Bałam się tej minionej nocy, że będzie biegania, ale nie było tak źle. Wprawdzie słyszałam, że PDP chodził do WC, ale ogólnie był spokój. Nie podłączałam mu nocnego worka urynowego, aby łatwiej mu było chodzić, ale raz w nocy zeszłam, aby ten dzienny (mniejszy) opróżnić. Z rano po pielęgnacyjnym ogarnięciu nie było z nim nawet tak źle, jak wczoraj. Dość rzadko chciał na kibelek. Przy śniadaniu zadzwonił lekarz z wczorajszego zgłoszenia i zapytał, jak dzisiaj przedstawia się sytuacja. Podtrzymałam wersję wczorajszą, odpowiedział, że przyjedzie do nas przed południem. No i dotrzymał obietnicy, jednak jakość tej wizyty wręcz mnie zszokowała. Był to bardzo starszy człowiek, na moje oko, co najmniej 75 lat. Przywitał się, zapytał co się dzieje, ale w taki sposób, jakby niewiele go to interesowało i też niespecjalnie słuchał co mówiłam. Spojrzał jeszcze tylko na worek urynowy i to wszystko. Najważniejszym punktem wizyty było dla niego odbicie karty ubezpieczeniowej pacjenta..... wiadomo, kasa. Jeszcze przy wyjściu próbowałam go zmobilizować o udzielenie jakiej porady, ale na próżno. Zdawkowo tylko powiedział, że nie ma tragedii, że mężczyźni takie sprawy wytrzymują i jak nie będzie lepiej, to po Wocheende należy zgłosić się do urologa. Normalnie żenada, o pomstę do nieba woła takie odfajkowanie wizyty u cierpiącego pacjenta, który potrzebuje pomocy lekarza.... szok. Niemiecka opieka zdrowotna schodzi na psy i nasz polski grajdołek nie jest gorszy od tego, co dzisiaj doświadczyłam. Zastanawiałam się co robić z tym fantem dalej. Na szczęście dzisiaj było o wiele lepiej. Postanowiłam przeczekać i jeśli nie pogorszy się, to rzeczywiście w przyszłym tygodniu PDP musi pojechać do urologa.......
To tylko przedpołudnie, potem działo się jeszcze, ale już nie będę Was dalej zanudzać.
To kompletnie inne klimaty. U nas w Polsce, to biegniemy od lekarza do lekarza. Jak jeden nie pomaga to biegnie się do profesora. Tutaj luz i absolutnie zaufanie. choć nie wiem czy nie na wyrost. Zrobiłam babci syrop z cebuli ( mojemu dziecku zawsze pomagał ) , ale choroba juz byla tak zaawansowana, że niewiele pomógł, podobnie jak Paracetamol. Po tygodniu dopiero doczekałysmy się z PDP antybiotyku i wreszcie nastapiła poprawa. Niestety zanim do tego doszło, to babcia się dusiła, kasłała, spac nie mogła. Nawet nagrałam ten jej kaszel i oddech na dyktafon, zeby konowałowi przy nastepnej wizycie dac do posłuchania. No całkiem to inne klimaty

