24 marca 2017 14:02 / 6 osobom podoba się ten post
Chociaż jedni lubią moje osobiste opowieści, inni nie, a niektórzy od razu krytykują, to zamieszczę swoje zapiski z dnia wczorajszego. Chcę podzielić się pewnymi informacjami dotycżacymi ubezpieczenia osób zatrudnionych w taki sposób jak ja, czyli na niemiecką umowę o pracę przez niemieckiego pracodawcę, które ustaliłam u źródła tj. w AOK. Zamieszczam opowieści z całego dnia, nic nie kastrując, bo w sumie nie muszę się tak ograiczać:
70.dzień - czwartek
Poranek i przedpołudnie podobne do wczorajszego. Chciałam wyjść z PDP na spacer, ale on drzemał w najlepsze, więc odpuściłam. Dzisiaj był mniej zgryźliwy, to łatwiej z nim wytrzymać. Ciągle borykamy się z jego inkotynencją. Tłumaczę mu, jak ma zakładać pieluchomajtki, a on i tak robi po swojemu, czyli zakłada zwykłe majtki, a pampersa wciska sobie w krok, jak podkładkę. Daje to bardzo mierny, a raczej mokry rezultat. Nie jestem w stanie ciągle go kontrolować w tej dziedzinie, bo on przebiera/ubiera się sam.
Przed obiadem zaskoczył mnie wyjazdem do Berbel (rowerem). Próbowałam go powstrzymać od tego, ale bezskutecznie. Trudno, niech sobie pojedzie – pomyślałam i wiedziałam, że zaraz wróci, bo to jest tylko 1,5km i jak dobrze znam rodzinę, to tylko pocałuje klamkę. Napisałam tylko krótką wiadomość do Berbel, że Opa zaraz zjawi się pod ich domem. Póki nie mam jasno powiedziane, że nie wolno mi go wypuszczać samego z domu i póki nie ma takich ograniczeń, nie będę się z nim użerała. Mimo swojej choroby nie jest ubezwłasnowolniony, więc nawet nie mam takiego prawa.
Po obiedzie zaproponowałam spacer, ale PDP nie był gotowy na takie atrakcje. Zostawiłam go więc w spokojnym letargu i sama wybrałam się na rower. Pojechałam do AOK,. Miałam do wyjaśnienia parę spraw.
Po pierwsze chciałam złożyć rachunek od dentysty w celu refundacji kosztów zabiegu profesjonalnego czyszczenia zębów. Okazało się, że zwrócą mi 40€, czyli trochę ponad 50%, ok, dobre i to. Nie miałam przy sobie jednak numeru konta, więc powiedziałam, że dostarczę jutro. Następnie upewniłam się, że moja karta jest aktualna i obowiązujący adres, który powinnam podawać u lekarza jest ten niemiecki.
Kolejną ważną sprawą, którą chciałam wyjaśnić, to sytuacja ubezpieczenia w okresach, kiedy wyjeżdżam na kilkutygodniową przerwę do domu. W tym roku planuję około 8 tygodniowe pobyty w Polsce, a z tego co wiem, ubezpieczenie obejmuje mnie tylko do miesiąca, po zakończeniu pracy/urlopie bezpłatnym. Pokazałam Berater rozkład moich dienstów i wyjazdów. Najpierw potwierdziła mi ten miesięczny okres. Co powyżej miesiąca, to powinnam sama zapłacić za ubezpieczenie zdrowotne u nich w DE, gdyż jest ono obowiązkowe i jeśli będzie luka, to po pewnym czasie i tak mnie tym obciążą. Jest to kwota około 150€ na miesiąc. Oczywiście podyskutowałam o tym i określiłam się, że absolutnie takiej wersji nie przyjmę, bo nie jest mnie na to stać, że ewentualnie zarejestruję się w Polsce na ten okres, jako bezrobotna i tam będę ubezpieczona bezpłatnie. Dowiedziałam się, że mogę tak zrobić, ale po powrocie do DE muszę dostarczyć do nich zaświadczenie E104, że byłam ubezpieczona. No cóż, nie podobało mi się to rozwiązanie, bo to tylko niepotrzebna biurokracja, ale przepisów prawa nie przeskoczę i nie można tego ignorować. Ważna sprawa, dowiedziałam się, żeby pilnować ciągłości ubezpieczenia, bo inaczej może mnie to drogo kosztować.
