalona oraz sfatygowana przez takie zajęcie , ni to praca ni to co.  Byle co.
Jedyne co to donejty do życia. 
Wkur@%a we mnie nie ma . Jeszcze ?.  Gdyby byl dawno bym jeb@%a drzwiami .
 
 

Lajkuję, bo bardzo mi się podoba to, jak krótko a treściwie ujęłaś stan swojego  ducha 
Ale i tak współczuję, że taką gownianą robotą-nierobotą się zajmujesz .
Lepiej niech Wolfgang się pilnuje, żebyś wqrwa nie dostała 
11 grudnia 2020 22:30 / 2 osobom podoba się ten post
Kamaa84

Evvexa, lubię twoje podejście. Ale nie umiem.
Nie nadaje się na opiekunkę,  wiem to i na różne sytuacje reaguje spontanicznie , na miłość miłością, na nietakt nietaktem , albo wycofaniem . Cóż.  Rakiem jestem i tak już mam. ?
Pisz pisz , lubimy czytać ?

Kama dzięki  Myślę że cię rozumiem, ja swego czasu wypaliłam się w swoim zawodzie i nie było siły żebym tak dalej ciągnęła, przekwalifikowałam się i jestem tutaj. Bywa że siebie nie lubię i nie za to że jestem spolegliwa, ale za to że drobiazgi potrafią mnie wyprowadzić z równowagi, a cięższy kaliber znoszę nad wyraz dobrze. Taki kurna trochę ''syndrom sztokholmski'' nabyłam w tej robocie  ale wracając do domu wsiadam do busa i spływa po mnie wszystko jak woda po kaczce. Taką reakcję wyrobiłam sobie przez te lata pracy i przez różnorodność z jaką się spotykamy, charakterów ludzkich, miejsc i okoliczności, jednostek chorobowych itp. Nie zawsze tak było, ale teraz jest mi łatwiej. Do emerytury tylko 2 lata muszę jeszcze dość intensywnie pracować, a potem mogę i to mnie bardzo cieszy. Kto wie może z kolejnym wyjazdem mnie też dopadnie zwątpienie, jesteśmy tylko ludźmi ale jedno jest pewne nic na siłę, życie jest za krótkie żeby się umartwiać i nie ma sytuacji bez wyjścia. Na pewno znajdziesz w sobie siłę i sposób i tego ci życzę 
11 grudnia 2020 22:37 / 2 osobom podoba się ten post
Luke

Nie zazdroszczę dziewczynom takich miejscówek. Fakt, to nie jest nasz dom,. musimy zaakceptować czasami jakieś dziwactwa. Z reguły nikt się nie przyczepiał, czy to do porządków,  czy jakiejś organizacji pracy w kuchni itd itd. Od reguły miałem nieliczne wyjątki, ale przetrawiłem to. Dziś jestem tu, gdzie jestem. Równie dobrze mógłbym być we wrednym miejscu, u wrednego pdp, czy jego rodziny. Na szczęście omijają mnie ostatnio jakieś większe stresy. Pdp jest osobą chorą,, zarówną fizycznie, jak i psychicznie. Nie przeszkadza mi częste powtarzanie i opowiadanie tych samych rzeczy, całego swojego życiorysu... Przytakuję mu, mówię genau, ja, wirklich... Nie przeszkadza mi to, że raz chce zu, raz auf, że gdy zjedzie windą patrzy się na schody, czy u góry jest zgaszone, ale za chwilę z salonu jedzie powtórnie sprawdzić. Jestem cierpliwy, z reguły. Bo też zawsze ktoś mnie może z równowagi wyprowadzić. Ale staram się nie dawać sprowokować. Nasza praca tutaj to blaski i cienie, jak w życiu bywa.
Kończy się dzień, kolejny. 
Aha, wczoraj zrobiłem śledzie w zalewie olejowej. Pierwszy raz, oprócz cebuli, czosnku, liścia i ziela, dodałem musztardy do zalewy. Ciekawe, jakie w smaku te matjaski będą. Z dwóch opakowań matjasów z Rewe

Luke , ja robię takie matiasy własnie z musztardą ale robie dwa rodzaje , jak w Polsce to z kremem gorczycowym / producent PSS Kielce - ten od majonezu / a drugie z miodową z kamisa . W Niemczech biorę zwykła łagodną a druga porcję robię z dodatkiem tej słodkiej do weisse wurst . Zapewniam cię , że jeszcze miseczkę bedziesz lizał :) 
11 grudnia 2020 23:48 / 2 osobom podoba się ten post
pulpecja86

