Witam wszystkich, pisałam w piątek o dotarciu na nowe miejsce pracy, miałam być tutaj pierwszą opiekunką a okazuje się że jestem 4 lub 5, pierwszą to jestem ale z mojej firmy a o reszcie dowiedziałam się od Pflegedienst i ze znalezionych w szafie kartek jak wygląda dzień Pdp. Ostatnia dziweczyna musiała zjechać przed świętami - bynajmniej tak przypuszczam. Dziwne to tu jakieś, skoro były tutaj opiekunki to dlaczego nic nie było przygorowane, np musiałam prosić o miejsce w szafie na moje ciuchy - moje poprzedniczki chyba wszystko w walizce trzymały??? W kuchni zero przypraw, mąki, cukru itd, podstawowych produktów nie było. W łazience kupa szafek z przeterminowanymi kosmetykami ale żednej półki dla opiekunki. Ani syn ani PDP nie zainteresowali się co ja jem, co piję, po przyjeździe nawet ciepłej herbaty nie zaproponowali.
Żadnego spisu lekarzy, adresów, numerów tel. Terminy lekarskie na karteluszkach pozapisywane, zero organizacji.
Czysto w domu ale sprzęt w opłakanym stanie, zmywarka zepsuta naczynia myję ręcznie grzejąc wodę w 5litrowym bojlerku, czajnika elektr brak, wodę na herbatę gotuję w rondelku, miksera czy aut do kawy - brak, lodówka codziennie rano musi być wycierana z wody. W łazience przepływowy podgrzewacz wody ledwo działający, woda do mycia ma porównywalnie temp ciała. Pdp nie wygląda na biedną osobę, to chyba bardziej ze skąpstwa i zaniedbania nic nie jest naprawione. Do tego 50e na tydzień na zakupy daje a jeść chce najlepiej samo bio, warzywa i owoce najlepiej z warzywniaka a sery i wędliny tylko z rewe świeżo pokrojone, żadnej pakowanej żywności kupować nie można więc jak to zrobić za 50e? Zapowiada mi się ciężkie 2 miesiące, ciekawe na ile dam radę opanować sytuację.
