Na wyjeździe #22

04 kwietnia 2015 13:11 / 1 osobie podoba się ten post
slonecznie

Na nowej stelli moja nowa pdp ma zwyczaj wchodzenia do mojego (jej tak na prawdę, ale teraz to też mój) pokoju i gmerania w nim- a to mi pokaże jak się okno otwiera, a to jak taką płócienną a'la żaluzję opuszcza. Rozumiem w pełni, że to wszystko jej i, że też ma stresa, ale nie czuję się z tym komfortowo jak tak wchodzi ciągle do "mojego" pokoju, albo chcąc być uczynną robi różne drobiazgi w kuchni, które bardziej mi przyszkadzają niż pomagają. Pytała się też mnie dlaczego zamknęłam się na klucz jak byłam na przerwie w pokoju swoim-przecież by mi nie weszła. Wytłumaczyłam jej, że zawsze tak robię, ale źle się czuję jak się tak z każdej głupoty tłumaczyć muszę. Powiedziałybyście o tym wchodzeniu do pokoju jeśli jeszcze raz się wydarzy czy dopiero za kilka dni jak się lepiej poznamy? Nie chcę się rządzić w czyimś mieszkaniu, ale takie wchodzenie narusza moją prywatność.
Odnoszę wrażenie, że nowa pdp ma dużą potrzebę kontroli i źle się z tym czuje. Mam nadzieję, ze jej to zelżeje, jak się lepiej poznamy. Ogólnie stella z potencjałem (dziś nie robiłam nic poza zrobieniem jej kanapki na obiad i kolację), ale czy akurat dla mnie: to się okaże.
Jak pisałam wcześniej dużo napięcie w tym domu i taka "serio atmosfera". Nie podoba mi się to. No i to, że pdp pali też, bo nie cierpię zapachu tytoniu.

Słonecznie, jak długo planujesz zostać na tej stelli?
04 kwietnia 2015 14:01 / 7 osobom podoba się ten post
slonecznie

Na nowej stelli moja nowa pdp ma zwyczaj wchodzenia do mojego (jej tak na prawdę, ale teraz to też mój) pokoju i gmerania w nim- a to mi pokaże jak się okno otwiera, a to jak taką płócienną a'la żaluzję opuszcza. Rozumiem w pełni, że to wszystko jej i, że też ma stresa, ale nie czuję się z tym komfortowo jak tak wchodzi ciągle do "mojego" pokoju, albo chcąc być uczynną robi różne drobiazgi w kuchni, które bardziej mi przyszkadzają niż pomagają. Pytała się też mnie dlaczego zamknęłam się na klucz jak byłam na przerwie w pokoju swoim-przecież by mi nie weszła. Wytłumaczyłam jej, że zawsze tak robię, ale źle się czuję jak się tak z każdej głupoty tłumaczyć muszę. Powiedziałybyście o tym wchodzeniu do pokoju jeśli jeszcze raz się wydarzy czy dopiero za kilka dni jak się lepiej poznamy? Nie chcę się rządzić w czyimś mieszkaniu, ale takie wchodzenie narusza moją prywatność.
Odnoszę wrażenie, że nowa pdp ma dużą potrzebę kontroli i źle się z tym czuje. Mam nadzieję, ze jej to zelżeje, jak się lepiej poznamy. Ogólnie stella z potencjałem (dziś nie robiłam nic poza zrobieniem jej kanapki na obiad i kolację), ale czy akurat dla mnie: to się okaże.
Jak pisałam wcześniej dużo napięcie w tym domu i taka "serio atmosfera". Nie podoba mi się to. No i to, że pdp pali też, bo nie cierpię zapachu tytoniu.

