Godzina pauzy mija, a ja siedzę na tyłku. Leje i wychodzić się nie chce. Chyba się jednak zbiorę i pojadę do Mőnschengladbach. W centrum rajzowym bilet sobie kupię na poniedziałek. Tylko tak mogę kupić jeden na bus i cug. Nie będę musiała z walizką po automatach latać. Może zahaczę o jakiś sklep, albo i nie. Jeśli musiałabym stać w kolejce do wejścia, to na pewno nie.
W niedzielę po południu syn pedepci zabrał nas do siebie. W tę i z powrotem to 2 godziny w aucie, 2 godziny u nich i niedziela, ciągnąca się zazwyczaj, szybko minęła. Syn nową kuchnią chciał się pochwalić.bo remont robili i wszystko nowe. Łącznie z piękną,bambusową podłogą. Podłoga piękna, ale nie zazdroszczę. Powodzenia w utrzymaniu tego piękna. Chyba że nie chlapią, nie gotują i nic im na nią nie spada

. Zazdroszczę wielu szafek i szuflad, gdzie wszystko można zmieścić. I dużego, okrąglego stołu a przy nim wygodnych krzeseł.No ale jak się ma 20m2 kuchni,to można zaszaleć. Przy okazji zapytałam syna pedepci, jak się zapatruje na zmiany opiekunek co 6 tygodni. Jest za. On zostanie z mamą od poniedziałku, od ok 17:30 do wtorku do południa, aż niania go zmieni. Już jest tym przerażony, jak wytrzyma nerwowo, jak sam mówi, po godzinie rozmowy z nią, jest już fix und fertig

Sam jednak zaproponował, że mogę lecieć 21 a nie 23. Zmienniczka przyjeżdża we wtorek, 22 grudnia, a wtedy ja nie mam samolotu.
Tak więc tylko 6 tygodni w domu i wracam na początku lutego.
Przyjemnego, spokojnego popołudnia
