Na wyjeździe #3

26 października 2013 16:49 / 4 osobom podoba się ten post
Ja nie wiem czy to w poskarżyjkach czy Pośmiewajkach czy jeszcze gdzies? No więc pojechałam sobie na rowerku...pogoda cudna choc wiatr jak dla mnie za duży i ciągle mnie znosiło na lewą strone ale pokonałam opór :) A po drodze postanowiłam wstąpic do kiosku i tutki do maszynki kupic...troche tabaczki tez bo niedziela a ja lubie miec zapasy. No wiec postawiłam rower, zakluczyąłm i siobie poszłam. Wracam...a przed moim rowerem stoi facet (też z rowerem. Ja oglądając go sobie (faceta) zaczynam klepac sie po kieszeniach spodni i szyukam kluczy. Kurde! Nie mam...I zaczynam gadac w złości do siebie w dodatku po niemiecku. A facet sie śmieje i mówi do mnie że klucze sa przy blokadzie i on czeka i pilnuje. Podziekowałam z uśmiechem nr 102 a facet nadal gada. Że on ma łancuch z 1960 i wyciąga grubachny łancuch z wielka kłódką. No to ja w strachu powiedziałam ze przepraszam ale nie rozumiem po niemiecku i...zwiałam...I tak sobie teraz myśle czy on czasem nie czekał na napiwek za to pilnowanie? I tak mu bym go nie dała bo bankomat mi dzis nie chcial kasy wypłacic. Trzy razy próbowałam i nic...w koncu cos mnie tknęło i uważnie sie przyglądnełam karcie. No tak...ważna do wrzesnia tego roku! Na szczescie mam drugą :)do drugiego konta ale...na nim nic nie ma wiec na tutkach sie skonczyło :)) Może i dobrze?
26 października 2013 17:08
No i widzisz, Asik, Twoja szklanka też do połowy pełna - kasa zaoszczędzona, a tak jeszcze byś jakichś głupot narobiła.
Mycha, mam to samo. Na ochotnika zgłosilam się na zbiór winogron, bo zawsze o tym marzyłam. Było fajniej, niż myślałam - i jeszcze mi za to zapłacili! Ja takie widoki mam dookoła i pasę oczy - póki jesieni.

Ps. Apfeltaschen po nalocie rodzinki jeszcze stoi i pachnie. Ktoś chętny? Każde ciasteczko macane brudnymi łapkami Omy - to w promocji, za friko.
26 października 2013 17:12 / 3 osobom podoba się ten post
Benita

No i widzisz, Asik, Twoja szklanka też do połowy pełna - kasa zaoszczędzona, a tak jeszcze byś jakichś głupot narobiła.
Mycha, mam to samo. Na ochotnika zgłosilam się na zbiór winogron, bo zawsze o tym marzyłam. Było fajniej, niż myślałam - i jeszcze mi za to zapłacili! Ja takie widoki mam dookoła i pasę oczy - póki jesieni.

Ps. Apfeltaschen po nalocie rodzinki jeszcze stoi i pachnie. Ktoś chętny? Każde ciasteczko macane brudnymi łapkami Omy - to w promocji, za friko.

Oj Benita,dowaliłaś z tym ciastem hehehe Ale to zupełnie jak u mnie.Moja babcia nigdy nie mogła się zdecydowć ,które cistko wziąć więc macała wszystkie zanim jedno wybrała.To było podczas kawy popołudniowej.Oczywiście ja już traciłam apety na słodycze i piłam tylko kawę.Pózniej się wycwaniłam i jak otwierałam świeże pudełko z ciastkami to od razu odkładałam sobie na talerzyk swoją porcję,ale tego co już babcia macała nie jadłam.W sumie jest w domu z 10 róznych pudełek ledwie tkniętych,których ja nie ruszę za nic na świecie :)
26 października 2013 17:15 / 4 osobom podoba się ten post
ivanilia40

Oj Benita,dowaliłaś z tym ciastem hehehe Ale to zupełnie jak u mnie.Moja babcia nigdy nie mogła się zdecydowć ,które cistko wziąć więc macała wszystkie zanim jedno wybrała.To było podczas kawy popołudniowej.Oczywiście ja już traciłam apety na słodycze i piłam tylko kawę.Pózniej się wycwaniłam i jak otwierałam świeże pudełko z ciastkami to od razu odkładałam sobie na talerzyk swoją porcję,ale tego co już babcia macała nie jadłam.W sumie jest w domu z 10 róznych pudełek ledwie tkniętych,których ja nie ruszę za nic na świecie :)

Bo babcia cwana jest i zapobiegawcza. Wie że te które macała nie trafią do Twoich usteczek ;-)))  Maca więc szybko co sie da - hahaha !!!  
26 października 2013 17:20 / 6 osobom podoba się ten post
No to Iwanilia mnie rozumiesz. Ja tu się ciągle uczę sprytu. Przed dobiadem zabieram Opę do WC, a wtedy Oma szybciutko do kuchni i "próbuje" z garów. Jedną łyżką, rzecz jasna. Już jem co immego, to ostatnio i moje spróbowała. Od razu głodna być przestałam. Suróweczkę zawsze zostawiam już w małej miseczce na stole - coby z salaterki nie jadła. Na talerze nie mogę wcześniej nałożyć, bo nie wiem nigdy, czy Opa zajmie mi 5 czy 30 min.
Czuję się jak Harcerz, który coraz to nowe sprawności zdobywa.
26 października 2013 17:21 / 2 osobom podoba się ten post
MeryKy

A wiesz że mi pomagały te niemieckie herbatki a najbardziej taka śmierdząca chyba z Aldi: Schlaf und Nerventee. Piłam przed spaniem te herbatki i mi pomagały ale od. godz. 12.00 zero kawy. Teraz wszystko sie uspokoiło i bez herbaty zasypiam.