Może Twpja PDP nieswojo się czuje. Miałam podobnie po powrocie z urlopu. Normalnie nigdy moja PDP nie wchodzi do mnie, ale po tym jak wyjechałam poczuła się samotna/opuszczona/niepewna. Kiedy wróciłam przez pierwszy tydzień wciąż za mną chodziła, a w czasie pauzy podglądała czy jestem. Jakby wciąż nie dowierzała, że wróciłam. Po jakimś tygodniu się uspokoiło. Niekiedy wieczorem tylko podgląda jak rozmawiam z rodziną na kompie. Dla niej jest to niepojęte, że mam tak dużą rodzinę. Ona ma raptem kilka osób z rodziny i gubi się wśród mojej ;)))))))
Poczekaj więc trochę bo może tylko musi się przyzwyczaić. Lub zwyczajnie tak bardzo chce żebyś dobrze się u niej czuła, że przegina ;)))))))))))
04 kwietnia 2015 16:10 / 1 osobie podoba się ten post
Evvex

No tak tylko troszkę picia i w standarcie ''precz z moich oczu'' wedle życzenia wychodzę , bo wiem że tłumaczenie nic nie pomoże a nadąsana mina powoduje agresje. Na czym to skończyłam , acha Doti pomaga dziadkowi już 4 lata jest zaprzyjażniona z rodziną i są dla niej bardzo hojni , to w ogóle ludzie którzy doceniają dobrą pracę i zaangażowanie, przekonałam się już o tym choć jestem tutaj od niedawna. Mam nieograniczony budżet i dostałam zwrot pieniędzy za buty które sobie tutaj kupiłam , córka powiedziała że buty i odzież , kosmetyki i artykuły które mi są potrzebne mam traktować jako zakup ''robocze'' Doti powiedziała córce że moje wnuki miały 31 urodziny , kazała mi wysłać po 50 e dla każdego , tak mnie tym wzruszyła że zapomniałam podziękować, nadrobię w poniedziałek. Praktycznie cały czas jesteśmy sami , w promieniu 200 m nikt nie mieszka, tylko ludzie którzy zajmują się końmi są 4 razy dziennie , ale nie wchodzą do domu. Wszystkich mam na szybkim wybieraniu w telefonie , ale generalnie jestem zdana na siebie, to ogromne wyzwanie , ale i inspiracja , mam możliwość zastosowania całej mojej wiedzy i umiejętności, poznaje swoje słabości i dobre strony. W czasie ostatniego Orkanu odkryłam że posiadam nerwy ze stali i jak rasowy surwiwalista mam sposób na przetrwanie. W czasie kolejnej wietrznej nocy wyrwana z korzeniami ogromna sosna do dzisiaj leży oparta na dachu , kąpiąc się w wannie nie muszę zasłaniać okna , bo mam gałęzie z szyszkami za oknem, tak będzie do poniedziałku bo jak wszyscy wiecie są Święta. Waschbary które mieszkają całą rodziną na strychu mają zdecydowanie gorzej , bo im się leje woda do gniazda, z początku okropnie mnie wystraszyły bo wieczorem hałasują niemiłosiernie ale teraz już się przyzwyczaiłam do wieczornych skrobań , drapań i tupania. Przedwczoraj była burza , ale taka z piorunami i ze śniegiem, łupnęło niedaleko i wywaliło mi korki , zaczęło śmierdzieć spalenizną , nie wiedziałam co robić najpierw : uspokoić seniora , zamknąć wyjącego kota , znależć skrzynkę z korkami , poszukać żródła smrodu , czy przygotować się do ewakuacji.Wysiadł domowy telefon, umyślny Stefanek nie odbierał, Doti ma maleńkie dziecko , a poza tym była 23 . Dałam radę , dziadek dostał syropek , kot wlazł pod moją kołdre , wyłączyłam wszystko z zagrożonych gniazdek , znalazłam korki i nie spałam do rana...Zadziwiam sama siebie jestem tak spokojna , myślę że najgorsze za mną i teraz będzie już tylko lepiej. Zarabiam tutaj bardzo dobre pieniądze , wiem że to cel najważniejszy , po to jeżdzimy , ale też poznaje swoje granice i możliwości , wiem że jak dam radę opiekować się tak ciężkim pacjentem , wytrzymam atmosferę tego domu, zniosę różne niespotykane sytuacje to..... no chyba będę bardzo dumna z siebie , a teraz już naprawdę lecę......

