Wyznaję zasadę,że nie raz trzeba troszę podkolorować.Kazdy z nas chce usłyszeć coś na co czeka.Stosuję to też w opiece.Czesto bywa,ze schorowany czlowiek pyta jak dzisiaj wygladam? mówie: dzisiaj dużo lepiej niz wczoraj.Przeciez widzę,że te parę słow dodaje sił pdp robi się znosniejszy,milszy.Jeżeli to moje malutkie kłamstwo daje komus przyjemnośc to dlaczego mam tego nie zrobić?
Odnosnie rozmów z mężem staram sie go wysłuchać i chociaz jego wielki problem wydaje mi sie "prozą życia" współczuję i pocieszę.Nigdy moj wyjazd nie jest poświęceniem z mojej strony raczej uważam,że ten kto pozostaje w domu ma nawał obowiązków żadnego wsparcia i ciągle się waha w podejmowaniu decyzji, bo wie,że będzie osadzony po naszym powrocie.A te decyzje często dotyczą naszego wspólnego życia kręca sie w okół wspolnych spraw i probemów.
Mam ten luksus,że w kazdej chwili mogę rozmowę przerwać - pdp wzywa - i ochłonąć jesli jest denerwująca.Zawsze kończę rozmowę miłym słowem,żeby pożnej nie rozmyślać mogłam to inaczej powiedzieć.Sprawy sporne w ktorym mam odmienne zdania załatwiamy po moim przyjeżdzie.Siadamy przy stole i gadamy.Tak kieruję rozmową,żeby to mąż podjął decyzje (ale moją).
Rozmowę też staram się konczyć miłym słowem, ale kiedy słyszę np.: no tak, dzis poświęciłaś mi tylko 34 minuty i 23 sekundy, to normalnie eksploduję
Najlepiej, jak nasza rozmowa zaczyna się od słów: wiesz, mamy problem, bo... Zanim usłyszę, co to za problem, to od razu koryguję, że to pewnie żaden problem, tylko nowa sytuacja, w której trzeba się odnaleźć, a problem to dopiero będzie, jak tego nie zrobimy.
Ale i tak kocham te rozmowy, jak nie wiem co!
