Od jakiegoś czasu jeżdżę sobie na rowerku stacjonarnym. Robię 10 km dziennie, tak dla "zdrowotności" .
Rozmawiamy o tym właśnie z Dziadkami przy stole. Dziadek się pyta:
- A dokąd jedziesz?
- Ciągle przed siebie - odpowiadam
- Tylko uważaj, abyś się na zakrętach wyrobiła
A dzisiaj byłam zmuszona, pierwszy raz odkąd pracuję w Niemczech, skorzystać z pomocy lekarza. Wczoraj zadzwoniłam do firmy ubezpieczającej, zgłosiłam problem. Podałam im nawet najbliższego okulistę z prośbą, aby wzięli go pod uwagę i abym nie musiała jechać do Hannoveru. Firma oddzwoniła, lekarza tego o którego mi chodziło poinformowała o sytuacji, prosili tylko, abym sama tam zadzwoniła i umówiła się na termin . Tak zrobiłam, termin był na dzisiaj rano.
Wszystko odbyło się bezgotówkowo. Lekarka przepisała mi maść i krople z antybiotykiem i zaleciła, abym kupiła sobie lampę na podczerwień i nagrzewała zmienione miejsce. Lampę kupiłam.
Nagrzałam, owszem, ale dopiero po tej czynności przeczytałam instrukcje. A tam było :
- żeby zachować odległość 60 cm - zachowałam jakieś 30

- żeby zamknąć oko - zamknęłam po jakiś 5 minutach naświetlania
A co do recepty...Receptę oczywiście opłaciłam, a po wszystkim zadzwonił pan z ubezpieczalni, aby zapytać czy wszystko w porządku i poinformować mnie, ze firma zwraca też za lekarstwa, które przepisała lekarstwa, tylko mam przesłać paragon. No rychło mnie o tym poinformowali - ja nawet paragonu z apteki nie wzięłam

. Ale nie zapłaciłam dużo:puk w leb:.
Ogólnie dzień super , a za dwa tygodnie o tej porze powinnam być już w Polsce