W takimi informacjami opuściłam urząd i pojechałam dalej w miasto. Po około 2 kilometrach przypomniałam sobie, że jednak mam przy sobie numer mojego konta bankowego. Jest on zapisany w telefonie. Wróciłam więc do AOK. Urzędniczka, która mnie obsługiwała uprzejmie mnie powitała i powiedziała: dobrze, że wróciłam, bo miała dzwonić do mnie. Wyjaśniała jeszcze dokładnie sprawę mojego ubezpieczenia z przełożonym i okazuje się, że takie terminy przerw (urlopu bezpłatnego), które ja planuje, nie będą przerywać mi ciągłości ubezpieczenia. Nie muszę więc kombinować z wyrejestrowywaniem się i rejestrowaniem w Polsce oraz pozyskiwaniem druku E104. Warunkiem tego jest jednak, aby pracodawca nie wyrejestrowywał mnie na ten czas z AOK i aby za każdy miesiąc wpłynęła, choćby minimalna kwota składki ubezpieczenia. W moim przypadku to się zazębia i tym samym będę miała ciągłość. Aktualny i planowane terminy mojej pracy to:
-13.01.2017 – 02.04.2017 + parę dni urlopu wyp., dalej urlop bezpłatny
-29.05.2017 – 31.07.2017 + urlop płatny, resztę bezpłatny
-25.09.2017 – 30.11.2017 + urlop płatny, resztę bezpłatny
Ten plan zapewnia, że w każdym miesiącu coś mi wpłynie na konto, a tym samym również do ubezpieczyciela. Uff, cieszę się, że jednak jest taki układ. Wyszłam bardzo zadowolona i jeszcze przejechałam się dalej rowerem, bo miałam sporo czasu do powrotu do domu. Daleko jednak nie jeździłam, bo po prostu nie miałam już ochotę na większe wycieczki. W drodze powrotnej wstąpiłam do jakiegoś kościoła i na 16.00 wróciłam do domu. PDP kręcił się po ogrodzie. Porozmawiałam z nim i zaproponowałam spacer do pobliskiego parku/placu zabaw. Chętnie się na to zgodził i pomaszerowaliśmy. Pogoda była dość ładna – słonecznie i cicho (wiatr), aczkolwiek temperatura nie za wysoka. W parku przysiedliśmy na ławce wystawieni do słoneczka i długo poddawaliśmy się jego działaniu. Było przyjemnie, a zarazem dość wesoło, bo na placu zabaw. było dużo dzieciaków Do domu wróciliśmy w porze kolacyjnej. Szybko przygotowałam posiłek i zaraz potem PDP zawinął się do swojej sypialni. Cały wieczór miałam więc dla siebie, jest mi z tym bardzo dobrze. Dzisiaj PDP miał lepszy dzień i nie przysporzył mi jakiegoś udręczenia. Tak to lobię, jednak nie jest tak codziennie.
Opiszę jeszcze jeden incydent, który mnie dzisiaj nieco zaburzył. Kiedy wróciłam do domu wyjęłam ze skrzynki pocztę i znalazłam jeden list do siebie. Otworzyłam go i musiałam aż dwa razy przeczytać, bo nie mogłam zrozumieć, a właściwie pojąć tego pisma. Był to anonimowy paszkwil na moją zmienniczkę. Osoba, która ją perfidnie obsmarowała domniemywała, że ja jestem pracodawczynią mojej zmienniczki i uprzejmie donosiła oraz ostrzegała mnie przed tą kobietą.....hmmmm. Normalnie pierwsze moje odczucie, to niedowierzanie i zadziwienie, jak tak można kogoś oczerniać. Nie wnikam czy to prawda, półprawda, czy fałsz, ale sama forma ….. anonimowy donos. List był napisany komputerowo, w języku polskim i nadany w Monachium. Chyba moja zmienniczka komuś się mocno naraziła, kiedy ta osoba próbuje jej tak zaszkodzić. Oczywiście jedyną słuszną reakcją jest wyrzucenie tego do kosza, chociaż zastanawiam się, czy oddać to zmienniczce, kiedy przyjedzie, aby wiedziała, że ma takich życzliwych znajomych.