a ja z innej beczki.Oglądałyście dzisiaj może o 20.15 Die Grosse Fest- taki program rozrywkowy nadawany z Berlina z artystami z Niemiec, Szwajcarii i Austrii? Szczerze mówiąc muzyka niemiecka do mnie nijak nie przemawia.Jest toporna i mało skomplikowana.Taie łup łup i wielkie gesty bez finezji.Ale w pewnym momencie Helene Fischer zaśpiewała z chórem armii czerwonej i tancerzami z irlandii Katjuszę po rosyjsku.Normalnie myślałam,że spadnę z krzesła.Zupełnie inna dusza, inna muzyka.Co lepsze pamiętałam wszystkie słowa i odśpiewałam numer z nią na caly głos i o dziwo nie fałszowałam.Babcia leżała obok na łóżku i omało jej gały nie wykoczyły.Po pierwsze, że śpiewam po rusku, po drugie,że znam słowa i melodię.No cóż....lata rusyfikacji od podstawówki zrobiły swoje he he.Mimo wszystko słowiańska kultura jest bliska memu sercu i zupełnie inne emocje wywołuje.To ma klase i styl.Druga myśl mnie dopadła...co za czasy przyszły,że Ruscy, Niemcy, Austriacy Włosi i Irlandczycy dają wspólny show na scenie...a publiczność w takim wieku ,że pamięta czasy wojny.Bogu dzięki,że mogę żyć w takich czasach.Ja tu mam kanał TV Historia i jakoś mocno odczuwam tę wspólną, rozbierzną przeszłość i koleje losu, tak bardzo niesprawiedliwe....ale co se pośpiewałam to moje