Piękny post. Cytuję, bo od czasu do czasu czytam takie perełki na naszym forum, a nie zawsze dam radę skomentować i później żałuję. Pokazuje ile tak na prawdę można w życiu dostać jak się człowiek na to otworzy.
Cudowne są obydwie strony medalu, który opisujesz. Twoje podejście do pracy, że traktujesz to jako coś co cię wzbogaca ( o dumę, jeśli sobie poradzisz), coś co cię inspiruje (co za podejście do pracy!) i coś co cię uczy- z takim podejściem możesz tylko brać dla siebie nawet z najtrudniejszej sytuacji. Zauważasz swoje mocne strony, to jak sobie poradziłaś przy spaleniu korków, a to bardzo ważne by chwalić siebie za to co nam wychodzi, bo tylko wtedy będzie tego więcej i więcej. Podejście rodziny to druga strona medalu, która błyszczy równie jasno co twoja. Możesz liczyć na poważne potraktowanie i szczere zaangażowanie.
A domu z mruczącym kotem, gdzieś na odludziu osobiście ci zazdroszczę. Nie wiem czy mogę zapytać, ale jest to dla mnie ważne, więc zaryzykuję: czy przez bardzo dobre pieniądze rozumiesz kwotę powyżej 1,5 tysięca euro netto? Jeśli moje pytanie jest nietaktowne, to z góry przepraszam.
04 kwietnia 2015 16:37 / 8 osobom podoba się ten post
Dziewczyny- Wichurra, Ivanilia40, Lena46, Agrafka i Wstenga- dziękuję za wasze zainteresowanie, dzięki temu nie czuję się samotna z moją nie najłatwiejszą sytuacją na stelli. Dzięki wam wiem jak postąpić- macie rację, dam sobie czas do końca przyszłego tygodnia, czyli od wczoraj 10 dni łącznie. Poczułam się tak zainspirowana tym co napisałyście, że zaraz po przeczytaniu z dużym entuzjazmem zrealizowałam to co zaplanowałam wcześniej: mam pauzę, ale do pdp przyszła jej znajoma z wnuczką i psem pdp, którym się opiekuję. Powiedziałam wcześniej, że przyjdę się przywitać, ale dzięki temu co od was przeczytałam byłam w stanie włożyć w to więcej serca. Byłam może z 3 minuty z kobietami, ale to ja zauważyłam jak idą poszłam powiedzieć o tym pdp- jednym słowem: punktuję w jej oczach. Pies pdp nie mieszka z nami, ale jeśli ja będę chciała to może, a pies też staruszek, bo rasowy Cocker Spaniel i ma 16 lat. Ja chyba chcę, bo zwierzaki uwielbiam, ale boję się trochę oceniania z strony pdp moich obowiązków względem psa. Stresuje mnie bardzo to jej ocenianie. Choć dziś powiedziała mi, że nie muszę wychodzić do psa jeśli nie chcę- tak normalnie to powiedziała. Z drugiej strony robi rzeczy, które mi nie pasują. Przykładowo,podaje mi kromkę z tostera gołą ręką, jak akurat jest bliżej go niż ja, czy wyjada makaron gołą ręką prosto z durszla, ale sama nie pozwala, żeby jej np.: posypać spaghetti parmezanem gołą ręką, tylko z torebki. Wiem, że powyższe rzeczy robi, żeby mi ułatwić, ale mi to obrzydza, więc muszę jej delikatnie uwagę zwrócić, żeby nie brała nic gołymi rękoma dla mnie. Jest też despotyczna, chciała mi coś pokazać i podniesionym głosem powiedziała, że już teraz mam iść, a akurat zakupy rozpakowywałam. Nie poszłam oczywiście, bo nie mam zamiaru jej uczyć, że ja na taki ton głosu reaguję, ale jak nie poszłam to oczekiwała ode mnie spowiedzi dlaczego nie poszłam. Pyta się mnie też czemu w polarze po domu chodzę i po prostu wiem, że kryje się za tym sugestia, żebym go zdjęła-ale odpowiadam, że mi zimno i ucinam. I teraz to z czego nie wiem czy się śmiać czy co, ale dziś zatrzymała mnie jak szłam i mówi mi, że nie mogę tak głośno chodzić. Mam ciapcie na grubym gumowym podbiciu, które faktycznie nie są ciche. Mówię