Dziś poszłam na pocztę nadać malutką paczuszkę do domu z popsutą e-baterią. W życiu nie pomyślałabym,że z tym może być jakiś problem.
Stanęlam przy okienku,poprosiłam kopertę z bąbelkami i powiedzialam,ze chcialam nadac paczkę. Pani zapytala co wysyłam,powiedziałam zgodnie z prawdą,ze baterię do e-papierosa,no i sie zaczęło....Przyleciał jakis facet z jakąs książką,zaczeli się zastanawiać czy wogóle mogą mi przyjąć tę paczkę,zaczeli dzwonić gdzieś,wypytywali mnie co jest w tej baterii,a dlaczego sama baterię wysylam a nie całosć,no makabra jakaś....
W końcu zaczęłam się śmiac z tej sytuacji,nie mogłam się opanować he,he
Pani zaczęla mi tłumaczyć,że w Szwajcarii są odpowiednie przepisy i wogóle,no ja to rozumiem,ale oni nazwali moją baterię "komisch" he,he
Po pól godzinie narad wreszcie zapłaciłam radośnie...20,60 CHF i sobie poszłam :)
Tak a'propos bateria mnie kosztowała w Polsce 99 zł po dodaniu 20 CHF chyba mogłam sobie odpuścić wysylanie do domu w celu reklamacji ...:)
