A jutro znowu na pogrzeb muszę iść :( Tym razem katolicki. Zmarł przyjaciel mojego śp Pdp. Od wczoraj cyrk-przymierzanie i szykowanie ubrań,powtarzanie planu jutrzejszego dnia.Przy okazji Pdp czuje się zupełnie bezkarnie bo ma powód do ''płaczu''który ogranicza się do pochylania głowy i potrząsania ramionami bez jednej łzy.Od kiedy ją znam tak się zachowywała :mąż był w szpitalu-płacz,wrócił do domu-płacz,umarł też płacz,nie jest w centrum zainteresowania-płacz.
Ona wcale nie ma ochoty tam jutro iść a tym bardziej na stypę. To akurat rozumiem bo ma bardzo słaby wzrok i nawet w domu kilka razy nie nabierze nic na widelec lub łyżkę a podnosi do ust.
Muszę jakoś przetrwać ten dzień. W ramach poprawy nastroju idę sobie precz :-)