jej, ze takie mam papucie i nic z tym nie zrobię, więc kilkanaście chwil potem zaniosła mi do kuchni gumowe klapki i postawiła je na zlewie mówiąc: dziękuję bardzo- sugestia dla mnie, żebym za nią powtórzyła. Nie powtórzyłam. Powiedziałam, ze mogę w nich chodzić, ale żeby ich na zlewie nie stawiała, a ona na to, że są czyste-bo są, ale no-na zlewie? A jak byłam na zakupach z opiekunem prawnym, to zaniosła moje ciapcie do mojego pokoju, bow przedpokoju stać nie mogą. Moje buty też w przedpokoju stać nie mogą-wkurzyło mnie to, ale nic nie powiedziałam, kazała mi je postawić w schowku na mopy! Sama swoich butów w przedpokoju też nie trzyma, w sumie nie wiem gdzie. No i tak to wygląda-ma mnóstwo uwag co, jak, co nie, jak mówię spokojnie od czasu do czasu "nie" to oczekuje wyjaśnienia dlaczego. Stara się być dla mnie miła, mówi mi za wszystko "dziękuję", ale ciągle mnie łapie za rękę albo coś (troszkę rzadziej niż wczoraj), a dziś na zakupach opiekun prawny zasugerował, że na kolejne zakupy mam iść z nią. Gdyby nie to, że mam sporo czasu wolnego to nawet bym się nie zastanawiała. A tak-odpowiadając Agrafka na twoje pytanie to zadeklarowałam się na miesiąc i nie wiem czy zostanę dłużej, mam trochę czasu do namysłu zanim dam odpowiedź agencji, ale jakby nie było dała mnie do palącej pdp, choć mówiłam na początku, że do takiej osoby nie chcę.
Powtarzam swoje wczorajsze słowa: dużo napięcia i zasad w tym domu, ja jestem w miarę asertywna, mówię od czasu do czasu "nie"- nie zawsze wprost, ale zastanawiam się co zrobić, żeby mnie nie dotykała (poza myciem jej i spacerem gdzie jestem w stanie to zaakceptować). Jest to coś co potrzebuję zredukować od razu, bo to są moje fizyczne granice.
04 kwietnia 2015 17:21 / 2 osobom podoba się ten post
Słonecznie, nie cytuję, długi tekst, ciekawy.
Taka z zasadami starsza pani. Powinnaś ja potraktować niczym wielką damę, podawać jej posiłki bardzo elegancko, parmezan może w miseczce z łyżeczką, nie będzie wtedy łapek do torebki wkładać. Kiedy wkłada rękę do makaronu, podaj łyżkę. Sama się zawstydzi.
A o papierosach powinnaś jej powiedzieć. Miałam kiedyś takiego starszego pana, który aby zapalić to na taras wychodził. A tak niepewnie prosił mnie o kupienie papierosów. Był we własnym domu, ale uszanował to, że ja nie palę. Potrafisz złapać wspólny kontakt. Powodzenia.
04 kwietnia 2015 18:15 / 7 osobom podoba się ten post
Słonecznie , też ni cytuję , bo post długachny !.... o ile pamięć mnie nie myli to przyjechałaś na tą sztelę wczoraj ( przedwczoraj ? ) daj sobie i PDP-nej trochę czasu ! Jesteś jej pierwszą opiekunką , ona też pewno nieswojo się czuje i dlatego to łażenie za Tobą - poczekaj , zobaczysz jak się to będzie rozwijać , będziesz się czuła zle ? zmienisz miejsce !
Czasem takie docieranie trochę trwa . Jak opisujesz to przed oczami mam moją Frau z L. , tylko taka różnica , że ja tam byłam chyba już szóstą zmienniczką a stała opiekunka była ok. dwóch lat , ale frau to była frau i tej cholery nie szło zmienić , dlatego w firmie zastrzegłam , że tylko pojadę tam jeszcze kiedyś jak będzie całkowita " posucha " w robocie a ja będę miała pustkę na koncie !
04 kwietnia 2015 18:30 / 7 osobom podoba się ten post
Słonecznie,masz preteskt żeby tam nie zostawać jeśli poczujesz,ze ta sztela nie dla Ciebie. Powodem są papierosy,uważam ,że doskonale możesz się wymiksować,ale poczekaj,zawsze to nowe doświadczenie dla Ciebie.:)