Ja wiem, mam dziś dzień totalnych po skarży jęk ale kto zrozumie jak nie wy ( nawet jeżeli pod wpływem stresu, chwili napisane). Wpadła córka którą w ciągu 5 tygodni raz widziałam, gdybym jakimś przeczucie nie zeszła na doł to bym nawet nie wiedziała że była. Zera rozmowy że mną ( co jak itp) wpadła wypadła i już, szybciej niż struś pędziwiatr (możliwe toto?). A ja  chciałam coś na temat damy powiedzieć ale nie zdążyłam. Tak troska. Ona nawet na wstępie nr tel w razie w nie dała. Ja wiem że są ludzie i ludziska.  Nie przejmować się bo nie mój pies nie moje pchły. Ale gdzieś mam zaKODowany ten ludzki odruch. A tu wypad i po sprawie. Nawet nie wiedzá jaki jest stanąć matki. Ach wyżaliła m się chociaż a połowie

Nie tylko niemieckie rodziny reagują obojętnością , czy zniechęceniem w stosunku do rodziców. W Polsce pracowałam na oddziale neurologiczno- udarowym . Przeprowadzając również krewnych pacjenta przez proces leczenia, obserwowałam nie raz takie zachowania. Łącznie ze strachem , czy buntem, gdyż rodzina obawiała się opieki nad pacjentem już po powrocie do domu.
Może córkę twojej pdp też ogarnęła taka niechęć . Pewnie ma jeszcze mnóstwo swoich spraw, kłopotów.
Mnie tam odpowiada , jeśli się rodzinka się nie wtrąca , tym bardziej , że chłodne relacje między dziećmi a rodzicami to często ich sprawy familijne. Jeśli z tym się nie wiąże totalne lekceważenie i doprowadzanie do tego, że trzeba np. oszczędzać  na jedzeniu, to mogę pracować.
12 grudnia 2020 13:05 / 2 osobom podoba się ten post
Jeszcze nie minęła, ale ja już jestem fix und fertig. Od rana zapindal, pranie, sprzątanie obiad... No i przypomniały się seniorowi ciasteczka do pieczenia. Myślę sobie, Oki, czas zleci, a ja wreszcie coś się na umiem. A to wyglądało tak, że ja byłam niby pomocnikiem, ale latałam cały czas na trasie stół - piekarnik und zuruck. Senior siedział i dyrygował, niech mu będzie. Upiekłam 60 ciasteczek, dla nas starczy. Z resztek ciasta upiekłam dwie gwiazdeczki i Mikołaja. Tyle mojego, bo choinki żadnej nie będzie. 
12 grudnia 2020 13:30 / 2 osobom podoba się ten post
Maluda, nie Ty jedna zabiegana. U mnie zapowiadała się spokojna sobota, a tu siedzimy sobie z babcią przy śniadaniu i nagle ding-dong do drzwi. Kogo niesie tak z rana, jednocześnie z pedepcią zastanowiłyśmy głośno? Patrzę, a u drzwi naszych pani sprzątaczka. Przyszła okna myć, bo ma dzisiaj czas. No ok,ale mogła zadzwonić. Babcia nerwna się od razu zrobiła, ja też, ale nie pokazuję i mila jestem, bo przecież to nie u mnie w domu ,a na robotach. Plany trzeba bylo zmienić, szczególnie te obiadowe, co to już w głowie poukładane miałam. Plusem zamieszania było  to,że  prasowanko odwaliłam, jeszcze pranie,więc dwa razy do pralni trzeba było latać . Babcia spryciula, kiedy się zorientowała że nikt jej nie pilnuje, to się zawinęła do dużego wohnzimnera, na kołczu skórzanym kocyk rozłożyła ,drugim przykryła i w kimono. Jak już okna na parterze lśniły i pani pucująca sobie o 11 poszła ,to ja musiałam się z obiadem improwizowanym uwijać. Pedepcię zostawiłam śpiącą żeby mi co chwila nie przypominała że już za 25,a to za 15 minut musimy jeść. Uff,z cztero minutowym opóźnieniem zasiadłyśmy przy stole. Wyszło  zaskakująco smacznie, nawet niewiele na zmarnowanie zostało 
Chyba się przejdę i przy okazji zakupy zrobię, żeby później już nie wychodzić. Mam nadzieję, że reszta dnia żadnych niespodzianek nie przyniesie. 
Przyjemnego popoludnia