01 grudnia 2015 09:54 / 6 osobom podoba się ten post
mleczko1Ciężko Gosia , ciężko. Ja juz nie płaczę. Nauczyłam sie Gosiu sama sobie tłumaczyć takie sytuacje. Ostatnio przez jakies 3 lata nie miałam takiego przypadku. Ale radziłam sobie na tyle , że po wyjeździe ze szteli nie rozmyślałam juz o pdp. A i w ostatnich dniach jego życia byłam jak by to powiedzieć na drugim planie. Pewnie , że w jakis sposob odczuwam ten stan, ale panuję nad emocjami. Wytrwałości i siły Gosiu .
Tak Aniu rozumiem doskonale co piszesz. Ja sobie na ogół świetnie radzę ze swoimi emocjami i uczuciami.
Jak trzeba umiem się uzbroić w taki pancerz, że mnie nic nie rusza.
Ale tu jest inaczej, ten dom, PDP, jego córki, wnuk są tak szczerzy, otwarci i nie uzbrojeni, że moje wszystkie uzbrojenia wywaliłam.
Bo tu się rozmawia, płacze i śmiechu jest też sporo, tu nie ma udawania.
Ja wiem co to prawdziwość w ludziach bo w mojej rodzinie tak właśnie jest.
Każdy może zapłakać i nie będzie obśmiany ani wyszydzony, każdy może się też złościć, nikt nie jest ignorowany
ale o wszystkim się rozmawia, o rzeczach bardzo trudnych też.
A wczorajsza sytuacja przypomniala mi jak siedziałam przy moim tacie, jak głaskałam go po rękach, jak mówiłam, że go kocham i dziekowałam mojemy tacie za życie i za wszystko, co w tym życiu dla mnie zrobił. Mój tato zmarł 15 lat temu, nie żyje wspominkami ale taki obrazek zobaczyłam wczoraj i mnie ruszyło.
PDP usnął a córka przyleciała za mną do kuchni i też puściła fontannę łez. Przytuliłam ją tylko, przyjaźnie i szczerze bo rozumiem ją jak nikt inny.