Dziś poszłam na długi spacer,właściwie to był półbieg. Pobiegłam dokąd? Oczywiście do centrum hi,hi. Obleciałam co chcialam,kupiłam trochę głupot ,a że miałam jeszcze 40 minut postanowiłam dłuższą drogą do domu wrócić,taką której jesczze nie znałam. No i poszłam,ale w pewnym momencie nie wiedziałam gdzie jestem,na ulicy żywego ducha nie było,tylko autao mnie mijało od czasu do czasu. Zobaczyłam niedaleko las,no tak,pomyślałam przecież mieszkam zaraz obok lasku,więc szybciutko w tamtą stronę sobie poszłam. Wlazłam w las,ale jakoś tak nieznajomo mi się wydawało,więc wyszłam z niego po chaszczach bo ścieżka mi się zawieruszyła. Wróciłam do głównej ulicy,ruszylam w lewo ,doszłam do skrzyzówania i zonk,kompletnie nie wiedziałam w którą stronę mam iść. Spotkałam rowerzystę,pytam doko mam iść zeby dojść na moją ulicę,no nie wiedział. Więc na czuja poszłam w jednaą stronę,a tu tylko 15 minut do 16-tej. Wreszcie przechodząc obok bocznej uliczki zobaczylam znajomą nazwę i tą uliczką doszłam do głównej znajomej ulicy he,he . Spóżniłam się tylko 15 minut i udałam przed synem głupa ,zapytałam co pije,kawę czy herbate . No akoś to sie rozeszło po kosciach,ale mam nauczkę,nigdy więcej nie iść tam gdzie nie wiem dokąd prowadzi ulica.
04 kwietnia 2015 18:46 / 8 osobom podoba się ten post
Dziękuję Wam dziewczyny za te ciepłe i jakże mnie budujące słowa . Słonecznie doskonale Ciebie rozumiem , ale mój dziadek robi podobnie , poprawiam kołdrę , a On każe ją przesunąć o 4 milimetry i tak ze wszystkim musi być wszystko tak jak On chce ,ostatnie słowo musi należeć do niego, mam o tyle lepiej że dziadzia leży i niczego w kuchni nie maca , ale z łóżka steruje wszystkim co w zasięgu wzroku . Sto razy przesuwam firankę lub na bieżąco informuję : gdzie kot? woda zakręcona? światła pogaszone itp. To demencja i wieczny strach przed niepamięcią , resztki zapału i chęci aby móc jeszcze nad wszystkim zapanować , aby mieć odrobinę świadomości że jeszcze ma kontrolę nad swoim życiem , to boli , ale to właśnie my musimy się wykazać wyrozumiałością i zdawać sobie sprawę że to nie złośliwość a tylko bezsilność i brak poczucia bezpieczeństwa i może już ostatnie próby zapanowania nad tym rozpadającym się życiem.Trzymam za Nas wszystkich kciuki, sami musimy sobie odpowiedzieć czy damy radę , bo wątpliwe i bezskuteczne jest wychowywanie starych i chorych ludzi , oni raczej się nie zmienią , to my musimy się dostosować i potrafić się odnależć.Słonecznie mam taką sumę i jeszcze z górką , ale to rodzina mi zapewnia i płaci ''szkodliwe'' bo zdają sobie sprawę . Po paru dniach wyłożyłam kawę na ławę , zostawiłam decyzję rodzinie , nikt nikogo do niczego nie zmuszał .Dziadzia dawał czadu już w szpitalu , a na swoim terenie jeszcze lepiej, córka sama powiedziała że zdaje sobie sprawę , że jest ciężko i nikt za małe pieniądze tu nie zostanie '' chcę dla taty profesjonalnej i odpowiedniej opiekunki , tata ciebie akceptuje  a to jest bezcenne , jestem w stanie za to zapłacić i mogę tylko mieć nadzieję że się nie rozmyślisz'' A mnie zostaje ufać że podołam .
04 kwietnia 2015 18:56 / 4 osobom podoba się ten post
slonecznie

