u mnie dziś znicz pali się w pokoju.Wczoraj kupiłam taki piękny z aniołkiem.Mój mąż też zmarł jak miał 33 lata.Kiedyś byłam na cmentarzu u męża....pierwszy raz od kilku lat, bo wcześniej bylam na niego wkurzona, to coś mi się dziwnego tam przytafiło.
Siadłam na tym grobie, rozpłakałam się jak dziecko i mu wybaczyłam i sobie i...nagle poczułam wyrażną energię, prąd płynący przez moje ciało od dołu i ogien znicza mocniej zapłonął ( a dzien, a właściwie wieczór był bezwietrzny).To nie była moja wyobrażnia, nie planowałam tego.
Tak naprawdę nikt nie wie co jest " za drzwiami".Jeśli jesteśmy skupiskiem energi, to być może porzucamy swoją powłokę i szukamy nowego miejsca w przyrodzie?
Znicz to takie światło, które ma oświelać drogę.Może on tam niefizycznie był przy mnie tamtym momencie?
Śmierć to największa zagadka.Żyjemy po to żeby umrzeć.
Tyle jest wariacji na temat śmierci, horrorów, opowieści o życiu po życiu, czy straszenia religią.
I może ciało jest nic nie warte, tak jak przemioty materialne, ale ludzie są nieśmiertelni w myślach innych ludzi i w tym co zrobili za życia.
Mnie cmentarz jest potrzebny.To potrzeba psychologiczna.
No a niektórzy lubią zaprezenotwać nowy korzuch, obgadać sąsiadów, spotkać się z rodziną raz do roku, pokłócić się przy szukaniu grobu...ludzie są różni.