Dir auch to nie, bo do obcych nie mówimy na ty:)
Dir auch to nie, bo do obcych nie mówimy na ty:)
A ja Ci powiem Wichurrka, że chyba nie wszyscy Niemcy o tym wiedzą, że tu nie Ameryka i nie mówi się obcym per Du. Na samym początku złapałam tu nerwa, bo rodzinka bez pytania mnie o zgodę przeszła ze mną na Ty. Nie usłyszałam od nich propozycji: Mówmy sobie nawzajem po imieniu. Tak było często w poprzednich rodzinach. Dla mnie to znak jak mnie szanują. Po tym, ja oczywiście też natychmiast przeszłam na Du, chociaż dzieci babci są w wieku moich rodziców. Nie spodobało mi się to bardzo.
W Barii też byłam, ale tam właśnie rodzina, jak Bóg przykazał, pierwsza zaproponowała: Mówimy sobie na Ty. A tu, waląc mi prosto z mostu Du, poczułam się jak obywatel drugiej kategorii, którego nie trzeba pytać o zgodę. Towarzystwu nie brakuje chyba obycia, bo to inżynierowie i doktorzy. Pewnie myślą, że te tytuły dają im takie prawo. Nadęci i zarozumiali ludzie. Na szczęście babuszka jest okej i nie wsadzają nam tu nosa.
W Barii też byłam, ale tam właśnie rodzina, jak Bóg przykazał, pierwsza zaproponowała: Mówimy sobie na Ty. A tu, waląc mi prosto z mostu Du, poczułam się jak obywatel drugiej kategorii, którego nie trzeba pytać o zgodę. Towarzystwu nie brakuje chyba obycia, bo to inżynierowie i doktorzy. Pewnie myślą, że te tytuły dają im takie prawo. Nadęci i zarozumiali ludzie. Na szczęście babuszka jest okej i nie wsadzają nam tu nosa.
Mojej babci tez mówię Pani, a ona mi po imieniu, które muszę jej przypominać. No ale babcia jest tu na innych prawach, dla niej obowiązkowo taryfa ulgowa.
Różnie to z nimi jest. Na Bawarii zauważyłam, że dzieci do wszystkich na ty mówią. Też mi się to nie podobało.
Z dorosłymi nie rzuciło mi się to w uszy.
Ogólnie to co poznawałam Niemców, to byliśmy na pan, albo pytali, czy możemy na ty przejść.
Raz mnie tylko facet w sklepie oburzył - kasjer - własnie bezceremonialnie mówiąc mi na ty, ale to odosobniony przypadek był.
W Barii też byłam, ale tam właśnie rodzina, jak Bóg przykazał, pierwsza zaproponowała: Mówimy sobie na Ty. A tu, waląc mi prosto z mostu Du, poczułam się jak obywatel drugiej kategorii, którego nie trzeba pytać o zgodę. Towarzystwu nie brakuje chyba obycia, bo to inżynierowie i doktorzy. Pewnie myślą, że te tytuły dają im takie prawo. Nadęci i zarozumiali ludzie. Na szczęście babuszka jest okej i nie wsadzają nam tu nosa.
Kurcze ;-/// przeczytałam wszystko od początki i nie znalazłam "śmiesznych sytuacji" ;-//