Dziewczyny- Wichurra, Ivanilia40, Lena46, Agrafka i Wstenga- dziękuję za wasze zainteresowanie, dzięki temu nie czuję się samotna z moją nie najłatwiejszą sytuacją na stelli. Dzięki wam wiem jak postąpić- macie rację, dam sobie czas do końca przyszłego tygodnia, czyli od wczoraj 10 dni łącznie. Poczułam się tak zainspirowana tym co napisałyście, że zaraz po przeczytaniu z dużym entuzjazmem zrealizowałam to co zaplanowałam wcześniej: mam pauzę, ale do pdp przyszła jej znajoma z wnuczką i psem pdp, którym się opiekuję. Powiedziałam wcześniej, że przyjdę się przywitać, ale dzięki temu co od was przeczytałam byłam w stanie włożyć w to więcej serca. Byłam może z 3 minuty z kobietami, ale to ja zauważyłam jak idą poszłam powiedzieć o tym pdp- jednym słowem: punktuję w jej oczach. Pies pdp nie mieszka z nami, ale jeśli ja będę chciała to może, a pies też staruszek, bo rasowy Cocker Spaniel i ma 16 lat. Ja chyba chcę, bo zwierzaki uwielbiam, ale boję się trochę oceniania z strony pdp moich obowiązków względem psa. Stresuje mnie bardzo to jej ocenianie. Choć dziś powiedziała mi, że nie muszę wychodzić do psa jeśli nie chcę- tak normalnie to powiedziała. Z drugiej strony robi rzeczy, które mi nie pasują. Przykładowo,podaje mi kromkę z tostera gołą ręką, jak akurat jest bliżej go niż ja, czy wyjada makaron gołą ręką prosto z durszla, ale sama nie pozwala, żeby jej np.: posypać spaghetti parmezanem gołą ręką, tylko z torebki. Wiem, że powyższe rzeczy robi, żeby mi ułatwić, ale mi to obrzydza, więc muszę jej delikatnie uwagę zwrócić, żeby nie brała nic gołymi rękoma dla mnie. Jest też despotyczna, chciała mi coś pokazać i podniesionym głosem powiedziała, że już teraz mam iść, a akurat zakupy rozpakowywałam. Nie poszłam oczywiście, bo nie mam zamiaru jej uczyć, że ja na taki ton głosu reaguję, ale jak nie poszłam to oczekiwała ode mnie spowiedzi dlaczego nie poszłam. Pyta się mnie też czemu w polarze po domu chodzę i po prostu wiem, że kryje się za tym sugestia, żebym go zdjęła-ale odpowiadam, że mi zimno i ucinam. I teraz to z czego nie wiem czy się śmiać czy co, ale dziś zatrzymała mnie jak szłam i mówi mi, że nie mogę tak głośno chodzić. Mam ciapcie na grubym gumowym podbiciu, które faktycznie nie są ciche. Mówię jej, ze takie mam papucie i nic z tym nie zrobię, więc kilkanaście chwil potem zaniosła mi do kuchni gumowe klapki i postawiła je na zlewie mówiąc: dziękuję bardzo- sugestia dla mnie, żebym za nią powtórzyła. Nie powtórzyłam. Powiedziałam, ze mogę w nich chodzić, ale żeby ich na zlewie nie stawiała, a ona na to, że są czyste-bo są, ale no-na zlewie? A jak byłam na zakupach z opiekunem prawnym, to zaniosła moje ciapcie do mojego pokoju, bow przedpokoju stać nie mogą. Moje buty też w przedpokoju stać nie mogą-wkurzyło mnie to, ale nic nie powiedziałam, kazała mi je postawić w schowku na mopy! Sama swoich butów w przedpokoju też nie trzyma, w sumie nie wiem gdzie. No i tak to wygląda-ma mnóstwo uwag co, jak, co nie, jak mówię spokojnie od czasu do czasu "nie" to oczekuje wyjaśnienia dlaczego. Stara się być dla mnie miła, mówi mi za wszystko "dziękuję", ale ciągle mnie łapie za rękę albo coś (troszkę rzadziej niż wczoraj), a dziś na zakupach opiekun prawny zasugerował, że na kolejne zakupy mam iść z nią. Gdyby nie to, że mam sporo czasu wolnego to nawet bym się nie zastanawiała. A tak-odpowiadając Agrafka na twoje pytanie to zadeklarowałam się na miesiąc i nie wiem czy zostanę dłużej, mam trochę czasu do namysłu zanim dam odpowiedź agencji, ale jakby nie było dała mnie do palącej pdp, choć mówiłam na początku, że do takiej osoby nie chcę.
Powtarzam swoje wczorajsze słowa: dużo napięcia i zasad w tym domu, ja jestem w miarę asertywna, mówię od czasu do czasu "nie"- nie zawsze wprost, ale zastanawiam się co zrobić, żeby mnie nie dotykała (poza myciem jej i spacerem gdzie jestem w stanie to zaakceptować). Jest to coś co potrzebuję zredukować od razu, bo to są moje fizyczne granice.

