Wczoraj jak tu przyjechałam, przyszła opiekunka Polka, która mieszka dwa domy dalej a przyjeżdża tu od 5 lat, żeby osobiste zapoznanie zrobić i wyciągnąć mnie na spacer po polach i lasach...ponieważ jednak obiad się nieco opoznil ( Sinbad miał dwie godziny w plecy ) a synowa gotowała ( ładny gest, żebym z marszu przy garach nie stała ) to z wczorajszej pauzy były nici...ale dziś koleżanka opiekunka nie dopuściła i parę minut po trzynastej już dzwoniła do drzwi...miła dziewczyna ale straszna gadula i cały czas mi telefon podtykała pod nos i jakieś zdjęcia pokazywała albo puszczala niemieckie piosenki...obeszłysmy dwie wsie położone blisko siebie i spotkalysmy w jednej wsi 2 osoby ( dziadka o lasce i babcie z rolatorkiem.....no i jednego kota ).
Chyba te Niemce mają ten sam problem co my....młodzi uciekają ze wsi a zostają sami starcy....no i koty...

Ale wracając do mojej polskiej koleżanki to powiedziała, ze jutro też po mnie przyjdzie...
