Natka, gratuluje asertywności. Ja jestem asertywna, ale ty bijesz mnie na głowę.
Miałam kiedyś podobną sytuację z synem demencyjnej i agresywnej podopiecznej.
Byłam akurat w ogrodzie, on zadzwonił i do matki z pretensjami, dlaczego to nie ja odebrałam. Nosz cholewcia, nie rozdwoję się, mam swoje obowiązki domowe, siusiu tez czasem muszę, nie będę warować ciągle przy telefonie.
Przy następnej rozmowie, która już sama odebrałam, był bardzo niemiły, zimny, pretensji nie zgłaszał, ale ton jego głosu zmroził mi krew w żyłach.
Taka zimna, wroga rozmowa powtórzyła sie kilka dni później. Ja raz zdzierżyłam, bo każdemu się zdarza mieć zły humor, ale recydywa to już mnie nie interesuje.
Zadzwoniłam do pośredniczki i poinformowalam,że mnie wystarczy, jak jego matka się na mnie wyżywa i jeżeli on też zamierza mi dokopywać i traktować mnie po chamsku, to ja się pakuję i wyjeżdżam - i to natychmiast ( na szczęście była to praca nie przez agencję, więc termin dwutygodniowego wypowiedzenia mnie nie obowiązywał).
I co?
I pan kilka dni potem przyjechał, mina skopanego spaniela, sumitował się, przepraszał....
Do końca pobytu było super ( w kontaktach z nim, bo jego mama to" insza inszość"). Ba, nawet w pewnym sensie się zaprzyjaźniliśmy, mnóstow nas łączyło, ten sam zawód wyuczony, te same zainteresowania sztuką. Powiedział nawet, że tak, jak ze mną to z nikim nie rozmawiał, rozmawialiśmy na wszystkie tematy, włącznie z egzystencjalnymi.