Czytam Ciebie Słonecznie i sie  nie dziwie - popracujesz i nabierzesz dystansu.Jesteś na tej szteli chyba dwa dni,tak? daj szanse pdp  - czytam i widze,że ona chce Ciebie poznac,chce też nawiązać z Tobą kontakt ima sie roznych sposobów.Nie doszukuj sie w niej wad  tylko szukaj czegoś za co możesz ją polubieć,bedzie Ci lżej.Jesli nie lubisz jak Ciebie dotyka to powiedz  jakos przystepnie zeby jej nie sprawić przykrości.A musisz wiedziec,że kontaktu fizycznego z pdp w naszej pracy nie da sie uniknąc jeżeli tego nie zaakceptujesz bedzie Ci zawsze cięzko na szteli.WESOŁYCH ŚWIĄT.   Jestes tam pierwsza opiekunką? daj czas,żeby pdp przyzwyczaiła się,że nie jest w domu sama.Jej też jest cięzko.      
04 kwietnia 2015 20:07 / 8 osobom podoba się ten post
Doskonale Cię rozumiem. Wczoraj zaliczyłąm odwiedziny małżeństwa z trójką dzieciaczków. Najstarsze 2,5 roku. Totalna masakra dla mnie. Wyszło, ze stara jestem i kondycja mi siada. Na dodatek dzieciaczek sam postanowił pomaszerować na górę, bo chyba mnie zobaczył, że tam idę. Efekt: malowniczo stoczył się z samej góry na dół. Mało nie dostałam zawału. Ale wyszło że tylko ja taka panikara. Rodzice otrzepali, przytulili i w łapkę dali czekoladę. Ja oczami wyobraźni (w przypadku mojej córy) już leciałam na przelaj do szpitala.
Mamy inne podejście do wychowania dzieci i jak się okzało ja jestem zwykłą kwoką i trzęsłam się nad małą.
Dostaliśmy propozycję zajęcia się dzieciaczkami w niedzielę, żeby rodzice odpoczęli, ale odmówiłam. Gdyby coś się stało to dostałabym zawału.
04 kwietnia 2015 20:35 / 13 osobom podoba się ten post
Słonecznie, tak jak Ci napisała Andrea, postępuję podobnie. Muszę pamiętać cały czas, że gospodynią w domu jest moja podopieczna, pod warunkiem, że nie ma Demencji lub Altzheimera. Trzeba sporo dyplomacji, by przekonać moją obecną Panią do rzeczy, które w chorobie muszą stać się dla niej codziennością, a z którymi ciężko się godzi. Lubi rządzić, by jakoś to opanować zachowuję spokój. Przykład: Wpadła na pomysł, aby przemyć stół i ławkę w ogrodzie, bo posiedziałaby sobie na niej popołudniami. Spodziewała się, że zaraz złapię za wiaderko i szmatę i wypucuję jak mi przykazała. Odpowiedziałam jej , że jak się tylko ociepli zrobię to na pewno, a teraz jest za zimno by siedzieć na ławce w ogrodzie, a ja do tego jestem jeszcze