Wstałam dzisiaj o 5.30, bo na 8 musieliśmy być w Erlangen u okulisty. Babcia kazała nam oczywiście już przed 7 wyjechać. Dzisiaj od godz. 12 do 15.30 Babcia była na urodzinach koleżanki, a my z Dziadkiem mieliśmy święty spokój. Nie do końca taki święty, bo przyszli robotnicy do cieknącego kranu. Jestem tutaj 11 tygodni i pierwszy raz w sumie sobie tak beztrosko poczytałam coś ciekawego przy komputerze, wiedząc, ze mnie nikt nie będzie wołał. Babcia jak tylko wróciła, to zapytała, co robiłam ; Nic. Teraz już któryś raz słyszę, jak szepcze do Dziadka, że ONA NIC NIE ZROBIŁA. STRASZNE.
Normalnie weźcie tą kobietę ode mnie