No fakt,te herbatki capią niemiłosiernie,własnie te z walerianą.A te kropelki,to aptekarz mnie przypomniał,bo tam jest wyciąg,ale zalecił nie stosować 1 łyżeczki na noc jak w ulotce,ale co najmniej 2.Mówił,że ciężko walerianę przedawkować i nasenna dawka to jest wręcz 15 ml,czyli 5 łyżeczek od herbaty.Ale kto by to wypił,te krople też są paskudne w smaku.
26 października 2013 17:25
Mycha

Kolory są cudne !!  No jest gdzie połazić. Dziadzio też jest cudny ;-)))

Myszko, a gdzie Ty masz tak ładnie ? :)
26 października 2013 17:28 / 2 osobom podoba się ten post
Ja nie mam aż takiego problemu z tym próbowaniem i macaniem, ale jak jesteśmy w restauracji, to dziadek uwielbia najpierw do mojego dania sięgać. I to jeszcze zanim ja zacznę jeść. Całe szczęście robi to sztućcami, których jeszcze nie miał w ustach i bierze tylko jednego kęsa, no ale nie lubię, jak ktoś mi w talerzu grzebie.
26 października 2013 17:33
tina 100%

No fakt,te herbatki capią niemiłosiernie,własnie te z walerianą.A te kropelki,to aptekarz mnie przypomniał,bo tam jest wyciąg,ale zalecił nie stosować 1 łyżeczki na noc jak w ulotce,ale co najmniej 2.Mówił,że ciężko walerianę przedawkować i nasenna dawka to jest wręcz 15 ml,czyli 5 łyżeczek od herbaty.Ale kto by to wypił,te krople też są paskudne w smaku.

Też mi się wydaje że była tam w składzie waleriana? Czytałam na opakowaniu jakie ma składniki ta herbatka, ale już dawno nie piłam a ja mam dobrą pamięć, ale "krótką" :)))))
26 października 2013 17:35 / 1 osobie podoba się ten post
MeryKy

Też mi się wydaje że była tam w składzie waleriana? Czytałam na opakowaniu jakie ma składniki ta herbatka, ale już dawno nie piłam a ja mam dobrą pamięć, ale "krótką" :)))))

Na bank waleriana tak smierdzi,krople smierdzą tak samo i smak podobny.
26 października 2013 17:36 / 1 osobie podoba się ten post
Benita

No to Iwanilia mnie rozumiesz. Ja tu się ciągle uczę sprytu. Przed dobiadem zabieram Opę do WC, a wtedy Oma szybciutko do kuchni i "próbuje" z garów. Jedną łyżką, rzecz jasna. Już jem co immego, to ostatnio i moje spróbowała. Od razu głodna być przestałam. Suróweczkę zawsze zostawiam już w małej miseczce na stole - coby z salaterki nie jadła. Na talerze nie mogę wcześniej nałożyć, bo nie wiem nigdy, czy Opa zajmie mi 5 czy 30 min.
Czuję się jak Harcerz, który coraz to nowe sprawności zdobywa.

Nieraz to sobie myślę, że lepiej wybierać cięższe przypadki. PDP leżą wtedy grzecznie w łóżku i do garów łapek nie wsadzają :))))
26 października 2013 17:53 / 1 osobie podoba się ten post
duska43

Myszko, a gdzie Ty masz tak ładnie ? :)

Jestem 15 km od Stuttgartu. Tu pełno winnic - na lewo i prawo ;-)))
26 października 2013 18:05 / 1 osobie podoba się ten post
Przy osobie leżacej cały czas nie masz żadnych transferów. Tylko trzeba umieć pościel przebierać z leżącym PDP. Na ogół mają specjalne łózka i jedyne co się może przytrafić to zsunięcie w dół łóżka. Wtedy stajemy za głową PDP i ładnie pod paszki do góry podciągamy :)))) Nic wielkiego i dużo swiętego spokoju nie to co przy chodzących.
26 października 2013 18:12
Ja byłam i przy leżących i takich , gdzie transfer byl konieczny i przy chodzących i w miarę samodzielnych .Wszystko ma swoje dobre i złe strony .Przy leżących odpada stres , że się przewrócą i cos sobie zrobią , że włączą coś pod nasza nieobecność , że będą uciekać czy ,,działać'' w kuchni . Dochodzą inne sprawy - karmienie , toaleta w łóżku , niebezpieczeństwo odleżyn . Ale chyba najtrudniej jest , gdy dochodzi transfer . Ja nawet sobie z tym radzę - kiedyś pisałam na forum jak to robić bez szkody dla własnego kręgosłupa ale i tak lekko nie jest i też unikam teraz , jak się da .
26 października 2013 18:18 / 2 osobom podoba się ten post
witam kochane Opiekunkowo
nogi mnie od chodzenia bola ;) z moja Omi codziennie wydeptuje kilometry pchajac wozeczek przed soba, dla mojego szczescia niedaleko mamy do pieknego http://www.schloss-benrath.de/ i jest ok.
Moja Omi do garnkow nie zaglada, wszystko co dostaje na talerzyku tylko ja interesuje ;)