przeziębiona. Przyjęła do wiadomości bez komentarzy. To taki drobny przykład. Kiedy Twoja podopieczna zauważy, że wykonujesz bez mrugnięcia okiem nawet te bezsensowne polecenia, przepadniesz z kretesem. Wczoraj zastała mnie po południu w kuchni przy laptopie. Powiedziała mi, że mam u niej dobrą pracę. Pytam ją spokojnie, a dlaczego tak uważa. Pewnie nie spodobało jej się to, że mam tyle czasu wolnego i mogę byc przy internecie. Powiedziałam jej, że jednak najlepsza praca, to taka, gdzie kończę służbę po 16tej i idę do domu. Mówi do mnie, ze przecież sama sobie taką wybrałam. Na tym skończyłyśmy wymianę poglądów. Dziś przed południem moja dama miała wypadek przy Klo. Po ogarnięciu wszystkiego, ani słowem nie przypomniała mi jaką dobrą pracę mam u niej. Trzeba mieć ocean cierpliwości dla takich ludzi.
04 kwietnia 2015 20:46 / 7 osobom podoba się ten post
Andrea,Wstęga jak mi ulżyło po tym co napisałyście,bo myślałam że tylko ja kocham dzieciaczki na odległość. Chyba faktycznie już wyrosłyśmy z macierzyństwa,albo zrobiłyśmy się wygodne. Teraz to chyba nawet bałabym się wziąc na ręce niemowlaka.
04 kwietnia 2015 20:52 / 8 osobom podoba się ten post
Miałam właśnie ostatnio taką sztelę,gdzie nie mogłam do południa usiąść bo pdp krzywo się patrzyła,że zapłaciła a ja siedzę. Tam cały czas czuło się napięcie,a tu...dziadziuś mi często powtarza jaka ja biedna jestem,że nie mam czasu posiedzieć bo wciąż coś robię :). Tylko że ja tu mam kilometry do przejścia ,więc jak czegoś zapomnę wziąc z piwnicy to mnie nie ma pół godziny :)
04 kwietnia 2015 20:53 / 5 osobom podoba się ten post
ivanilia40

Miałam właśnie ostatnio taką sztelę,gdzie nie mogłam do południa usiąść bo pdp krzywo się patrzyła,że zapłaciła a ja siedzę. Tam cały czas czuło się napięcie,a tu...dziadziuś mi często powtarza jaka ja biedna jestem,że nie mam czasu posiedzieć bo wciąż coś robię :). Tylko że ja tu mam kilometry do przejścia ,więc jak czegoś zapomnę wziąc z piwnicy to mnie nie ma pół godziny :)

ha
a moja dzisiaj mówi do mnie, że ja nic nie musze robić :))
mogę z nia siedzieć
wybieram to pierwsze :))
 
04 kwietnia 2015 20:55 / 1 osobie podoba się ten post
agamor

ha
a moja dzisiaj mówi do mnie, że ja nic nie musze robić :))
mogę z nia siedzieć
wybieram to pierwsze :))
 

Kropkę postawiła między pierwszym zdaniem a drugim? :))